poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Korg PitchBlack- „Czarny koń” wśród tunerów

Pomimo, że tunery nie są urządzeniami wytwarzającymi jakikolwiek dźwięk, to są niezbędne gitarzystom do przygotowania instrumentów do gry a ich wersje sceniczne w formie kostek gitarowych, znajdują się na wyposażeniu chyba większości koncertujących
szarpidrutów. Z tych właśnie powodów oraz dlatego, że stroiki sceniczne zajmują miejsca w pedalboardach obok „pełnoprawnych” efektów, postanowiłem opublikować tych kilka słów o tunerze, który pomimo krótkiego czasu na rynku zdążył podjąć skuteczną walkę a może nawet zdetronizował dotychczasowych „królów” tego segmentu. Panie i Panowie- oto Korg PitchBlack!
Korg PitchBlack to chromatyczny tuner sceniczny czyli jest uruchamiany włącznikiem nożnym, który przerywa sygnał gitarowy w momencie aktywności. Jest wyposażony w true bypass. Może być zasilany przez baterię 9 V albo za pomocą zasilacza . Na bocznych ściankach znajdują się gniazda gitarowe Input i Output jack 1/4 ''. Na tylnej ściance znajdują się gniazda zasilania IN- do podłączenia zewnętrznego zasilacza i OUT- do zasilania kolejnych efektów jednym zasilaczem- szeregowo. Na tej samej ściance znajdziemy też niewielkie przyciski: Display- do zmiany trybów wyświetlania strojenia i Calib- do kalibrowania wysokości dźwięku (tuner działa w zakresie od 436 do 445 Hz). Urządzenie obsługuje dźwięki w zakresie od E0 do C8. W praktyce można nim stroić gitary ( również barytonowe) oraz basy ( również pięciostrunowe).
Cechą Korga PitchBlack, która jako pierwsza rzuca się w oczy jest jego niewielki rozmiar. Kompaktowość budowy podoba się gitarzystom, ponieważ urządzenie zajmuje mało miejsca. Display- wyświetlacz zajmuje całą szerokość tunera i jest dość jasny i czytelny aby gitarzysta widział go nawet w słoneczny dzień i na rozświetlonej scenie. Panel świetlny oparty jest na LED-ach, które produkują światło o większym natężeniu niż tradycyjne diody oraz zużywają mniej energii co ma znaczenie tylko, gdy zasilamy tuner bateryjnie. PitchBlack oferuje cztery tryby wyświetlania: Full Strobe, Half Strobe, Meter & Mirror. Mnie osobiście najbardziej podoba się tryb Full Strobe, który uważam za najbardziej przejrzysty i intuicyjny.Korg szczęśliwie wyposażył swój stroik w cichy włącznik nożny, co ma znaczenie, gdyż tuner to nie efekt dźwiękowy, który uruchamiamy w czasie grania i nie słychać trzasku przełącznika, natomiast tuner uruchamiamy zwykle w czasie przerw między utworami, gdy jest względnie cicho. Stroik instaluje system bardzo szybko, co nie jest regułą w urządzeniach konkurencji. Co to daje? Wystarczy krótka pauza w czasie utworu, żeby uruchomić tuner i szybko podstroić fałszującą strunę. Z innymi tunerami taka szybka akcja nigdy mi nie wychodziła- a tu proszę bardzo! W innych, szczególnie tańszych stroikach, gitarzysta musi się bardzo starać, żeby podać urządzeniu czysty dźwięk bez przypadkowych- ciszej brzmiących pozostałych strun, które powodują mylenie się stroika i jego „latanie” po wszystkich dźwiękach, które słyszy. Korg jest inny- reaguje tylko na strunę najgłośniej zagraną. Kolejna cecha Korga PitchBlack o której chcę wspomnieć to miejsce jego produkcji. Gdy dowiedziałem się, że tuner mimo japońskiego rodowodu firmy jest produkowany w Chinach nie chciałem go kupić ( tak- jestem użytkownikiem K.PB). Przykro mi, ale nie mam zaufania co do trwałości urządzeń chińskiej produkcji. Sprzedawca przekonał mnie jednak i nie żałuję. Używam PitchBlack od trzech lat, gram po ponad sto koncertów rocznie, nie licząc prób i samodzielnych ćwiczeń oraz mrozu, klubowej wilgoci, upału i brudu :) Stwierdzam, że mój Korg PitchBlack nie zawiódł mnie ani raz pomimo tych frontowych warunków. Dodatkowym atutem jest konkurencyjna cena i to, że teraz tuner jest dostępny w czterech wersjach kolorystycznych. Czyżby nowy król tego segmentu rynku? Czas pokaże ale początek jest imponujący.

Michał „Shaggy” Dolak

Carl Martin PlexiTone- klasyk w pudełku

Nie sposób pisać o efekcie Carl Martin Plexitone nie wspominając o wzmacniaczu Marshall Super Lead Model 1959 zwanym też Marshall Plexi. Konstrukcja Marshalla ujrzała światło dzienne w 1965 r. i od razu została doceniona przez gitarzystów. Jedną z głównych cech tego dwukanałowego heada jest to, że każdy kanał daje się przesterować uzyskując dwa różne brzmienia. Jednym z pierwszych użytkowników był Pete Townshend z The Who, Eric Clapton zamienił swoje combo Marshall Bluesbreaker na half stack'a Model 1959, Jimi Hendrix grał na nim na Woodstock'u w 1969 r. , Randy Rhodes, Angus Young i wielu, wielu innych. Head Marshalla uzyskał status kultowego sprzętu i stanął w jednym rzędzie z takimi klasykami jak Vox AC-30 czy Fender Twin Reverb. Inżynierowie z firmy Carl Martin postanowili zbudować efekt typu distortion w oparciu o brzmienie słynnego Marshall'a Plexi lubianego wśród gitarzystów grających bluesa, rocka i przede wszystkim hard rocka i heavy metal.
Carl Martin PlexiTone to analogowy efekt typu overdrive/distortion wyposażony w bypass. Na przedniej- górnej płytce umieszczono trzy przełączniki nożne- od prawej mamy włącznik Drive uruchamiający przester w trybie Crunch, następnie Select, który zmienia kanał przesterowany z trybu Crunch na High Gain oraz włącznik Boost. Również na przedniej- górnej płytce znajduje się pięć potencjometrów z eleganckimi gałkami „chickenhead” w stylu retro, które zostały nazwane (od lewej): Boost (głośność Boosta), Level (głośność obu kanałów przesterowanych), Tone, High Gain i Crunch. Na tylnej- bocznej ściance znajdują się gniazda Input i Output Jack 1/4'' i pomiędzy nimi umieszczono kabel zasilający zakończony płaską wtyczką sieciową co oznacza, że zasilacz efektu znajduje się w jego wnętrzu. Efekt nie posiada możliwości zasilania bateryjnego.
Pierwszą cechą, która nasuwa się na myśl kiedy patrzymy na urządzenie Carl'a Martin'a jest jego użyteczność. Gitarzysta dostaje do dyspozycji „jednostkę centralną” zawierającą dwa różnie brzmiące przestery, nazwijmy je umownie overdrive i distortion, oraz booster, który „wybije” jego solówkę ponad zespół. Dodam, że booster działa niezależnie od kanału Drive. Dźwięk, który produkuje efekt po włączeniu kanału przesterowanego w trybie Crunch należy do rodzaju overdrive'ów. Z kolei tryb High Gain porównałbym bardzo umownie do przesterów z gatunku distortion. PlexiTone daje sygnał, który cechuje się bardzo szerokim pasmem przenoszenia, szczególnie słychać to w bezpośrednim teście z innymi przesterami z podobnej półki cenowej. Podczas gdy barwa konkurencyjnych kostek zwykle skupia się na wybranych zakresach pasma, PlexiTone wyraźnie produkuje „gruby”, pełny sygnał. Dodatkowo, efekt przesterowując dźwięk, nie narzuca własnej charakterystycznej barwy ale współgra z pozostałymi elementami zestawu i nie dominuje w całości brzmienia, dzięki temu gitary typu Les Paul czy Stratocaster zachowują swoje charakterystyczne brzmienie. Tą cechę- zaletę usłyszałem między innymi w overdrive'ie Fulltone OCD . Dźwięk, który wydobywa się z efektu jest bardzo melodyjny i bardzo dobrze przenosi artykulację gitarzysty. Efekt produkuje też dużo basu. Ta cecha nastręcza problemów i trzeba się trochę namęczyć z wysterowaniem tandemu wzmacniacz- efekt. Kolejną cechą, która może budzić wątpliwości jest tylko jeden potencjometr zmiany barwy- Tone. W praktyce im bardziej przekręcamy go w prawo, tym mniej słyszymy dołu a więcej wysokich tonów i na odwrót. Najpierw miałem z tym pewien kłopot bo byłem przyzwyczajony do przesterów w szeroką korekcją barwy. Tu jest inaczej- efekt spełnia rolę przesteru, który nie dominuje w szeregu gitara- efekt- wzmacniacz ale podkreśla i podbarwia charakterystyczne cechy dwóch pozostałych elementów. Wydaje mi się, że PlexiTone najefektywniej pracuje na czystym kanale wzmacniacza wysterowanym na maksymalnie czysty sound. Grając, miałem wrażenie,że nawet lekkie przesterowanie kanału czystego wpływa ujemnie na czytelność i dynamikę dźwięku. Najciekawszą i najlepszą cechą przesterów umieszczonych na pokładzie PlexiTone'a jest ich wszechstronność. Przykład? Uruchomcie tryb High Gain i skręćcie poziom przesteru prawie do zera. Uzyskacie wtedy wzorcowy bluesowy crunch, idealny do gry akordowej. Z kolei rozkręcenie tego kanału na godzinę 15.00 w połączeniu z gitarą o mocnych przystawkach zaprowadzi nas w okolice brzmień zespołu Metallica z płyty „Kill'em All”. Obecność urządzenia w pedalboardach muzyków z różnych nurtów potwierdza tą cechę. Booster, który znajduje się na pokładzie efektu oferuje nam dopalenie sygnału do + 20dB a jego użycie nie zmienia barwy więc szczególnie dobrze działa na wzmacniaczach lampowych gdzie podbijając głośność, delikatnie zwiększa gain i kompresje dźwięku.
Efekt Carl Martin PlexiTone oferuje brzmienie stylizowane na dwa przesterowane kanały legendarnego Marshalla Plexi z dodatkowym boostem. Efekt jest bardzo prosty w obsłudze i oferuje butikowej jakości dźwięk, który zaskoczy transparentnością i melodyjnością. PlexiTone dobrze współgra zarówno z gitarami wyposażonymi w humbackery jak i w single. Jak każdy wysokiej klasy efekt, również i ten ma swoje wymagania, które gitarzysta powinien zrozumieć aby efekt zabrzmiał optymalnie. Myślę, że efekt Carl'a Martin'a docenią przede wszystkim zawodowcy i koneserzy dobrego brzmienia. Ale i młodzi gitarzyści powinni chociażby przyjrzeć się PlexiTone'owi, ponieważ to w sumie trzy efekty o hi- endowym soundzie w umiarkowanej cenie.
A jak powszechnie wiadomo dobry sprzęt ułatwia i przyspiesza rozwój.


Michał „Shaggy” Dolak

wtorek, 26 lutego 2013

Electro- Harmonix Stereo Polychorus- test analogowego źródła inspiracji

Wielofunkcyjne analogowe i cyfrowe efekty gitarowe stają się coraz popularniejsze. Nie może to dziwić, gdyż wszechstronność jest pożądaną    cechą wśród muzyków. Urządzenia, które oferują duże możliwości w kreowaniu brzmienia i zachowują przy tym dobre parametry goszczą przez wiele lat w pedalboardach gitarzystów. Electro-Harmonix Stereo Polychorus to kolejne dzieło ze stajni Mike’a Matthews’a, które z powodzeniem stara się sprostać wymogom jakości dźwięku i inspirować poszukujących nowych brzmień gitarzystów.
Stereo Polychorus to dość dużych rozmiarów efekt i jest zasilany dołączanym do zestawu zasilaczem. Na bocznej prawej ściance znajduje się gniazdo Input Jack1/4'' a z lewej dwa gniazda Output Jack 1/4''- jedno Main Out do pracy w trybie mono a drugie Output 2 do trybu stereo. Na tylnej ściance umiejscowione jest gniazdo zasilacza. Na przedniej płycie zainstalowane są: włącznik nożny, dioda aktywności efektu, dioda Overload, potencjometr Feedback, przełącznik trybów pracy Mode, przełącznik Sweep Filter, potencjometr Tune/Delay, potencjometr Width i potencjometr Sweep Rate. Efekt jest analogowy i został wyposażony w bypass. Jak każdy efekt Electro-Harmonixa został wyprodukowany w U.S.A.
  Konstrukcyjnie Electro-Harmonix Stereo Polychorus opiera się na pomyśle połączenia w jednym urządzeniu czterech różnych efektów pracujących w trybie analogowym. Do dyspozycji mamy cztery tryby pracy: Double Track, Chorus, Flange, Filter Matrix. Zacznijmy od trybu Double Track, który jest w istocie krótkim delay'em pracującym w zakresie około 40- 50 ms. Świetnie brzmią na nim zagrywki w stylu surf-guitar ale strzałem w dziesiątkę jest moim zdaniem użycie go do solówek. Powstaje wtedy efekt gry na dwóch wzmacniaczach z małym opóźnieniem między nimi, dźwięki stają się „grubsze” i znakomicie przebijają się przez zespół. Szczególnie dobre rezultaty daje Double Track, gdy efekt podłączymy w stereo. Bardzo ciekawy jest Chorus, który oprócz klasycznego „falowania” oferuje nam jeszcze delay, sterowany przez potencjometry Tune/ Delay i Feedback. Sam chorus brzmi bardzo „soczyście”, nie zamula brzmienia i ani nie przesterowuje go i współpracuje z powodzeniem z przesterami co nie jest wcale normą nawet wśród profesjonalnych chorusów. Brzmienie jakie produkuje jest podobne do Small Clone'a aczkolwiek nie tak charakterystyczne. Bardzo duży zakres korekcji brzmienia plus możliwość jego zmiany poprzez uruchomienie trybu Sweep Filter daje gitarzyście bardzo inspirujące narzędzie. Flanger podobnie jak chorus posiada ogromny zakres korekcji, dźwięk jest odpowiednio „gazowy” i na dobrą sprawę nie ma się do czego przyczepić. Szczególnie pozytywnie wypada w połączeniu z lekkim drivem i hi- gainem. Ostatni wśród trybów pracy jest Filter Matrix czyli po prostu filtr sterujący dźwiękiem, którym możemy odpowiednio wyciąć albo uwydatnić pożądane przez nas pasmo. W tym trybie, podobnie jak w Double Track, nie mamy ani efektu chorus ani flanger. Użyteczność Filter Matrix jest duża, możemy na czystej barwie grać z funkową kompresją albo „zdusić” dźwięk jak na kaczce w najwyższej pozycji.
Trudno jednoznacznie ocenić Electro Harmonix Stereo Polychorus. Z jednej strony obecność wśród użytkowników takich sław jak Adrian Below z King Crimson czy Kurt Cobain pokazuje wysoki potencjał efektu. Samodzielny test dźwiękowy przeprowadzony przeze mnie również wypadł bardzo pozytywnie. Mnie osobiście najbardziej przekonały inspirujące połączenia chorusa z delayem i bardzo duże możliwości kreowania barwy. Z drugiej strony brakuje mi w trybie chorus tak charakterystycznego brzmienia jakie oferuje Small Clone, którego jestem użytkownikiem ale możliwe jest, że przez kilka lat Klonik tak „wlazł” mi w ucho, że zwariowałem i drażni mnie inna charakterystyka dźwięku. Do pełni szczęścia brakuje mi również możliwości zmiany trybów pracy przez na przykład przełącznik zainstalowany na przedniej płycie albo chociażby wyjście na footswitch, która ułatwiłaby zadanie w czasie koncertu. Ale cóż, mamy do czynienia z efektem analogowym więc wszystko musimy zrobić hand made.  
Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya  


czwartek, 31 stycznia 2013

Electro- Harmonix Small Clone- opinia użytkownika

Dlaczego on?

Nie będę ściemniał. Od 4 lat używam Small Clone'a. Nie będę nawet silił się na obiektywność bo za bardzo lubię ten efekt. Żeby jednak zrekompensować Wam mój brak obiektywizmu napiszę o wszystkich zaletach i wadach Small Clone'a jakie odkryłem.

Fakty


Electro- Harmonix Small Clone to analogowy efekt gitarowy typu chorus. Urządzenie znajduje się w dużej, metalowej i bardzo wytrzymałej obudowie. Na tylnej ścianie znajdują się dwa gniazda gitarowe typu jack 1/4'' i jedno jack 1/8'' do podłączenia zasilacza. Efekt może być również zasilany baterią 9V. Small Clone pracuje w trybie True Bypass i jest wyprodukowany w U.S.A. Pierwszą cechą efektu, która rzuca się w oczy, jest ascetyczny wręcz panel sterowania. Mamy do dyspozycji
„tylko” dwupozycyjny przełącznik Depth (głębokość działania chorusa) oraz duży potencjometr Rate do regulacji prędkości falowania. Dla wielu to za małe możliwości korekcji, jednak praktyka pokazuje, że ustawienie użytecznej i inspirującej barwy jest w Small Clone zaskakująco łatwe. Taką cechę posiadają tylko kultowe i popularne efekty a jest ona wynikiem doskonałego zbalansowania parametrów przez projektantów. Small Clone nie „zamula” ani nie spłaszcza brzmienia gitary, co więcej, dodaje blasku i melodyjności dźwiękom nie zmieniając charakteru głównej barwy. Zadziwia sposób działania efektu, który większy poziom „falowania” przenosi na wyższe struny a mniejszy na basowe. Daje to solidną podstawę brzmieniu szczególnie w grze akordowej. Small Clone bardzo dobrze działa z przesterami, oprócz przestrzeni dodaje tym barwom również nasycenia i melodyjności co nie jest częstą cechą wśród chorusów. Muszę dodać, że jeżeli ktoś szuka chorusa do dyskretnego podbarwienia brzmienia to Small Clone nie jest raczej dla niego. Dlaczego? Ponieważ chorus Electro-Harmonixa posiada unikalny i bardzo charakterystyczny sound, który jest wyraźnie słyszalny i łatwo rozpoznawalny. Jest kwestią gustu i preferencji czy to się gitarzyście spodoba czy nie. Jaki to dźwięk? Każdy na pewno słyszał ,,Comes As You Are” Nirvany- to właśnie Small Clone'a użył Kurt Cobain do uzyskania charakterystycznego efektu „rozwodnienia ”. Przełącznik Depth w pozycji górnej czyli dużej głębokości i potencjometr Rate mniej więcej na godzinie 11-tej pozwoli nam na uzyskanie brzmień znanych z nagrań Lady Pank czy The Police. Duża i płaska gałka potencjometru Rate pozwala na zmianę jego ustawienia nogą(!) w czasie gry, gdy ręce są zajęte. I co? Udaje Wam się to? Tę umiejętność nabyłem przy okazji posiadania MXR Phase 90 z dużą, płaską gałką potencjometru więc, gdy ujrzałem podobną gałkę w Small Clone ucieszyłem się. Efekt jest produkowany od lat 80- tych ubiegłego wieku.

Kupić, nie kupić- spróbować warto!

W przypadku urządzeń posiadających określone i charakterystyczne brzmienie zawsze powstaje pytanie czy pasują do naszej gry. Nie należy natomiast przekreślać z góry efektu bo czegoś w nim nie ma. Może okazać się, że zalety przewyższają ewentualne wady. Piękna, ciepła barwa, dodawanie melodyjności, rozpoznawalne i lubiane brzmienie to niewątpliwe zalety Small Clone.
Zachęcam do samodzielnego przetestowanie efektu ponieważ może się okazać, że rozbudowane, droższe urządzenia nie są wcale lepsze od Małego Klona.

Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Electro- Harmonix BIG MUFF PI- opinia sceptyka

Jak się masz stary?
Legenda mówi, że Mike Matthews, założyciel, właściciel i główny inżynier firmy Electro-Harmonix skonstruował pierwszego Big Muff'a w 1969 r. i zaniósł go do sklepu muzycznego Manny's Music Store na czterdziestej ósmej ulicy w Nowym Jorku, żeby klienci ocenili nowe dzieło. Tydzień później Metthews spotkał na ulicy właściciela sklepu, który powiedział mu, że efekt kupił Jimi Hendrix. Dalej było już tylko lepiej. Big Muffa używał David Gilmour m.in. do nagrań na płyty „Animals” i „The Wall”, Carlos Santana, gitarzyści Kiss i Thin Lizzy. W latach osiemdziesiątych efekt inspirował i był podstawą brzmienia wielu zespołów muzycznych z rodzącego się w Stanach Zjednoczonych nowego nurtu- grunge. Drążąc muff'owy temat głębiej w internecie, dokopałem się do opisów i zdjęć dużej liczby samodzielnych przeróbek i kopii. Big Muff wiecznie żywy? Okazuje się, że tak!
Muszę Wam się do czegoś przyznać. Nigdy nie lubiłem fuzzów. Zawsze używałem overdrive’ów albo distortionów. Otrzymując zadanie napisania kilku słów na temat Big Muff’a najpierw podłączyłem go i pierwszy raz w życiu pograłem na nim. Co to jest? Warczał i bzyczał :) Jak to się dzieje, że gitarzyści używają go z powodzeniem? Posłuchałem wielu testów, przeczytałem dziesiątki opinii użytkowników nieznanych i bardzo znanych. Uzbrojony w tą wiedzę ruszyłem do sali prób aby samodzielnie przetestować Big Muff’a Pi.

Akcja bezpośrednia
Wysterowanie gitary i wzmacniacza połączonego z efektem Electro-Harmonixa zajęło mi sporo czasu. Jakość gitary( przetwornika) i wzmacniacza okazały się mieć większe niż zwykle znaczenie dla uzyskania pożądanej barwy. Moim zdaniem najważniejszym potencjometrem w tym urządzeniu jest Sustain. Doładowuje on brzmienie instrumentu w specyficzne fuzzowo- distortionowe przesterowanie i dodatkowo przedłuża sustain nasuwający skojarzenie z barwą skrzypiec. Na rozkręconym potencjometrze Volume i ściszonym prawie do końca Sustainie efekt nadaje brzmieniu charakteru rozkręconego lampowego wzmacniacza bardzo starej konstrukcji. Na gitarze z singlami uzyskamy w ten sposób sound znany z pierwszych płyt Rolling Stonesów. Dokładając do tego zestawu phaser albo Univibe, hendrixowskie odjazdy staną się naszym udziałem. Rozkręcając sustain i tone, wzmacniacz podgłaśniając mocno i wziąwszy do ręki gitarę z humbackerem spróbujcie zagrać np.: Iron Man. Im dłużej na nim grałem tym coraz bardziej zdawałem sobie sprawę z dużego potencjału brzmieniowego tego fuzza. Jednak Big Muff to nie overdrive czy distortion. Jego odmienna charakterystyka brzmieniowa wymusza specyficzną artykulację i aranżację. Do tego musiałem się przyzwyczaić. Bardzo ciekawe rzeczy dzieją się z brzmieniem Big Muff Pi jeśli umieścimy go w szeregu efektów. Spróbujcie poeksperymentować, bo efekt Electro- Harmonixa potrafi diametralnie zmieniać swoje brzmienie. Czyżby w tej cesze należałoby upatrywać sukcesu konstrukcji? A jakie Wy macie doświadczenia z Big Muff’ami? Do czego używacie lub planujecie go używać? Czy zgadzacie się z opinią, że tylko gitarzyści starszej daty używają Big Muff’ów? Czy przy obecnych trendach w muzyce brzmienie fuzza jest jeszcze cool?

Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya

Electro- Harmonix THE WORM



Drodzy miłośnicy efektów modulacyjnych! Kogo z Was stać na zakup czterech popularnych efektów tego typu? I ile zajmą one miejsca w pedalboardzie? Prawda jest taka, że większość z Nas może pozwolić sobie na góra dwie kostki tego typu, ponieważ zawsze trzeba kupić jeszcze przester, reverb , delay itd. a budżet często nie pasuje do naszych marzeń :) Electro- Harmonix The Worm- multiefekt składający się z czterech efektów: modulacyjna kaczka( wah-wah), phaser, tremolo i vibrato jest próbą pogodzenia możliwości i kosztów.

Kostka wyposażona jest w bypass i dedykowany zasilacz 24V. Kiedy pierwszy raz wziąłem The Worm'a w ręce i spojrzałem na cenę (www.sklepgram.pl), pomyślałem podejrzliwie, że efekt jest pewnie cyfrowy. Pierwsze zaskoczenie: kostka jest analogowa. Potem przyszło mi na myśl, że musi być jakiś „haczyk” i pewnie tylko jedna z pokładowych modulacji brzmi dobrze. Pewny swojej przenikliwości uruchomiłem „robaka”.
Pierwsza jest modulacyjna kaczka, która w trybie automatycznym „kwacze” ze stałą prędkością regulowaną potencjometrem RATE. Dodam, że dioda aktywności efektu pulsuje w tempie zadanym przez nas co pozwala zorientować się w sytuacji jeszcze przed rozpoczęciem gry. Ale najciekawiej robi się, gdy ustawimy efekt na funkcję MANUAL/EXP i podłączymy pedał ekspresji. Wówczas uzyskujemy prawdziwą sterowaną przez nas kaczkę, która bardzo dobrze brzmi zarówno na barwach czystych jak i na przesterach. Dodam, że w trybie z pedałem ekspresji możemy sterować jej głębokością za pomocą gałki RANGE. W trybie phaser, efekt oferuje nam modulację bardzo podobną do kultowego, znanego od lat efektu Small Stone. To barwa nawiązuje do brzmienia lat 70- tych. Pozostałe dwie funkcje, czyli Tremolo i Vibrato również oferują pełne, użyteczne brzmienia. Dodam, że możemy sterować prędkością modulacji efektów phaser, tremolo i vibrato w trybie MANUAL/EXP za pomocą pedału ekspresji. Jest to bardzo przydatna w czasie występów na żywo funkcja.
Pamiętam szał i zachwyt jaki towarzyszył wprowadzeniu wiele lat temu Line 6 MM4.
Cyfrowe symulacje najpopularniejszych efektów modulacyjnych zrobiły furorę. Electro- Harmonix swoim The Worm popchnął rozwój efektów gitarowych o kolejny krok do przodu. Pomysł połączenia kilku efektów modulacyjnych w jednym urządzeniu, zaczerpnięty od LINE 6, został rozwinięty poprzez w pełni analogowy tryb pracy.Cena The Worm'a, patrząc przez pryzmat jego zalet, wydaje się bardzo korzystna. Wiem, że The Worm kupiło już kilku polskich, znanych gitarzystów. Jak myślicie? Czym się kierowali? Co sądzicie o pomyśle połączenia kilku efektów w jednym urządzeniu? Zachęcam Was do bliższego przyjrzenia się „Robaczkowi”. Być może okaże się Waszym najlepszym przyjacielem.


Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya

poniedziałek, 12 listopada 2012

Electro-Harmonix Metal Muff with Tone Booster

 Electro-Harmonix Metal Muff with Tone Booster
         Ale co?
    Przystępując do pisania tego testu, pierwszym faktem, który przyszedł mi na myśl było to, że mam dokonać opisu efektu, który mimo krótkiego czasu na rynku już zdążył zdobyć szerokie grono użytkowników. Dlatego też w nniejszym teście będę poszukiwał przyczyn niewątpliwego sukcesu Metal Muffa with Top Boost w czasach, gdy na rynku panuje tłok wśród mocnych, metalowych, analogowych przesterów.
        
        Co my tu mamy?
      Electro-Harmonix wyszedł na przeciw potrzebom gitarzystów i zaoferował im urządzenie,   które wcześniej można było kupić tylko od hi- endowych, niskoseryjnych producentów efektów. Efekt opiera się na pomyśle, aby do metalowego distortiona dodać booster, który umożliwi gitarzyście "wybicie się" ponad zespół w czasie granie n.p: solówki.  
       
       Electro- Harmonix Metal Muff with Top Boost to w pełni analogowy efekt wyposażony w bypass. Na górnej stronie obudowy znajduje się sześć potencjometrów- gałek: VOL, TOP BOOST, TREBLE, MID, BASS, DIST. Na bocznych ścianach znajdziemy dwa gniazda, wejścia i wyjścia typu Jack 1/4'',  natomiast na tylnej ścianie znajduje się gniazdo zasilacza. Efekt posiada również wewnętrzne gniazdo do podłączenia baterii 9V. Z prawej strony na górnej ścianie umieszczony    jest włącznik nożny BYPASS, który uruchamia przester, natomiast przełącznik nożny z lewej   strony BOOST uaktywnia Booster. Umieszczony na jego pokładzie distortion jest nowoczesny, jasny i chętny do współpracy. Melodyjny i użyteczny jest też na niskim poziomie przesterowania- można wtedy uzyskać brzmienie wczesnych heavy- metalowych zespołów. Wraz ze zwiększaniem poziomu DIST uzyskujemy coraz większe nasycenie- zniekształcenie. Na końcu skali jest to już   death metalowy warkot rodem z piekła przy czym jeżeli używamy w gitarze porządnego humbackera dźwięk wciąż jest czytelny i zwarty. Brzmienie jest potężne i klarowne, nawiązuje charakterem do nagrań znanych współczesnych gwiazd gatunku.
       Wielkim plusem jest bardzo szeroka korekcja brzmienia distortiona, która umożliwia dopasowania go do charakteru gitary i granej muzyki ( czyli w praktyce odmian metalu). Podobnie szeroki i użyteczny zakres korekcji posiada inny znany i lubiany efekt czyli Metal Zone Boss'a. Widać, że inżynierowie Electro- Harmonixa zanalizowali pożądane przez gitarzystów cechy popularnych efektów. Metal Muff, umówmy się, nie jest przeznaczony do grania bluesa, ani rocka, ani nawet hard rocka. Nie ma też specjalnie sensu podłączania go do gitar z singlami przy mostku ( chyba, że lubicie eksperymenty i piszczenie)- tylko gitara z humbackerem będzie   współpracowała z nim jak należy. Metal Muff jest stworzony do grania METALU!!! 
      Booster, który uruchamiamy jest przełącznikiem nożnym z lewej strony efektu, posiada tylko regulację poziomu głośności. Posiada on własną barwę z wyraźnie podbitym górnym pasmem częstotliwości. To sprawia, że instrumentaliście łatwiej jest być słyszalnym „ w tłumie”.   Widziałem też gitarzystę ze znajomej kapeli trash metalowej, który wykorzystywał Metal  Muff'owy booster jako swoisty equalizer, czyli dostosowywał booster do poziomu głośności głównego distortiona  i używał go do „rozjaśniania” szybkich motywów. Charakter brzmienia boostera sprawia, że łatwo gra się z jego pomocą wszelkie sztuczne flażolety, piski i „spadające bomby”. Dodam jeszcze, że booster można uruchomić tylko, gdy distortion jest włączony. Nie    jest to wada, nie potrzebujemy  do grania metalu lekkiego crunchu (barwa czysta plus booster) używanego w bluesie i rocku.  
      Gloria czy potępienie?
      
     Jak ocenić Metal Muff'a w.T.B? Przyjrzyjmy się jego jeszcze raz jego głównym cechom.
Umieszczony na pokładzie bypass, dołożony do distortiona booster ( dwa efekty w jednym), amerykańska produkcja, wysoka jakość wykonania i pancerna, trwała obudowa( gwarantująca przeżycie urządzenia na scenicznym polu bitwy) to niewątpliwe zalety. Nowoczesne, bardzo użyteczne i zachęcające do produkowania wściekłych riffów i diabelskich solówek brzmienie znalazło już wielu miłośników. Szerokie możliwości kształtowania barwy distortiona plus booster z własną, sprawdzającą się znakomicie w metalowych aranżacjach charakterystyką brzmieniową też działają na jego korzyść. Na koniec warto zwrócić uwagę na koszt zakupu urządzenia u polskiego dystrybutora (sklepgram.pl) w porównaniu z dwoma lub trzema innymi popularnymi, analogowymi distortionami do metalowej muzyki ( moim zdaniem to konstrukcja BOSS MT-2, DIGITECH TL-2, MXR Fullbore Metal). Już sprawdziliście ceny? I pamiętajcie, że Metal Muff ma jeszcze booster :)

                                                                                             Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya