poniedziałek, 8 czerwca 2015

Octa-Switch MK3 - Kolejne wcielenie najlepszego przełącznika efektów gitarowych.


\Jako gitarzysta masz pewnie z osiem kostek gitarowych, których regularnie używasz w różnych kombinacjach, przy każdym kawałku, ale nie jesteś fanem stepowania po efektach i często zdarza ci się przycisnąć nie ten pedał co trzeba i to w najmniej odpowiednim momencie, rujnując grany właśnie cover Slash'a. Widziałeś kontrolery efektów jakich używają na dużych scenach i skrycie marzysz o czymś takim dla siebie, nawet gdybyś nigdy na wielką scenę nie miał trafić. Czas spojrzeć na OCTA-SWITCH MK3 Thomasa GuldmannaTwoje efekty wpinasz w wejścia z tyłu i włączając, lub wyłączając ponumerowane przełączniki w każdym z ośmiu zestawów przełączników DIP, możesz wybrać których efektów chcesz użyć na przemian w każdym zestawie. Dla każdego efektu w danym zestawie dodana jest niebieska lampka LED (więc kiedy już zaprogramujesz i naciśniesz na zestaw nr 6 zobaczysz lampki wszystkich efektów w tym zestawie i lampkę samego zestawu).OCTA-SWITCH MK3 posiada również kilka nowych cech. Dziewiąty przełącznik z lewej strony, pozwala całkowicie ominąć efekt i cieszyć się czystym, nie zakłóconym brzmieniem twojego wzmacniacza. Posiada również dwa wejścia, które pozwalają ci podłączyć się do dwóch wzmacniaczy jednocześnie, lub na przemian. Po zaprogramowaniu wszystkich zestawów zalecamy zaklejenie taśmą każdego przełącznika DIP (...po prostu aby uchronić go przed przypadkowym przełączeniem, uszkodzeniem, lub zalaniem ...np. piwem :) ). Jest też wejście Mono i wyście Stereo, a zasilanie to dwie baterie 9V, albo zasilacze, takie jak Big John, czy Pro Power (oba od Carla Martina). 


Od czego zacząć ?


Żeby ustawić OCTA-SWITCH MK3, podłącz swoje efekty i wzmacniacze do odpowiednich wejść i wyjść z tyłu kontrolera. Pedały możesz podłączyć w każdej konfiguracji, jakiej tylko sobie zażyczysz albo trzymać się zwyczajowo od 1 do 8 kompresorów, przesterów i modulatorów. Wtedy włączając ponumerowane przełączniki w każdym z ośmiu zestawów DIP, wybierzesz efekty będziesz po kolei używał w każdym zestawie. żeby efekty działały poprawnie z OCTA-SWITCH muszą być włączone.

(Tutaj szybka rada sceniczna - są efekty, których używasz tylko od czasu do czasu, warto je więc wyłączać, a potem włączać, gdyż zgromadzone napięcie może wywołać małe spięcia - najlepiej robić to pod koniec granego kawałka).
Proszę zauważyć, że przełączniki DIP są suwakowe, łatwo je więc ustawić przy pomocy małego śrubokręta, długopisu, albo bardzo, bardzo małego paluszka. Z tyłu urządzenia znajdziemy przełącznik do buforowanego, lub nie, bypassu, przez który wybierasz swoje preferencje w zależności od warunków na scenie albo twoich upodobań. Wiadomo, że na dużych scenach, przez znaczną długość kabla zatraca się wysokie tony w gitarze. Twórca efektu wbudował więc bufor na wejściu, tak że grający może mieć 100% czysty bypass, albo zbuforowany i o wiele mocniejszy sygnał. 

Co jeszcze ?

OCTA-SWITCH ma wyjścia i powrót stereo na wyjściu 8, specjalnie do użycia z chorusami stereo.
Jeżeli chodzi o przełącznik wejść kanałów wzmacniaczy, to podobnie jak przełączniki zestawów posiadają one włączniki DIP z zieloną, lub czerwoną lampką LED. Im też podporządkowujemy dane zestawy. Tak że jeśli np. programując zestaw 6 np. dołączymy do wzmacniacza 1, to włączając ten zestaw będzie on automatycznie działał z tym wzmacniaczem.
Zauważmy też, że różne wzmacniacze i różni producenci stosują odmienne systemy podłączeń. Jeżeli więc twój wzmacniacz po włączeniu do OCTA-SWITCH nie brzmi tak jak byś chciał sugerujemy udać się do twojego lokalnego serwisu i poprosić o zmianę podłączenia - powinno to być prostą czynnością. Mimo to, ze względu na twoje bezpieczeństwo sugerujemy nie otwierać nic samemu i nie "grzebać" w elektronice, chyba że masz do tego kwalifikacje (albo sporego farta).

Specyfikacja:
Wymiary  510x135x55 mm (dł x szer x wys)
Waga 2,3 kg
Zasilanie   2x bateria 9V (ok. 10 godzin pracy przy normalnym użytkowaniu)
....zalecam jednak użycie jednego z zasilaczy Carl Martin, jak Big John, czy Pro Power - 9V, 400mA




sobota, 21 września 2013

Electro- Harmonix Memory Toy- „No one does analog like EHX”

Każdy gitarzysta musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest ważniejsze? Czy rozbudowane możliwości wyboru np.:symulacji (emulacji) wzmacniaczy, efektów albo typów kolumn głośnikowych uzyskiwane dzięki multiefektom modelowanym, czy klasyczny analogowy sprzęt o bardzo dobrym brzmieniu głównym, który zwykle pasuje do grania w jednym gatunku muzycznym? Niezależnie od tego jak odpowiemy sobie na to pytanie i w którą pójdziemy stronę powinniśmy szukać sprzętu, którego konstruktorzy zdają sobie sprawę z istnienia tych dwóch światów i z różnic między nimi. Electro-Harmonix Memory Toy zalicza się do grupy analogowej i posiada najważniejszą cechę tradycyjnych efektów- bardzo dobre brzmienie.
EHX Memory ToyElectro Harmonix Memory Toy jest analogowym efektem typu delay. Urządzenie jest umieszczone w małym metalowym opakowaniu charakterystycznym dla serii Nano. Na przednim panelu znajdują się włącznik nożny, dioda aktywności efektu, przełącznik MOD uruchamiający Chorus, trzy potencjometry/ gałki DELAY, BLEND i FEEDBACK. Na prawej ściance znajduje się gniazdo gitarowe IN typu Jack 1/4'', na lewej ściance odnajdziemy gniazdo gitarowe AMP (OUT) typu Jack 1,4''. W tylnej ściance zamontowano gniazdo zasilacza 9V. Efekt posiada możliwość zasilania baterią 9V lecz jak to często z delay'ami bywa, bateria zużywa się dość szybko więc lepiej wyposażyć się w zasilacz. Delay działa w zakresie od 30 do 550 ms i posiada true bypass.
Muszę stwierdzić, że miałem wątpliwości czy efekt zaliczany do „budżetowej” serii Nano sprosta hasłom reklamowym. Dlatego pierwszą rzeczą, którą sprawdziłem po uruchomieniu Memory Toy było to, jakie efekt produkuje pasmo w czasie pracy i jak true bypass działa w rzeczywistości. Zaskoczenie moje było duże, gdy okazało się, że „zabaweczka” nie obcina pasm w gitarze i subtelnie podbija pasma wyższe środkowe co dodaje barwie melodyjności i „miękkości” tak poszukiwanej i cenionej w analogowych echach. To podbicie porównuję charakterystyką do podbicia pasm w Small Clone ale jest delikatniejsze. Natomiast true bypass jest skuteczny czyli powoduje, że efekt wyłączony przepuszcza sygnał bez zniekształceń. Pierwszy, bardzo ważny test zastał przez echo Electro-Harmonix'a zaliczony. Dodam, że takie cechy nie są częste w urządzeniach tego przedziału cenowego. Bardzo spodobało mi się działanie potencjometru BLEND, który nie ingeruje w brzmienie niezależnie od pozycji i płynnie oraz naturalnie miesza sygnały co w przypadku niektórych efektów wcale nie jest takie oczywiste. Testy delay'ów rozpoczynam zwykle od zagrywek z wykorzystaniem krótkiego echa tzw. slap back. Zagrywki na singlach w stylu surf guitar brzmią przekonująco i odpowiednio „strzelająco”. Subtelnie podbita barwa efektu szczególnie efektywnie wypada w chwili uruchomienia przesteru do solówki, dźwięk ładnie przebija się w miksie i zyskuje na melodyjności. Na uwagę zasługuje też sposób wybrzmiewania powtórzeń, który sprawia, że każde kolejne powtórzenie jest cichsze (co normalne) oraz szybciej niż w znanych mi echach staje się ciemne i matowe. Ta cecha sprawia, że efekt charakterystyką nawiązuje do klasycznych taśmowych delay'ów. Czy lubicie takie brzmienie vintage czy nie, muszę przyznać, że Memory Toy oferuje rasowy i charakterystyczny dźwięk. Tajną bronią, którą inżynierowie zainstalowali jest pokładowa modulacja powtórzeń. Producent podaje, że efekt typu chorus został zaczerpnięty z kultowego już Deluxe Memory Man. Jak to działa? Chorus zostaje nałożony na powtórzenia, jest dość głęboki w działaniu, przypomina sposób pracy klasycznego Vibrato i dodatkowo przestraja dźwięki powtórzeń. Brzmi on dobrze, ostatecznie przypisuje charakter efektu do stylistyki vintage i jest bardzo inspirujący. Dodam jeszcze, że charakter pracy chorusa jest dość niezwykły, dźwięk zdaje się lśnić i ...nieprzypomina chorusa a bliżej mu do Stereo Electric Mistress (chorus i flanger użyte jednocześnie). Na tym brzmieniu szczególnie pozytywnie wychodzą pełne akordy z wolnymi powtórzeniami delay'a i z lekkim crunchem. Klimat, melodyjność i jakość- czego chcieć więcej ?
Nie bardzo wierzyłem, że to małe echo sprawdzi się w realnym użyciu. Tymczasem zostałem mile zaskoczony. W swoich testach staram się pisać o zaletach i wadach lub przynajmniej o wątpliwych cechach opisywanych urządzeń. Długo zastanawiałem się o co mam „przyczepić”się do Memory Toy. Znalazłem tylko jedną rzecz, którą chciałbym zmienić a mianowicie domalowałbym skalę do potencjometrów dla szybkiej i bezbłędnej zmiany ustawień. Cechy, które przemawiają na korzyść efektu to: naturalny, analogowy i bogaty dźwięk, szeroki zakres produkowanych powtórzeń, niewystępowanie „dziur jakościowych” w poszczególnych ustawieniach, świetnie brzmiąca i inspirująca pokładowa modulacja oraz cena, która pasuje do urządzeń niższej klasy. Na zakończenie dodam, że Electro-Harmonix Memory Toy rozłożył na łopatki w bezpośrednim teście mój cyfrowy, stary, japoński delay znanej firmy z którego byłem zadowolony. Teraz będę zadowolony dopiero, kiedy kupię swojego Memory Toy.

Michał „Shaggy” Dolak

wtorek, 17 września 2013

Electro- Harmonix Micro POG- im więcej tym lepiej...

Co ma zrobić gitarzysta, gdy zda sobie sprawę, że jego instrument brzmi płasko, bez przestrzeni i po prostu nudno? Dokąd ma pójść biedny szarpidrut, który zazdrości koledze klawiszowcowi jego stereofonicznych, pełnych niesamowitych efektów brzmień? Otóż taki delikwent rozpoczyna poszukiwania! Przemierza doliny chorusów i wybrzeża flangerów. Zapuszcza się na bezkresne przestrzenie kraju reverbów i sąsiadujące z nimi
EHX Micro Pog
góry delayów. Myśli nawet o multiefektolandzie. Tymczasem rozwiązaniem problemu może być wizyta w królestwie oktawerów! Jak to?!- zakrzykną sceptycy. Funkowy efekt dla poważnych gitarzystów?Tak samo myślałem dopóki nie odpaliłem Micro POG Electro-Harmonix.
Electro-Harmonix Micro POG to efekt gitarowy- polifoniczny generator oktaw. Urządzenie jest wyposażone w bypass i zostało wyprodukowane w U.S.A. Na przednim górnym panelu znajduje się włącznik nożny, dioda aktywności urządzenia i trzy potencjometry- gałki: DRY, SUB OCTAVE i OCTAVE UP. Na prawej ściance znajdziemy gniazdo gitarowe IN typu Jack 1/4''. Na lewej ściance zamontowane są dwa gniazda gitarowe typu Jack 1/4''- DRY OUT (sygnał przepuszczony przez efekt) i EFFECT OUT (sygnał gitary bez efektu). Na tylnej ściance odnajdziemy gniazdo do podłączenia zasilacza, który producent dołączył do zestawu. Efekt nie posiada możliwości zasilania bateryjnego.
Micro POG Electro-Harmonix powstał jako prostsza wersja kultowego POG i POG 2.W odróżnieniu od bardziej rozbudowanych „starszych braci” efekt posiada możliwość generowania „tylko” jednej oktawy w górę i jednej w dół. Praktyczne użycie pokazuje, że to wystarcza do kreowania pożądanego efektu. Jak działa Micro POG? Najprościej rzecz ujmując: potencjometr DRY steruje głośnością czystego sygnału z gitary (skręcony do zera wycina czysty sygnał), potencjometr SUB OCTAVE steruje głośnością generowanej oktawy niższej (skręcony do zera wycina sygnał oktawy -1), potencjometr OCTAVE UP steruje głośnością generowanej oktawy wyższej (skręcony do zera wycina sygnał oktawy +1). Na barwie czystej możemy użyć Micro POG-a do rozszerzenia skali dźwięku. Wystarczy przemieszać wedle gustu sygnał podstawowy z oktawami (-1) i (+1) aby uzyskać szeroką, słyszalną w dolnych i górnych rejestrach gitarę, która dodatkowo dużo lepiej będzie słyszalna w całym miksie z zespołem. W tej konfiguracji otrzymujemy brzmienie nawiązujące do gitary 12 strunowej. Generatory oktaw (-1) i ( +1) nie zamulają, nie słychać dziur w dźwiękach nawet przy szybkim kostkowaniu albo w arpegiach. Oktawa (-1) produkuje sygnał czysty natomiast oktawa (+1) proponuje dźwięk lekko przetworzony „syntezatorowo”, który jednak świetnie współgra z dwoma pozostałymi oktawami. Jeśli na pierwszy plan wysuniemy oktawę (+1), oktawę (-1) też mocno podkręcimy a czysty sygnał ściszymy to uzyskamy dźwięk imitujący organy kościelne- spróbujcie dodać do tego ustawienia jakiś efekt modulacyjny np.: phaser to uzyskacie inspirujące brzmienie w stylu głośników Leslie. Gitarzysta nagrywający w domowym studio nie ma basu? Nic prostszego! Potencjometry DRY i OCTAVE UP na zero a SUB OCTAVE rozkręcamy i uzyskujemy gitarę basową. Ale prawdziwa zabawa zaczyna się z przesterami, które z w kooperacji z Micro POG brzmią bardzo dobrze. Mi osobiście najbardziej przypadły do gustu brzmienia rodem z pierwszej płyty Rage Against The Machine czyli sygnał czysty, oktawa (-1), odrobina oktawy (+1)mocny distortion i oczywiście singiel przy gryfie. Angażując przester typu high gain szczególnie korzystnie zabrzmiała konfiguracja z sygnałem czystym, oktawą (-1) i bez oktawy (+1)- oba sygnały były wyraźnie słyszalne, szybkie granie było selektywne a palm muting (szczególnie w oktawie -1) był naturalny.
Dlaczego Micro POG jest tak dobry i popularny? Jest kompaktowy więc zabiera mało miejsca w pedalboardzie. Jest solidnie wykonany i według użytkowników nie psuje się. Jest jedynym dostępnym na rynku kompaktowym oktawerem wyposażonym w wyższą oktawę (+1)- zwykle ta funkcja występuje w droższych, rozbudowanych urządzeniach. Efekt sprawia dużo frajdy, jest niezwykle inspirujący i dobrze współpracuje z singlami i humbackerami. Micro POG posiada też rzadką wśród efektów gitarowych cechę- praktycznie w każdym ustawieniu urządzenie brzmi dobrze. Tu nie trzeba kombinować, od deski do deski czytać instrukcję czy przeglądać na Youtube filmiki prezentacyjne. POG- i zostały również docenione i wykorzystane w nagraniach wielu artystów m.in: White Stripes, Foo Fighters, RATM, Muse, Queens Of The Stone Age czy Joe Satriani. Zachęcam Was gorąco Gitarzyści do wypróbowania Micro POG-a ponieważ może on rozszerzyć i uatrakcyjnić Wasze brzmienie oraz co ważniejsze zainspirować Was do poszukiwań i pomóc w tworzeniu nowej muzyki.


Michał „Shaggy” Dolak

piątek, 13 września 2013

Electro-Harmonix TONE TATTOO - Nowojorski Eksperyment

Firma Electro-Harmonix zawsze była znana z nowatorskich rozwiązań a swoimi produktami wyznaczała nowe standardy. Tym razem nowojorczycy stworzyli pierwszy w swojej ofercie i kolejny z ledwie kilku dostępnych na rynku w pełni analogowy multiefekt, zawierający trzy popularne efekty typu distortion, chorus i delay. Czy eksperyment się udał? Czy Electro-Harmonix Tone Tatoo zapoczątkuje nową jakość czy też skończy na śmietniku efektowej historii? Czas pokaże ja natomiast napiszę kilka słów o urządzeniu, które od początku wywołało u mnie bardzo mieszane uczucia.
Tone Tatto Electro-Harmonix Tone Tatoo jest w pełni analogowym multiefektem wyposażonym w bypass. Efekt zasilany jest dołączonym do zestawu zasilaczem 9V. Na przedniej górnej płytce znajdują się trzy włączniki nożne uruchamiające niezależnie działające efekty: Metal Muff (distortion), Neo Clone (chorus), Memory Toy (delay) oraz potencjometry, przełączniki i diody do kontrolowania parametrów. Na bocznych ściankach zainstalowano gniazda gitarowe IN i OUT typu Jack 1/4''. Sercem tego analogowego „tria'' jest Metal Muff i to on determinuje przeznaczenie stylistyczne urządzenia. Powiedzmy sobie szczerze- na M.M. ukręcimy rasowy, dość nowoczesny METALOWY sound i raczej nic poza tym. Jeżeli gitarzysta właśnie tego szuka to M.M. wykona swoje zadanie. Metal Muff'em sterujemy poprzez potencjometry: VOLUME, DRIVE, TREBLE i BASS. Do kontroli nad środkiem pasma przeznaczono trójpozycyjny przełącznik SCOOP- wycinający wysoki środek albo niski środek natomiast w pozycji OFF nie ingerujemy w środkowe pasmo. Działa to dość sprawnie, tryb SCOOP- HI lub SCOOP- LO szczególnie przyda się w zespołach z dwoma gitarami do podziału pasm ja natomiast wolałbym dostać w to miejsce tradycyjny potencjometr MID. Pozytywną nowością na pokładzie Metal Muff'a jest bramka szumów, uruchamiana przyciskiem GATE, czułość jej regulujemy małym potencjometrem TRESHOLD. Gdy włączamy bramkę,dioda aktywności METAL MUFF'a z czerwonej zmienia się na zieloną. Kolejnym efektem w łańcuchu jest chorus Neo Clone, który brzmi bardzo przezwoicie a na pewno dużo lepiej niż Nano Clone mimo iż pochodzą z tej samej serii El Nano. Do dyspozycji mamy potencjometr RATE,którym regulujemy szybkość „falowania” oraz przełącznik DEPTH do zmiany głębokości i charakteru chorusa. Neo Clone oferuje nam tłuste i dobrze przetwarzające zarówno czysty jaki przesterowany sygnał brzmienie znane z legendarnego Small Clone'a. Gdy uruchamiamy przycisk DEPTH dioda aktywności Neo Clone'a zmienia swój kolor z czerwonego na zieloną. Ostatnim efektem w łańcuchu jest Memory Toy- sterowanie nim odbywa się za pomocą
potencjometrów DELAY, FEEDBACK, BLEND i tu kolejna nowość- GAIN oferujący wzmocnienie sygnału od 0 dB do +23 dB. Sam delay oferuje dość miękki i ciepły sposób przetwarzania sygnału i pracuje w zakresie od 30 do 550 ms oczywiście w trybie analogowym. Zainstalowanie potencjometru GAIN na pokład Memory Toy'a wydaje mi się strzałem w dziesiątkę. Delay włączony na solówkę ma sens a Gain podciągnie głośność do pożądanej. Możemy też gainem „przybrudzić” powtórzenia, oczywiście warto wtedy zmiejszyć nasycenie blendem dla zachowania przejrzystości barwy. A skręcając do zera potencjometry delaya i rozkręcając gain otrzymujemy booster.
W Electro-Harmonix Tone Tattoo podoba mi się jakość brzmienia- efekt produkuje zawodowy dźwięk. Użyte efekty gitarowe to uznane klasyki lub popularne nowości, które gwarantują użyteczność i znane, lubiane brzmienie. Praktyczne usprawnienia w postaci bramki szumów w distortionie, dodatkowego Gain'a w delay'u czy zmieniających kolor w zależności od trybów pracy diod aktywności efektów, pomagają w ustawieniu dźwięku, ułatwiają pracę i rozbudowują możliwości tego analogowego multi-efektu. Tone Tattoo jest kompaktowy, łatwy w użyciu, zbudowany jak czołg i jest produkowany w U.S.A. Minusem tego urządzenia jest moim zdaniem dość wąskie przeznaczenie stylistyczne. Miałem też kłopot z ustawieniem dobrej barwy przy włączonych wszystkich efektach- szybko pojawiał się efekt „przeładowania” dźwięku. Widzę też potencjalny kłopot w sytuacji, gdy gitarzysta chciałby użyć innego efektu modulacyjnego- bo jak wpiąć go w łańcuch efektów prawidłowo ( czyli po przesterze i przed delay'em), gdy Tone Tattoo fizycznie nie daje takiej możliwości? Podsumowując: Tone Tattoo inżynierów z Electro-Harmonix jest moim zdaniem dość użyteczny, przyszłościowy ( wersja do rocka albo bleusa?) i dobrze brzmiący ale wymaga dopracowania w kwestii kompatybilności z innymi efektami chyba, że pasują Wam bez zastrzeżeń użyte efekty wtedy będziecie bardzo zadowoleni.

Michał „Shaggy” Dolak

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Korg PitchBlack- „Czarny koń” wśród tunerów

Pomimo, że tunery nie są urządzeniami wytwarzającymi jakikolwiek dźwięk, to są niezbędne gitarzystom do przygotowania instrumentów do gry a ich wersje sceniczne w formie kostek gitarowych, znajdują się na wyposażeniu chyba większości koncertujących
szarpidrutów. Z tych właśnie powodów oraz dlatego, że stroiki sceniczne zajmują miejsca w pedalboardach obok „pełnoprawnych” efektów, postanowiłem opublikować tych kilka słów o tunerze, który pomimo krótkiego czasu na rynku zdążył podjąć skuteczną walkę a może nawet zdetronizował dotychczasowych „królów” tego segmentu. Panie i Panowie- oto Korg PitchBlack!
Korg PitchBlack to chromatyczny tuner sceniczny czyli jest uruchamiany włącznikiem nożnym, który przerywa sygnał gitarowy w momencie aktywności. Jest wyposażony w true bypass. Może być zasilany przez baterię 9 V albo za pomocą zasilacza . Na bocznych ściankach znajdują się gniazda gitarowe Input i Output jack 1/4 ''. Na tylnej ściance znajdują się gniazda zasilania IN- do podłączenia zewnętrznego zasilacza i OUT- do zasilania kolejnych efektów jednym zasilaczem- szeregowo. Na tej samej ściance znajdziemy też niewielkie przyciski: Display- do zmiany trybów wyświetlania strojenia i Calib- do kalibrowania wysokości dźwięku (tuner działa w zakresie od 436 do 445 Hz). Urządzenie obsługuje dźwięki w zakresie od E0 do C8. W praktyce można nim stroić gitary ( również barytonowe) oraz basy ( również pięciostrunowe).
Cechą Korga PitchBlack, która jako pierwsza rzuca się w oczy jest jego niewielki rozmiar. Kompaktowość budowy podoba się gitarzystom, ponieważ urządzenie zajmuje mało miejsca. Display- wyświetlacz zajmuje całą szerokość tunera i jest dość jasny i czytelny aby gitarzysta widział go nawet w słoneczny dzień i na rozświetlonej scenie. Panel świetlny oparty jest na LED-ach, które produkują światło o większym natężeniu niż tradycyjne diody oraz zużywają mniej energii co ma znaczenie tylko, gdy zasilamy tuner bateryjnie. PitchBlack oferuje cztery tryby wyświetlania: Full Strobe, Half Strobe, Meter & Mirror. Mnie osobiście najbardziej podoba się tryb Full Strobe, który uważam za najbardziej przejrzysty i intuicyjny.Korg szczęśliwie wyposażył swój stroik w cichy włącznik nożny, co ma znaczenie, gdyż tuner to nie efekt dźwiękowy, który uruchamiamy w czasie grania i nie słychać trzasku przełącznika, natomiast tuner uruchamiamy zwykle w czasie przerw między utworami, gdy jest względnie cicho. Stroik instaluje system bardzo szybko, co nie jest regułą w urządzeniach konkurencji. Co to daje? Wystarczy krótka pauza w czasie utworu, żeby uruchomić tuner i szybko podstroić fałszującą strunę. Z innymi tunerami taka szybka akcja nigdy mi nie wychodziła- a tu proszę bardzo! W innych, szczególnie tańszych stroikach, gitarzysta musi się bardzo starać, żeby podać urządzeniu czysty dźwięk bez przypadkowych- ciszej brzmiących pozostałych strun, które powodują mylenie się stroika i jego „latanie” po wszystkich dźwiękach, które słyszy. Korg jest inny- reaguje tylko na strunę najgłośniej zagraną. Kolejna cecha Korga PitchBlack o której chcę wspomnieć to miejsce jego produkcji. Gdy dowiedziałem się, że tuner mimo japońskiego rodowodu firmy jest produkowany w Chinach nie chciałem go kupić ( tak- jestem użytkownikiem K.PB). Przykro mi, ale nie mam zaufania co do trwałości urządzeń chińskiej produkcji. Sprzedawca przekonał mnie jednak i nie żałuję. Używam PitchBlack od trzech lat, gram po ponad sto koncertów rocznie, nie licząc prób i samodzielnych ćwiczeń oraz mrozu, klubowej wilgoci, upału i brudu :) Stwierdzam, że mój Korg PitchBlack nie zawiódł mnie ani raz pomimo tych frontowych warunków. Dodatkowym atutem jest konkurencyjna cena i to, że teraz tuner jest dostępny w czterech wersjach kolorystycznych. Czyżby nowy król tego segmentu rynku? Czas pokaże ale początek jest imponujący.

Michał „Shaggy” Dolak

Carl Martin PlexiTone- klasyk w pudełku

Nie sposób pisać o efekcie Carl Martin Plexitone nie wspominając o wzmacniaczu Marshall Super Lead Model 1959 zwanym też Marshall Plexi. Konstrukcja Marshalla ujrzała światło dzienne w 1965 r. i od razu została doceniona przez gitarzystów. Jedną z głównych cech tego dwukanałowego heada jest to, że każdy kanał daje się przesterować uzyskując dwa różne brzmienia. Jednym z pierwszych użytkowników był Pete Townshend z The Who, Eric Clapton zamienił swoje combo Marshall Bluesbreaker na half stack'a Model 1959, Jimi Hendrix grał na nim na Woodstock'u w 1969 r. , Randy Rhodes, Angus Young i wielu, wielu innych. Head Marshalla uzyskał status kultowego sprzętu i stanął w jednym rzędzie z takimi klasykami jak Vox AC-30 czy Fender Twin Reverb. Inżynierowie z firmy Carl Martin postanowili zbudować efekt typu distortion w oparciu o brzmienie słynnego Marshall'a Plexi lubianego wśród gitarzystów grających bluesa, rocka i przede wszystkim hard rocka i heavy metal.
Carl Martin PlexiTone to analogowy efekt typu overdrive/distortion wyposażony w bypass. Na przedniej- górnej płytce umieszczono trzy przełączniki nożne- od prawej mamy włącznik Drive uruchamiający przester w trybie Crunch, następnie Select, który zmienia kanał przesterowany z trybu Crunch na High Gain oraz włącznik Boost. Również na przedniej- górnej płytce znajduje się pięć potencjometrów z eleganckimi gałkami „chickenhead” w stylu retro, które zostały nazwane (od lewej): Boost (głośność Boosta), Level (głośność obu kanałów przesterowanych), Tone, High Gain i Crunch. Na tylnej- bocznej ściance znajdują się gniazda Input i Output Jack 1/4'' i pomiędzy nimi umieszczono kabel zasilający zakończony płaską wtyczką sieciową co oznacza, że zasilacz efektu znajduje się w jego wnętrzu. Efekt nie posiada możliwości zasilania bateryjnego.
Pierwszą cechą, która nasuwa się na myśl kiedy patrzymy na urządzenie Carl'a Martin'a jest jego użyteczność. Gitarzysta dostaje do dyspozycji „jednostkę centralną” zawierającą dwa różnie brzmiące przestery, nazwijmy je umownie overdrive i distortion, oraz booster, który „wybije” jego solówkę ponad zespół. Dodam, że booster działa niezależnie od kanału Drive. Dźwięk, który produkuje efekt po włączeniu kanału przesterowanego w trybie Crunch należy do rodzaju overdrive'ów. Z kolei tryb High Gain porównałbym bardzo umownie do przesterów z gatunku distortion. PlexiTone daje sygnał, który cechuje się bardzo szerokim pasmem przenoszenia, szczególnie słychać to w bezpośrednim teście z innymi przesterami z podobnej półki cenowej. Podczas gdy barwa konkurencyjnych kostek zwykle skupia się na wybranych zakresach pasma, PlexiTone wyraźnie produkuje „gruby”, pełny sygnał. Dodatkowo, efekt przesterowując dźwięk, nie narzuca własnej charakterystycznej barwy ale współgra z pozostałymi elementami zestawu i nie dominuje w całości brzmienia, dzięki temu gitary typu Les Paul czy Stratocaster zachowują swoje charakterystyczne brzmienie. Tą cechę- zaletę usłyszałem między innymi w overdrive'ie Fulltone OCD . Dźwięk, który wydobywa się z efektu jest bardzo melodyjny i bardzo dobrze przenosi artykulację gitarzysty. Efekt produkuje też dużo basu. Ta cecha nastręcza problemów i trzeba się trochę namęczyć z wysterowaniem tandemu wzmacniacz- efekt. Kolejną cechą, która może budzić wątpliwości jest tylko jeden potencjometr zmiany barwy- Tone. W praktyce im bardziej przekręcamy go w prawo, tym mniej słyszymy dołu a więcej wysokich tonów i na odwrót. Najpierw miałem z tym pewien kłopot bo byłem przyzwyczajony do przesterów w szeroką korekcją barwy. Tu jest inaczej- efekt spełnia rolę przesteru, który nie dominuje w szeregu gitara- efekt- wzmacniacz ale podkreśla i podbarwia charakterystyczne cechy dwóch pozostałych elementów. Wydaje mi się, że PlexiTone najefektywniej pracuje na czystym kanale wzmacniacza wysterowanym na maksymalnie czysty sound. Grając, miałem wrażenie,że nawet lekkie przesterowanie kanału czystego wpływa ujemnie na czytelność i dynamikę dźwięku. Najciekawszą i najlepszą cechą przesterów umieszczonych na pokładzie PlexiTone'a jest ich wszechstronność. Przykład? Uruchomcie tryb High Gain i skręćcie poziom przesteru prawie do zera. Uzyskacie wtedy wzorcowy bluesowy crunch, idealny do gry akordowej. Z kolei rozkręcenie tego kanału na godzinę 15.00 w połączeniu z gitarą o mocnych przystawkach zaprowadzi nas w okolice brzmień zespołu Metallica z płyty „Kill'em All”. Obecność urządzenia w pedalboardach muzyków z różnych nurtów potwierdza tą cechę. Booster, który znajduje się na pokładzie efektu oferuje nam dopalenie sygnału do + 20dB a jego użycie nie zmienia barwy więc szczególnie dobrze działa na wzmacniaczach lampowych gdzie podbijając głośność, delikatnie zwiększa gain i kompresje dźwięku.
Efekt Carl Martin PlexiTone oferuje brzmienie stylizowane na dwa przesterowane kanały legendarnego Marshalla Plexi z dodatkowym boostem. Efekt jest bardzo prosty w obsłudze i oferuje butikowej jakości dźwięk, który zaskoczy transparentnością i melodyjnością. PlexiTone dobrze współgra zarówno z gitarami wyposażonymi w humbackery jak i w single. Jak każdy wysokiej klasy efekt, również i ten ma swoje wymagania, które gitarzysta powinien zrozumieć aby efekt zabrzmiał optymalnie. Myślę, że efekt Carl'a Martin'a docenią przede wszystkim zawodowcy i koneserzy dobrego brzmienia. Ale i młodzi gitarzyści powinni chociażby przyjrzeć się PlexiTone'owi, ponieważ to w sumie trzy efekty o hi- endowym soundzie w umiarkowanej cenie.
A jak powszechnie wiadomo dobry sprzęt ułatwia i przyspiesza rozwój.


Michał „Shaggy” Dolak

wtorek, 26 lutego 2013

Electro- Harmonix Stereo Polychorus- test analogowego źródła inspiracji

Wielofunkcyjne analogowe i cyfrowe efekty gitarowe stają się coraz popularniejsze. Nie może to dziwić, gdyż wszechstronność jest pożądaną    cechą wśród muzyków. Urządzenia, które oferują duże możliwości w kreowaniu brzmienia i zachowują przy tym dobre parametry goszczą przez wiele lat w pedalboardach gitarzystów. Electro-Harmonix Stereo Polychorus to kolejne dzieło ze stajni Mike’a Matthews’a, które z powodzeniem stara się sprostać wymogom jakości dźwięku i inspirować poszukujących nowych brzmień gitarzystów.
Stereo Polychorus to dość dużych rozmiarów efekt i jest zasilany dołączanym do zestawu zasilaczem. Na bocznej prawej ściance znajduje się gniazdo Input Jack1/4'' a z lewej dwa gniazda Output Jack 1/4''- jedno Main Out do pracy w trybie mono a drugie Output 2 do trybu stereo. Na tylnej ściance umiejscowione jest gniazdo zasilacza. Na przedniej płycie zainstalowane są: włącznik nożny, dioda aktywności efektu, dioda Overload, potencjometr Feedback, przełącznik trybów pracy Mode, przełącznik Sweep Filter, potencjometr Tune/Delay, potencjometr Width i potencjometr Sweep Rate. Efekt jest analogowy i został wyposażony w bypass. Jak każdy efekt Electro-Harmonixa został wyprodukowany w U.S.A.
  Konstrukcyjnie Electro-Harmonix Stereo Polychorus opiera się na pomyśle połączenia w jednym urządzeniu czterech różnych efektów pracujących w trybie analogowym. Do dyspozycji mamy cztery tryby pracy: Double Track, Chorus, Flange, Filter Matrix. Zacznijmy od trybu Double Track, który jest w istocie krótkim delay'em pracującym w zakresie około 40- 50 ms. Świetnie brzmią na nim zagrywki w stylu surf-guitar ale strzałem w dziesiątkę jest moim zdaniem użycie go do solówek. Powstaje wtedy efekt gry na dwóch wzmacniaczach z małym opóźnieniem między nimi, dźwięki stają się „grubsze” i znakomicie przebijają się przez zespół. Szczególnie dobre rezultaty daje Double Track, gdy efekt podłączymy w stereo. Bardzo ciekawy jest Chorus, który oprócz klasycznego „falowania” oferuje nam jeszcze delay, sterowany przez potencjometry Tune/ Delay i Feedback. Sam chorus brzmi bardzo „soczyście”, nie zamula brzmienia i ani nie przesterowuje go i współpracuje z powodzeniem z przesterami co nie jest wcale normą nawet wśród profesjonalnych chorusów. Brzmienie jakie produkuje jest podobne do Small Clone'a aczkolwiek nie tak charakterystyczne. Bardzo duży zakres korekcji brzmienia plus możliwość jego zmiany poprzez uruchomienie trybu Sweep Filter daje gitarzyście bardzo inspirujące narzędzie. Flanger podobnie jak chorus posiada ogromny zakres korekcji, dźwięk jest odpowiednio „gazowy” i na dobrą sprawę nie ma się do czego przyczepić. Szczególnie pozytywnie wypada w połączeniu z lekkim drivem i hi- gainem. Ostatni wśród trybów pracy jest Filter Matrix czyli po prostu filtr sterujący dźwiękiem, którym możemy odpowiednio wyciąć albo uwydatnić pożądane przez nas pasmo. W tym trybie, podobnie jak w Double Track, nie mamy ani efektu chorus ani flanger. Użyteczność Filter Matrix jest duża, możemy na czystej barwie grać z funkową kompresją albo „zdusić” dźwięk jak na kaczce w najwyższej pozycji.
Trudno jednoznacznie ocenić Electro Harmonix Stereo Polychorus. Z jednej strony obecność wśród użytkowników takich sław jak Adrian Below z King Crimson czy Kurt Cobain pokazuje wysoki potencjał efektu. Samodzielny test dźwiękowy przeprowadzony przeze mnie również wypadł bardzo pozytywnie. Mnie osobiście najbardziej przekonały inspirujące połączenia chorusa z delayem i bardzo duże możliwości kreowania barwy. Z drugiej strony brakuje mi w trybie chorus tak charakterystycznego brzmienia jakie oferuje Small Clone, którego jestem użytkownikiem ale możliwe jest, że przez kilka lat Klonik tak „wlazł” mi w ucho, że zwariowałem i drażni mnie inna charakterystyka dźwięku. Do pełni szczęścia brakuje mi również możliwości zmiany trybów pracy przez na przykład przełącznik zainstalowany na przedniej płycie albo chociażby wyjście na footswitch, która ułatwiłaby zadanie w czasie koncertu. Ale cóż, mamy do czynienia z efektem analogowym więc wszystko musimy zrobić hand made.  
Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya