TEST
Strymon Timeline
Witajcie na blogu poświęconym efektom gitarowym. Cel jaki przyświeca powstaniu tego bloga to usystematyzowanie dostępnych w internecie testów, wiadomości i ciekawostek na temat efektów gitarowych.
środa, 28 czerwca 2017
poniedziałek, 13 czerwca 2016
niedziela, 23 sierpnia 2015
piątek, 12 czerwca 2015
Carl Martin Dual Injection - Dwa boostery w jednym
Boosty to niezwykle przydatny rodzaj efektów, ale nie są one zbyt skomplikowane, lub uwodzicielskie swą nowością czy efekciarstwem by nieustannie wzbudzać tyle emocji u gitarzystów na różnych forach internetowych. Chociaż istnieją na rynku inne solidne efekty boost, niektóre nawet podwójne, Dual Injection naprawdę wnosi coś nowego do tej rodzinki dzięki innowacyjnej serii, równoległej pracy i przydatnej konfiguracji I/O. Daje to niezwykłą wszechstronność i możliwość zrobienia więcej, niż każdy inny znany mi pojedynczy pedał boost.Mając dwa niezależne poziomy Boost w jednym pedale, ale mogąc je podzielić i uruchomić równolegle w różnych punktach łańcucha efektów (lub zostawić jeden z przodu, a drugi podłączony do wzmacniacza) daje Dual Injection jeszcze więcej użyteczności i elastyczności. Nie wspominając o samym dobrym brzmieniu tego efektu, oraz dostępnej przyzwoitej ilości boostu (przy użyciu obu naraz wręcz ogromnej).
W łączącym dwa analogowe boostery Hot Drive'n Boost, o dobrze znanej, wysokiej jakości mamy do dyspozycji dwie oddzielne gałki poziomu oraz przełączenie True Bypass, jak i dwa podwójne gniazda wyjściowe i wejściowe, co pozwala na kilka naprawdę odjechanych kombinacji w pętli efektów. Zasilanie zapewnia standardowa wewnętrzna bateria 9V albo podłączony zewnętrznie wzmacniacz.
Wszystko to sprawia, że Dual Injection od Carl Martin to doskonały wybór przy szukaniu boosta nawet dla najbardziej wymagających.
Carl Martin Bass Drive - niebieskie światełko w tunelu dla basistów
Carl Martin postanowił odtworzyć dźwięki bogów basu ze szkoły klasycznego rocka, takich jak John Entwistle i Jack Bruce. Wraz z Bass Drive wydano efekt na tyle wyróżniający się swoimi brzmieniami, że zaraz po włączeniu pozwala basiście wkroczyć w zupełnie szerszą płaszczyznę możliwości.
Nowy Bass Drive od Carl Martin wykorzystuje każdy cal swej przerośniętej powierzchni, pięć kontrolek i charakterystyczna, błękitna lampka elektronowa oraz trzyzakresowy equalizer, nagłośniony pod kątem basu oferuje wyjątkową na skalę basu, barwną paletę tonów. Grit nadawany przez kontrolkę Gain reguluje brzmienie od ornery grunt do agresywnego grindu. Z przekręconymi d tyłu kontrolkami Gain, Middle i High, Bass Drive zamienia zwykle sterylne, surowe brzmienie czterostrunowego basu w miękkie, przyjemne tony, zmiękczając edge i jednocześnie pozwalając basowi odetchnąć. Dla bardziej progresywnego brzmienia można podkręcić Middle oraz Gain, co doda nam charakterystyczny szczęk przy krawędziówkach.
Jest to dokładnie to słynne, rozpoznawalne brzmienie Johna Entwistle z The Who, duże, okrągłe i z idealną ilością sustainu, by wkręcić bas w resztę instrumentów, zarówno przy nagraniach w studio, jak i koncertach na żywo. Kontrolka Drive łączy równomiernie brzmienie efektu z czystymi tonami basu, zamiast je pokrywać, jak w wielu innych efektach i naturalnie utrzymuje pełny bottom-end. Kontrolki Gain, Bass, Middle, High, i Level dbają o właściwe dźwięki, a regulowany i przełączany zasilacz (115-240V) zapewnia mnóstwo headroom'u.
czwartek, 11 czerwca 2015
Carl Martin HeadRoom Reverb - prawdziwe sprężyny pogłosowe pod twoją stopą
Istnieje mnóstwo cyfrowych efektów, mających naśladować dźwięk sprężyn pogłosowych i wiele z nich sprawdza się naprawdę dobrze, ale niektórzy muzycy potrzebują czegoś więcej, czegoś zupełnie nieprzeciętnego w całej swej elektromechanicznej okazałości.
Cóż, można sięgnąć po wzmacniacz z wbudowaną sprężyną, zakładając, że reszta jego brzmień i funkcji będzie nam pasować i faktycznie potrzebujemy zmiany wzmacniaczy. Można też sięgnąć po samodzielnego po ol' daddy'ego wzmacniaczy lampowych - Fender Spring Reverb i dodać go do naszego zestawu, jednak będzie to kosztowne i raczej niewygodne w użytku scenicznym.
Dlaczego jednak nie pójść na trzecią opcję i do pedalboardu dodać kostkę z prawdziwym pogłosem sprężynowym - wygodny w użyciu i zawsze gotowy do akcji tuż pod stopą. Wydawać by się mogło, że każdy efekt z pogłosem musiałby być dość spory, by pomieścić te sprężyny, ale HeadRoom od Carl Martin, nie jest o dziwo taki duży, porównywalny rozmiarami do dwóch zetkniętych ze sobą Big Muffów. Co więcej można go odpalić z PP3 albo standardowego zasilacza 9V, oszczędzając jeszcze więcej miejsca na pedalboardzie. Mając pojedyncze wejście i wyjście, HeadRoom oferuje dwie głębie pogłosu (A i B), każde z własnymi pokrętłami, odpowiadającymi za ton i poziom efektu. Dwa ładnie rozmieszczone przyciski nożne zadbają o wszystko - jeden do bypassu, a drugi do przełączania trybu pracy.
W samym sercu HeadRoom znajduje się podobne do tych z mniejszych wzmacniaczy Federa, urządzenie z trzema sprężynami, a brzmienie efektu wydaje się mieć do Federów niemal rodzinne podobieństwo. Generowane z tych samych sprężyn pogłosy A i B są wstępnie identyczne, różnice w nich opierają się w całości na operowaniu pokrętłami. To odpowiadające za poziom efektu, przenosi brzmienie od zupełnie czystego dźwięku, aż do głębokiego, surfującego twangu w miarę obracania pokrętła. Jest to wysokiej jakości pogłos, który działa raczej jako nieodłączna część ogólnego brzmienia gitary, niż coś do niej podpiętego, a dzięki dwóm ustalonym ustawieniom na pulpicie, zawsze można szybko przejść od ambientowej aury do czegoś, co możemy uznać za celowy efekt.
Tak jak w innych wzmacniaczach Fendera, z podkręconym pogłosem, przełączając HeadRoom zwykle wywołuje się ze wzmacniacza głośne łupnięcie, naciskając stopą na przełącznik, jednak producent poradził sobie z tym, zawieszając sprężyny wewnątrz obudowy dla dodatkowej izolacji oraz dodając grube gumowe nóżki na powierzchni pedału.
Dźwiękowo HeadRoom Reverb to prawdziwy rarytas, i pod warunkiem, iż nie przeszkadza nam fakt, że na pedalboardzie zajmie przestrzeń spokojnie wystarczającą na dwa lub trzy normalne kostki to ten efekt jest idealnym sposobem na dorwanie się do prawdziwego dźwięku pogłosu sprężynowego bez bawienia się w analogi.
Idealny wybór dla każdego, mającego ochotę na trochę prawdziwego splendoru retro i twangu.
Cóż, można sięgnąć po wzmacniacz z wbudowaną sprężyną, zakładając, że reszta jego brzmień i funkcji będzie nam pasować i faktycznie potrzebujemy zmiany wzmacniaczy. Można też sięgnąć po samodzielnego po ol' daddy'ego wzmacniaczy lampowych - Fender Spring Reverb i dodać go do naszego zestawu, jednak będzie to kosztowne i raczej niewygodne w użytku scenicznym.
Dlaczego jednak nie pójść na trzecią opcję i do pedalboardu dodać kostkę z prawdziwym pogłosem sprężynowym - wygodny w użyciu i zawsze gotowy do akcji tuż pod stopą. Wydawać by się mogło, że każdy efekt z pogłosem musiałby być dość spory, by pomieścić te sprężyny, ale HeadRoom od Carl Martin, nie jest o dziwo taki duży, porównywalny rozmiarami do dwóch zetkniętych ze sobą Big Muffów. Co więcej można go odpalić z PP3 albo standardowego zasilacza 9V, oszczędzając jeszcze więcej miejsca na pedalboardzie. Mając pojedyncze wejście i wyjście, HeadRoom oferuje dwie głębie pogłosu (A i B), każde z własnymi pokrętłami, odpowiadającymi za ton i poziom efektu. Dwa ładnie rozmieszczone przyciski nożne zadbają o wszystko - jeden do bypassu, a drugi do przełączania trybu pracy.
W samym sercu HeadRoom znajduje się podobne do tych z mniejszych wzmacniaczy Federa, urządzenie z trzema sprężynami, a brzmienie efektu wydaje się mieć do Federów niemal rodzinne podobieństwo. Generowane z tych samych sprężyn pogłosy A i B są wstępnie identyczne, różnice w nich opierają się w całości na operowaniu pokrętłami. To odpowiadające za poziom efektu, przenosi brzmienie od zupełnie czystego dźwięku, aż do głębokiego, surfującego twangu w miarę obracania pokrętła. Jest to wysokiej jakości pogłos, który działa raczej jako nieodłączna część ogólnego brzmienia gitary, niż coś do niej podpiętego, a dzięki dwóm ustalonym ustawieniom na pulpicie, zawsze można szybko przejść od ambientowej aury do czegoś, co możemy uznać za celowy efekt.
Tak jak w innych wzmacniaczach Fendera, z podkręconym pogłosem, przełączając HeadRoom zwykle wywołuje się ze wzmacniacza głośne łupnięcie, naciskając stopą na przełącznik, jednak producent poradził sobie z tym, zawieszając sprężyny wewnątrz obudowy dla dodatkowej izolacji oraz dodając grube gumowe nóżki na powierzchni pedału.
Dźwiękowo HeadRoom Reverb to prawdziwy rarytas, i pod warunkiem, iż nie przeszkadza nam fakt, że na pedalboardzie zajmie przestrzeń spokojnie wystarczającą na dwa lub trzy normalne kostki to ten efekt jest idealnym sposobem na dorwanie się do prawdziwego dźwięku pogłosu sprężynowego bez bawienia się w analogi.
Idealny wybór dla każdego, mającego ochotę na trochę prawdziwego splendoru retro i twangu.
wtorek, 9 czerwca 2015
EHX C9 Organ Machine - Keytara z jednym przyciskiem ?
Dźwięk Hammonda B3, podłączonego do szalejącego Marshall Stack'a jest bez wątpienia jednym z najprzyjemniejszych (obok gitary!) brzmień rockowych. Jakiż lepszy tego przykład niż pierwsze klawisze Deep Purple, ożywione palcami Jona Lorda, gra Ricka Wakemana w Yes, Keitha Emersona i wielu innych muzyków z pierwszych dni świetności progressive rocka ?
Gitarzyści, którzy chcieli wykorzystać energię tych brzmień bez nauki gry na keybordzie, musieli uciekać się do drogich (i niewygodnych) zestawów syntezatorów gitarowych. Teraz Electro-Harmonix podaje nam inne rozwiązanie, tańsze i proste w obsłudze - C9 Organ Machine.
Przed przejściem do konkretów warto wspomnieć, iż EHX C9 to siostrzane urządzenie innego dziecka EHX, B9, na którego to sukcesie kolejna wersja powstała zaledwie w sześć miesięcy później, jednak w odróżnieniu od poprzednika, ta kostka skupia się bardziej na najbardziej klasycznych z brzmień organowych, jakie tylko jesteśmy sobie w stanie automatycznie przypomnieć, gdy myślimy o organach. Oba produkty różnią się jednak zestawami dziewięciu różnych brzmień organowych. Z tego powodu zapewnienia producenta o świetnej współpracy obu efektów, nie są tylko komercyjnym chwytem, B9 i C9 są w stanie świetnie uzupełniać się odmiennymi brzmieniami albo odegrać dwa keybordy grające równocześnie (przy odpowiednim operowaniu przełącznikami nawet jeszcze z samym brzmieniem gitary).
Ale na powrót do meritum,
C9 Organ Machine oferuje dziewięć różnych ustawień dźwięku organów, wliczając w to imitowanie różnych brzmień z Hammonda, Farfisa, Voxa, Clavioliny oraz nawet podobne do Mellotrona. Pedał posiada oddzielne wejście mono i gniazdka wyjściowe dla nieprzesterowanych gitar oraz przetworzonych sygnałów organowych. Mamy dwa osobne pokrętła do regulowania głośności czystego dźwięku gitary oraz głośności efektu organów. Gałka MOD zmienia szybkość modulacji, a CLICK kontroluje, zależnie od akurat wybranego ustawienia perkusyjny dźwięk "Key Click", mający zasadnicze znaczenie dla wielu rockowych organów, jak również głębokość modulacji.
W przeciwieństwie do syntezatora gitarowego, który może wymagać skrupulatnych i pracochłonnych ustawień do skutecznego wykorzystania, C9 to prawdziwe urządzenie plug-and-play. Trzeba jednak pamiętać, że mimo doskonałego naśladowania klawiszy, w rękach wciąż mamy gitarę i aby w pełni odwzorować realistycznie organy trzeba zacząć myśleć jak klawiszowiec. Można nawet uciec się do tappingu, chociaż przy harmonicu albo pick squealsach możemy wywołać nieprzewidywalne efekty i to nawet nie koniecznie pasujące do czegokolwiek. Nuty wciąż będą jednak utrzymywać się na stałym poziomie, chyba że struny zostaną wyciszone lub drgania nie są już dość silne.
Bezdyskusyjnie inżynierowie Electro-Harmonixa już nie raz udowodnili, że znają się na rzeczy i C9 śmiało można uznać za jeden z najlepszych efektów keybordowych i jeśli komuś to przeszkadza, to można ponarzekać co najwyżej na jedną rzecz. Korzystając z kanału do wzmacniacza czystej gitary i kanału do wzmacniacza keybordowego, oczekiwałbym, że w by-passowanym urządzeniu sygnał od gitary nie będzie uciekał do kanału organów, ale z jakiegoś powodu tak się dzieje. W efekcie przy wyłączonym efekcie organów dostajemy dwa kanały gitarowe... Nie żeby była to znaczna przeszkoda, ale myślę, że można się spodziewać jakichś modyfikacji od producenta.
Podsumowując, różnorodność dźwięków w C9 jest wprost zabójcza, zwłaszcza jeśli grasz covery Deep Purple, The Doors, Beatlesów czy Led Zeppelin, a nawet garażowy rock z lat 60'.C9 brzmi cudownie agresywnie, przy gitarowym wzmacniaczu z przesterem, a dźwięki organowe są tak realistyczne, że publiczność będzie się zastanawiać, gdzie masz ukryte klawisze.
Ten nowy zestaw barw organowych o intuicyjnej i przyjemnej obsłudze, można nawet uznać za równie rewolucyjny co B9 powiew świeżości. C9 Organ Machine, może choćby posłużyć za spory krok ku ułatwieniu życia multiinstrumentalistów, choć akurat ciężko sobie wyobrazić Zakka Wylde'a żegnającego się ze swoim epickim fortepianem od BLS (no może poza teledyskiem do 'In this River'), niemniej nowostka od Electro-Harmonix i jemu mogłaby wpaść w oko
Gitarzyści, którzy chcieli wykorzystać energię tych brzmień bez nauki gry na keybordzie, musieli uciekać się do drogich (i niewygodnych) zestawów syntezatorów gitarowych. Teraz Electro-Harmonix podaje nam inne rozwiązanie, tańsze i proste w obsłudze - C9 Organ Machine.
Przed przejściem do konkretów warto wspomnieć, iż EHX C9 to siostrzane urządzenie innego dziecka EHX, B9, na którego to sukcesie kolejna wersja powstała zaledwie w sześć miesięcy później, jednak w odróżnieniu od poprzednika, ta kostka skupia się bardziej na najbardziej klasycznych z brzmień organowych, jakie tylko jesteśmy sobie w stanie automatycznie przypomnieć, gdy myślimy o organach. Oba produkty różnią się jednak zestawami dziewięciu różnych brzmień organowych. Z tego powodu zapewnienia producenta o świetnej współpracy obu efektów, nie są tylko komercyjnym chwytem, B9 i C9 są w stanie świetnie uzupełniać się odmiennymi brzmieniami albo odegrać dwa keybordy grające równocześnie (przy odpowiednim operowaniu przełącznikami nawet jeszcze z samym brzmieniem gitary).
Ale na powrót do meritum,
C9 Organ Machine oferuje dziewięć różnych ustawień dźwięku organów, wliczając w to imitowanie różnych brzmień z Hammonda, Farfisa, Voxa, Clavioliny oraz nawet podobne do Mellotrona. Pedał posiada oddzielne wejście mono i gniazdka wyjściowe dla nieprzesterowanych gitar oraz przetworzonych sygnałów organowych. Mamy dwa osobne pokrętła do regulowania głośności czystego dźwięku gitary oraz głośności efektu organów. Gałka MOD zmienia szybkość modulacji, a CLICK kontroluje, zależnie od akurat wybranego ustawienia perkusyjny dźwięk "Key Click", mający zasadnicze znaczenie dla wielu rockowych organów, jak również głębokość modulacji.
W przeciwieństwie do syntezatora gitarowego, który może wymagać skrupulatnych i pracochłonnych ustawień do skutecznego wykorzystania, C9 to prawdziwe urządzenie plug-and-play. Trzeba jednak pamiętać, że mimo doskonałego naśladowania klawiszy, w rękach wciąż mamy gitarę i aby w pełni odwzorować realistycznie organy trzeba zacząć myśleć jak klawiszowiec. Można nawet uciec się do tappingu, chociaż przy harmonicu albo pick squealsach możemy wywołać nieprzewidywalne efekty i to nawet nie koniecznie pasujące do czegokolwiek. Nuty wciąż będą jednak utrzymywać się na stałym poziomie, chyba że struny zostaną wyciszone lub drgania nie są już dość silne.
Bezdyskusyjnie inżynierowie Electro-Harmonixa już nie raz udowodnili, że znają się na rzeczy i C9 śmiało można uznać za jeden z najlepszych efektów keybordowych i jeśli komuś to przeszkadza, to można ponarzekać co najwyżej na jedną rzecz. Korzystając z kanału do wzmacniacza czystej gitary i kanału do wzmacniacza keybordowego, oczekiwałbym, że w by-passowanym urządzeniu sygnał od gitary nie będzie uciekał do kanału organów, ale z jakiegoś powodu tak się dzieje. W efekcie przy wyłączonym efekcie organów dostajemy dwa kanały gitarowe... Nie żeby była to znaczna przeszkoda, ale myślę, że można się spodziewać jakichś modyfikacji od producenta.
Podsumowując, różnorodność dźwięków w C9 jest wprost zabójcza, zwłaszcza jeśli grasz covery Deep Purple, The Doors, Beatlesów czy Led Zeppelin, a nawet garażowy rock z lat 60'.C9 brzmi cudownie agresywnie, przy gitarowym wzmacniaczu z przesterem, a dźwięki organowe są tak realistyczne, że publiczność będzie się zastanawiać, gdzie masz ukryte klawisze.
Ten nowy zestaw barw organowych o intuicyjnej i przyjemnej obsłudze, można nawet uznać za równie rewolucyjny co B9 powiew świeżości. C9 Organ Machine, może choćby posłużyć za spory krok ku ułatwieniu życia multiinstrumentalistów, choć akurat ciężko sobie wyobrazić Zakka Wylde'a żegnającego się ze swoim epickim fortepianem od BLS (no może poza teledyskiem do 'In this River'), niemniej nowostka od Electro-Harmonix i jemu mogłaby wpaść w oko
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Carl Martin Purple Moon - Fuzzin' classic
Carl regularnie spędza część swojego wolnego czasu na słuchaniu starych płyt z lat 60-tych i 70-tych. Co przyczyniło się do znalezienia nagrań, które zainspirowały go, aby utworzyć nowy pedał ? Teraz pomyśl o Jimi Hendrixe i the Band of Gypsies, Robin Trower’s Bridge of Sighs, bądź prawie wszystko od Davida Gilmoura, a następnie otwórz swój twórczy umysł na Carl martin Purple Moon!
Purple Moon jest jedynym True Bypass'em w całości analogowym, podwójną prędkością Vibe z Fuzzem i możliwością do odtworzenia tych samych klasycznych dźwięków, które zainspirowały Carla. Podobnie jak reszta kostek w Vintage Series, Puple Moon, odlane we własnym, specjalnym kolorze ma dwie mini-gałki dla łatwości obsługi i wysokiej jakości przełączania, dobrze widoczne diody LED oraz możliwością wyboru między baterią 9V, a odpowiednim transformatorem. (zaleca się używanie jakościowo sprawdzonego zasilacza dla maksymalnego efektu)
Dość ambitnym wyzwaniem musiało być dla producenta pomieszczenie tak wiele - praktycznie rzecz biorąc dwóch efektów - w jednej wygodnej kostce, a także połączenie ich w tak wymykający się konwencjonalności sposób.
W zamian za przecierpienie nieco ciasno upchanych kontrolek i braku miejsca na oddzielne przełączniki Fuzz oraz Vibe, dostajemy możliwość przełączania między dwoma ustawieniami szybkości Vibe, co może być całkiem przydatne, a jest to funkcja, którą poza Purple Moon oferuje nam niewiele Vibe'ów. To, w połączeniu ze znakomitą jakością dźwięku czyni z niego wartościowy nabytek wśród nastawionych na Vibe kostek - Fuzz odbierając w kategorii przyjemnego dodatku. Inni oczywiście, łącząc Vibe i Fuzz znajdą z kolei dokładnie takie klasycznie urozmaicone brzmienia, jakich szukają. Zaletą Fuzzu jest też tu jego grube, nasycone brzmienie, ale umiejscowienie pokrętła na Purple Moon i konfiguracja jego przełączeń sprawiają, że o wiele trudniej używać go niezależnie od Vibe'u. Jednakże, to właśnie interakcja między tymi dwoma efektami oferuje najwięcej kreatywnemu gitarzyście, a jakość dźwięku i zakres regulacji bez wątpienia zachęci wielu muzyków do przesiadywania całych godzin nad wyłapywaniem interesujących dźwięków.
Na pewno jest to kostka z dużym polem do popisu i zabawy z jej wieloma fantastycznymi brzmieniami i nieszablonowym podejściem do projektu, które dało ciekawy rezultat. Definitywnie warta sprawdzenia, przy nadarzającej się okazji!
Octa-Switch MK3 - Kolejne wcielenie najlepszego przełącznika efektów gitarowych.
\
Jako gitarzysta masz pewnie z osiem kostek gitarowych, których regularnie używasz w różnych kombinacjach, przy każdym kawałku, ale nie jesteś fanem stepowania po efektach i często zdarza ci się przycisnąć nie ten pedał co trzeba i to w najmniej odpowiednim momencie, rujnując grany właśnie cover Slash'a. Widziałeś kontrolery efektów jakich używają na dużych scenach i skrycie marzysz o czymś takim dla siebie, nawet gdybyś nigdy na wielką scenę nie miał trafić. Czas spojrzeć na OCTA-SWITCH MK3 Thomasa Guldmanna. Twoje efekty wpinasz w wejścia z tyłu i włączając, lub wyłączając ponumerowane przełączniki w każdym z ośmiu zestawów przełączników DIP, możesz wybrać których efektów chcesz użyć na przemian w każdym zestawie. Dla każdego efektu w danym zestawie dodana jest niebieska lampka LED (więc kiedy już zaprogramujesz i naciśniesz na zestaw nr 6 zobaczysz lampki wszystkich efektów w tym zestawie i lampkę samego zestawu).OCTA-SWITCH MK3 posiada również kilka nowych cech. Dziewiąty przełącznik z lewej strony, pozwala całkowicie ominąć efekt i cieszyć się czystym, nie zakłóconym brzmieniem twojego wzmacniacza. Posiada również dwa wejścia, które pozwalają ci podłączyć się do dwóch wzmacniaczy jednocześnie, lub na przemian. Po zaprogramowaniu wszystkich zestawów zalecamy zaklejenie taśmą każdego przełącznika DIP (...po prostu aby uchronić go przed przypadkowym przełączeniem, uszkodzeniem, lub zalaniem ...np. piwem :) ). Jest też wejście Mono i wyście Stereo, a zasilanie to dwie baterie 9V, albo zasilacze, takie jak Big John, czy Pro Power (oba od Carla Martina). Od czego zacząć ?
Żeby ustawić OCTA-SWITCH MK3, podłącz swoje efekty i wzmacniacze do odpowiednich wejść i wyjść z tyłu kontrolera. Pedały możesz podłączyć w każdej konfiguracji, jakiej tylko sobie zażyczysz albo trzymać się zwyczajowo od 1 do 8 kompresorów, przesterów i modulatorów. Wtedy włączając ponumerowane przełączniki w każdym z ośmiu zestawów DIP, wybierzesz efekty będziesz po kolei używał w każdym zestawie. żeby efekty działały poprawnie z OCTA-SWITCH muszą być włączone.
(Tutaj szybka rada sceniczna - są efekty, których używasz tylko od czasu do czasu, warto je więc wyłączać, a potem włączać, gdyż zgromadzone napięcie może wywołać małe spięcia - najlepiej robić to pod koniec granego kawałka).
Proszę zauważyć, że przełączniki DIP są suwakowe, łatwo je więc ustawić przy pomocy małego śrubokręta, długopisu, albo bardzo, bardzo małego paluszka. Z tyłu urządzenia znajdziemy przełącznik do buforowanego, lub nie, bypassu, przez który wybierasz swoje preferencje w zależności od warunków na scenie albo twoich upodobań. Wiadomo, że na dużych scenach, przez znaczną długość kabla zatraca się wysokie tony w gitarze. Twórca efektu wbudował więc bufor na wejściu, tak że grający może mieć 100% czysty bypass, albo zbuforowany i o wiele mocniejszy sygnał.
Co jeszcze ?
OCTA-SWITCH ma wyjścia i powrót stereo na wyjściu 8, specjalnie do użycia z chorusami stereo.
Jeżeli chodzi o przełącznik wejść kanałów wzmacniaczy, to podobnie jak przełączniki zestawów posiadają one włączniki DIP z zieloną, lub czerwoną lampką LED. Im też podporządkowujemy dane zestawy. Tak że jeśli np. programując zestaw 6 np. dołączymy do wzmacniacza 1, to włączając ten zestaw będzie on automatycznie działał z tym wzmacniaczem.
Zauważmy też, że różne wzmacniacze i różni producenci stosują odmienne systemy podłączeń. Jeżeli więc twój wzmacniacz po włączeniu do OCTA-SWITCH nie brzmi tak jak byś chciał sugerujemy udać się do twojego lokalnego serwisu i poprosić o zmianę podłączenia - powinno to być prostą czynnością. Mimo to, ze względu na twoje bezpieczeństwo sugerujemy nie otwierać nic samemu i nie "grzebać" w elektronice, chyba że masz do tego kwalifikacje (albo sporego farta).
Specyfikacja:
Wymiary 510x135x55 mm (dł x szer x wys)
Waga 2,3 kg
Zasilanie 2x bateria 9V (ok. 10 godzin pracy przy normalnym użytkowaniu)
....zalecam jednak użycie jednego z zasilaczy Carl Martin, jak Big John, czy Pro Power - 9V, 400mA
sobota, 21 września 2013
Electro- Harmonix Memory Toy- „No one does analog like EHX”
Każdy gitarzysta musi odpowiedzieć sobie na
pytanie: co jest ważniejsze? Czy rozbudowane możliwości wyboru
np.:symulacji (emulacji) wzmacniaczy, efektów albo typów kolumn
głośnikowych uzyskiwane dzięki multiefektom modelowanym, czy
klasyczny analogowy sprzęt o bardzo dobrym brzmieniu głównym,
który zwykle pasuje do grania w jednym gatunku muzycznym?
Niezależnie od tego jak odpowiemy sobie na to pytanie i w którą
pójdziemy stronę powinniśmy szukać sprzętu, którego
konstruktorzy zdają sobie sprawę z istnienia tych dwóch światów
i z różnic między nimi. Electro-Harmonix Memory Toy zalicza się
do grupy analogowej i posiada najważniejszą cechę tradycyjnych
efektów- bardzo dobre brzmienie.
Muszę stwierdzić, że miałem wątpliwości
czy efekt zaliczany do „budżetowej” serii Nano sprosta hasłom
reklamowym. Dlatego pierwszą rzeczą, którą sprawdziłem po
uruchomieniu Memory Toy było to, jakie efekt produkuje pasmo w
czasie pracy i jak true bypass działa w rzeczywistości. Zaskoczenie
moje było duże, gdy okazało się, że „zabaweczka” nie obcina
pasm w gitarze i subtelnie podbija pasma wyższe środkowe co dodaje
barwie melodyjności i „miękkości” tak poszukiwanej i cenionej
w analogowych echach. To podbicie porównuję charakterystyką do
podbicia pasm w Small Clone ale jest delikatniejsze. Natomiast true
bypass jest skuteczny czyli powoduje, że efekt wyłączony
przepuszcza sygnał bez zniekształceń. Pierwszy, bardzo ważny test
zastał przez echo Electro-Harmonix'a zaliczony. Dodam, że takie
cechy nie są częste w urządzeniach tego przedziału cenowego.
Bardzo spodobało mi się działanie potencjometru BLEND, który nie
ingeruje w brzmienie niezależnie od pozycji i płynnie oraz
naturalnie miesza sygnały co w przypadku niektórych efektów wcale
nie jest takie oczywiste. Testy delay'ów rozpoczynam zwykle od
zagrywek z wykorzystaniem krótkiego echa tzw. slap back. Zagrywki na
singlach w stylu surf guitar brzmią przekonująco i odpowiednio
„strzelająco”. Subtelnie podbita barwa efektu szczególnie
efektywnie wypada w chwili uruchomienia przesteru do solówki, dźwięk
ładnie przebija się w miksie i zyskuje na melodyjności. Na uwagę
zasługuje też sposób wybrzmiewania powtórzeń, który sprawia, że
każde kolejne powtórzenie jest cichsze (co normalne) oraz szybciej
niż w znanych mi echach staje się ciemne i matowe. Ta cecha
sprawia, że efekt charakterystyką nawiązuje do klasycznych
taśmowych delay'ów. Czy lubicie takie brzmienie vintage czy nie,
muszę przyznać, że Memory Toy oferuje rasowy i charakterystyczny
dźwięk. Tajną bronią, którą inżynierowie zainstalowali jest
pokładowa modulacja powtórzeń. Producent podaje, że efekt typu
chorus został zaczerpnięty z kultowego już Deluxe Memory Man. Jak
to działa? Chorus zostaje nałożony na powtórzenia, jest dość
głęboki w działaniu, przypomina sposób pracy klasycznego Vibrato
i dodatkowo przestraja dźwięki powtórzeń. Brzmi on dobrze,
ostatecznie przypisuje charakter efektu do stylistyki vintage i jest
bardzo inspirujący. Dodam jeszcze, że charakter pracy chorusa jest
dość niezwykły, dźwięk zdaje się lśnić i ...nieprzypomina
chorusa a bliżej mu do Stereo Electric Mistress (chorus i flanger
użyte jednocześnie). Na tym brzmieniu szczególnie pozytywnie
wychodzą pełne akordy z wolnymi powtórzeniami delay'a i z lekkim
crunchem. Klimat, melodyjność i jakość- czego chcieć więcej ?
Nie bardzo wierzyłem, że to małe echo
sprawdzi się w realnym użyciu. Tymczasem zostałem mile zaskoczony.
W swoich testach staram się pisać o zaletach i wadach lub
przynajmniej o wątpliwych cechach opisywanych urządzeń. Długo
zastanawiałem się o co mam „przyczepić”się do Memory Toy.
Znalazłem tylko jedną rzecz, którą chciałbym zmienić a
mianowicie domalowałbym skalę do potencjometrów dla szybkiej i
bezbłędnej zmiany ustawień. Cechy, które przemawiają na korzyść
efektu to: naturalny, analogowy i bogaty dźwięk, szeroki zakres
produkowanych powtórzeń, niewystępowanie „dziur jakościowych”
w poszczególnych ustawieniach, świetnie brzmiąca i inspirująca
pokładowa modulacja oraz cena, która pasuje do urządzeń niższej
klasy. Na zakończenie dodam, że Electro-Harmonix Memory Toy
rozłożył na łopatki w bezpośrednim teście mój cyfrowy, stary,
japoński delay znanej firmy z którego byłem zadowolony. Teraz będę
zadowolony dopiero, kiedy kupię swojego Memory Toy.
Michał „Shaggy”
Dolak
wtorek, 17 września 2013
Electro- Harmonix Micro POG- im więcej tym lepiej...
Co ma zrobić
gitarzysta, gdy zda sobie sprawę, że jego instrument brzmi płasko,
bez przestrzeni i po prostu nudno? Dokąd ma pójść biedny
szarpidrut, który zazdrości koledze klawiszowcowi jego
stereofonicznych, pełnych niesamowitych efektów brzmień? Otóż
taki delikwent rozpoczyna poszukiwania! Przemierza doliny chorusów i
wybrzeża flangerów. Zapuszcza się na bezkresne przestrzenie
kraju reverbów i sąsiadujące z nimi
góry delayów. Myśli nawet
o multiefektolandzie. Tymczasem rozwiązaniem problemu może być
wizyta w królestwie oktawerów! Jak to?!- zakrzykną sceptycy.
Funkowy efekt dla poważnych gitarzystów?Tak samo myślałem dopóki
nie odpaliłem Micro POG Electro-Harmonix.Electro-Harmonix Micro POG to efekt gitarowy- polifoniczny generator oktaw. Urządzenie jest wyposażone w bypass i zostało wyprodukowane w U.S.A. Na przednim górnym panelu znajduje się włącznik nożny, dioda aktywności urządzenia i trzy potencjometry- gałki: DRY, SUB OCTAVE i OCTAVE UP. Na prawej ściance znajdziemy gniazdo gitarowe IN typu Jack 1/4''. Na lewej ściance zamontowane są dwa gniazda gitarowe typu Jack 1/4''- DRY OUT (sygnał przepuszczony przez efekt) i EFFECT OUT (sygnał gitary bez efektu). Na tylnej ściance odnajdziemy gniazdo do podłączenia zasilacza, który producent dołączył do zestawu. Efekt nie posiada możliwości zasilania bateryjnego.
Micro POG Electro-Harmonix powstał jako prostsza wersja kultowego POG i POG 2.W odróżnieniu od bardziej rozbudowanych „starszych braci” efekt posiada możliwość generowania „tylko” jednej oktawy w górę i jednej w dół. Praktyczne użycie pokazuje, że to wystarcza do kreowania pożądanego efektu. Jak działa Micro POG? Najprościej rzecz ujmując: potencjometr DRY steruje głośnością czystego sygnału z gitary (skręcony do zera wycina czysty sygnał), potencjometr SUB OCTAVE steruje głośnością generowanej oktawy niższej (skręcony do zera wycina sygnał oktawy -1), potencjometr OCTAVE UP steruje głośnością generowanej oktawy wyższej (skręcony do zera wycina sygnał oktawy +1). Na barwie czystej możemy użyć Micro POG-a do rozszerzenia skali dźwięku. Wystarczy przemieszać wedle gustu sygnał podstawowy z oktawami (-1) i (+1) aby uzyskać szeroką, słyszalną w dolnych i górnych rejestrach gitarę, która dodatkowo dużo lepiej będzie słyszalna w całym miksie z zespołem. W tej konfiguracji otrzymujemy brzmienie nawiązujące do gitary 12 strunowej. Generatory oktaw (-1) i ( +1) nie zamulają, nie słychać dziur w dźwiękach nawet przy szybkim kostkowaniu albo w arpegiach. Oktawa (-1) produkuje sygnał czysty natomiast oktawa (+1) proponuje dźwięk lekko przetworzony „syntezatorowo”, który jednak świetnie współgra z dwoma pozostałymi oktawami. Jeśli na pierwszy plan wysuniemy oktawę (+1), oktawę (-1) też mocno podkręcimy a czysty sygnał ściszymy to uzyskamy dźwięk imitujący organy kościelne- spróbujcie dodać do tego ustawienia jakiś efekt modulacyjny np.: phaser to uzyskacie inspirujące brzmienie w stylu głośników Leslie. Gitarzysta nagrywający w domowym studio nie ma basu? Nic prostszego! Potencjometry DRY i OCTAVE UP na zero a SUB OCTAVE rozkręcamy i uzyskujemy gitarę basową. Ale prawdziwa zabawa zaczyna się z przesterami, które z w kooperacji z Micro POG brzmią bardzo dobrze. Mi osobiście najbardziej przypadły do gustu brzmienia rodem z pierwszej płyty Rage Against The Machine czyli sygnał czysty, oktawa (-1), odrobina oktawy (+1)mocny distortion i oczywiście singiel przy gryfie. Angażując przester typu high gain szczególnie korzystnie zabrzmiała konfiguracja z sygnałem czystym, oktawą (-1) i bez oktawy (+1)- oba sygnały były wyraźnie słyszalne, szybkie granie było selektywne a palm muting (szczególnie w oktawie -1) był naturalny.
Dlaczego Micro POG jest tak dobry i popularny? Jest kompaktowy więc zabiera mało miejsca w pedalboardzie. Jest solidnie wykonany i według użytkowników nie psuje się. Jest jedynym dostępnym na rynku kompaktowym oktawerem wyposażonym w wyższą oktawę (+1)- zwykle ta funkcja występuje w droższych, rozbudowanych urządzeniach. Efekt sprawia dużo frajdy, jest niezwykle inspirujący i dobrze współpracuje z singlami i humbackerami. Micro POG posiada też rzadką wśród efektów gitarowych cechę- praktycznie w każdym ustawieniu urządzenie brzmi dobrze. Tu nie trzeba kombinować, od deski do deski czytać instrukcję czy przeglądać na Youtube filmiki prezentacyjne. POG- i zostały również docenione i wykorzystane w nagraniach wielu artystów m.in: White Stripes, Foo Fighters, RATM, Muse, Queens Of The Stone Age czy Joe Satriani. Zachęcam Was gorąco Gitarzyści do wypróbowania Micro POG-a ponieważ może on rozszerzyć i uatrakcyjnić Wasze brzmienie oraz co ważniejsze zainspirować Was do poszukiwań i pomóc w tworzeniu nowej muzyki.
Michał „Shaggy” Dolak
piątek, 13 września 2013
Electro-Harmonix TONE TATTOO - Nowojorski Eksperyment
Firma Electro-Harmonix
zawsze była znana z nowatorskich rozwiązań a swoimi produktami
wyznaczała nowe standardy. Tym razem nowojorczycy stworzyli
pierwszy w swojej ofercie i kolejny z ledwie kilku
dostępnych na rynku w pełni analogowy multiefekt, zawierający trzy
popularne efekty typu distortion, chorus i delay. Czy eksperyment się
udał? Czy Electro-Harmonix Tone Tatoo zapoczątkuje nową jakość
czy też skończy na śmietniku efektowej historii? Czas pokaże ja
natomiast napiszę kilka słów o urządzeniu, które od początku
wywołało u mnie bardzo mieszane uczucia.
potencjometrów DELAY, FEEDBACK, BLEND
i tu kolejna nowość- GAIN oferujący wzmocnienie sygnału od 0 dB
do +23 dB. Sam delay oferuje dość miękki i ciepły sposób
przetwarzania sygnału i pracuje w zakresie od 30 do 550 ms
oczywiście w trybie analogowym. Zainstalowanie potencjometru GAIN na
pokład Memory Toy'a wydaje mi się strzałem w dziesiątkę. Delay
włączony na solówkę ma sens a Gain podciągnie głośność do
pożądanej. Możemy też gainem „przybrudzić” powtórzenia,
oczywiście warto wtedy zmiejszyć nasycenie blendem dla zachowania
przejrzystości barwy. A skręcając do zera potencjometry delaya i
rozkręcając gain otrzymujemy booster.
W Electro-Harmonix Tone
Tattoo podoba mi się jakość brzmienia- efekt produkuje zawodowy
dźwięk. Użyte efekty gitarowe to uznane klasyki lub popularne nowości,
które gwarantują użyteczność i znane, lubiane brzmienie.
Praktyczne usprawnienia w postaci bramki szumów w distortionie,
dodatkowego Gain'a w delay'u czy zmieniających kolor w zależności
od trybów pracy diod aktywności efektów, pomagają w ustawieniu
dźwięku, ułatwiają pracę i rozbudowują możliwości tego
analogowego multi-efektu. Tone Tattoo jest kompaktowy, łatwy w
użyciu, zbudowany jak czołg i jest produkowany w U.S.A. Minusem
tego urządzenia jest moim zdaniem dość wąskie przeznaczenie
stylistyczne. Miałem też kłopot z ustawieniem dobrej barwy przy
włączonych wszystkich efektach- szybko pojawiał się efekt
„przeładowania” dźwięku. Widzę też potencjalny kłopot w
sytuacji, gdy gitarzysta chciałby użyć innego efektu
modulacyjnego- bo jak wpiąć go w łańcuch efektów prawidłowo (
czyli po przesterze i przed delay'em), gdy Tone Tattoo fizycznie nie
daje takiej możliwości? Podsumowując: Tone Tattoo inżynierów z Electro-Harmonix jest
moim zdaniem dość użyteczny, przyszłościowy ( wersja do rocka
albo bleusa?) i dobrze brzmiący ale wymaga dopracowania w kwestii
kompatybilności z innymi efektami chyba, że pasują Wam bez
zastrzeżeń użyte efekty wtedy będziecie bardzo zadowoleni.
Michał
„Shaggy” Dolak
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Korg PitchBlack- „Czarny koń” wśród tunerów
Pomimo, że tunery nie są urządzeniami wytwarzającymi
jakikolwiek dźwięk, to są niezbędne gitarzystom do przygotowania
instrumentów do gry a ich wersje sceniczne w formie kostek
gitarowych, znajdują się na wyposażeniu chyba większości
koncertujących
szarpidrutów. Z tych właśnie powodów oraz
dlatego, że stroiki sceniczne zajmują miejsca w pedalboardach obok „pełnoprawnych” efektów, postanowiłem opublikować tych kilka
słów o tunerze, który pomimo krótkiego czasu na rynku zdążył
podjąć skuteczną walkę a może nawet zdetronizował
dotychczasowych „królów” tego segmentu. Panie i Panowie- oto
Korg PitchBlack!
Korg PitchBlack to chromatyczny tuner sceniczny czyli jest
uruchamiany włącznikiem nożnym, który przerywa sygnał gitarowy w
momencie aktywności. Jest wyposażony w true bypass. Może być
zasilany przez baterię 9 V albo za pomocą zasilacza . Na bocznych
ściankach znajdują się gniazda gitarowe Input i Output jack 1/4
''. Na tylnej ściance znajdują się gniazda zasilania IN- do
podłączenia zewnętrznego zasilacza i OUT- do zasilania kolejnych
efektów jednym zasilaczem- szeregowo. Na tej samej ściance
znajdziemy też niewielkie przyciski: Display- do zmiany trybów
wyświetlania strojenia i Calib- do kalibrowania wysokości dźwięku
(tuner działa w zakresie od 436 do 445 Hz). Urządzenie obsługuje
dźwięki w zakresie od E0 do C8. W praktyce można nim stroić
gitary ( również barytonowe) oraz basy ( również pięciostrunowe).
Michał „Shaggy” Dolak
Carl Martin PlexiTone- klasyk w pudełku
Nie sposób pisać o efekcie Carl Martin Plexitone
nie wspominając o wzmacniaczu Marshall Super Lead Model 1959 zwanym też Marshall Plexi.
Konstrukcja Marshalla ujrzała światło dzienne w 1965 r. i od razu
została doceniona przez gitarzystów. Jedną z głównych cech tego
dwukanałowego heada jest to, że każdy kanał daje się
przesterować uzyskując dwa różne brzmienia. Jednym z pierwszych
użytkowników był Pete Townshend z The Who, Eric Clapton zamienił
swoje combo Marshall Bluesbreaker na half stack'a Model 1959, Jimi
Hendrix grał na nim na Woodstock'u w 1969 r. , Randy Rhodes, Angus
Young i wielu, wielu innych. Head Marshalla uzyskał status kultowego
sprzętu i stanął w jednym rzędzie z takimi klasykami jak Vox
AC-30 czy Fender Twin Reverb. Inżynierowie z firmy Carl Martin
postanowili zbudować efekt typu distortion w oparciu o brzmienie
słynnego Marshall'a Plexi lubianego wśród gitarzystów grających
bluesa, rocka i przede wszystkim hard rocka i heavy metal.
Carl Martin PlexiTone to analogowy efekt typu
overdrive/distortion wyposażony w bypass. Na przedniej- górnej
płytce umieszczono trzy przełączniki nożne- od prawej mamy
włącznik Drive uruchamiający
przester w trybie Crunch, następnie Select, który zmienia kanał
przesterowany z trybu Crunch na High Gain oraz włącznik Boost.
Również na przedniej- górnej płytce znajduje się pięć
potencjometrów z eleganckimi gałkami „chickenhead” w stylu
retro, które zostały nazwane (od lewej): Boost (głośność
Boosta), Level (głośność obu kanałów przesterowanych), Tone,
High Gain i Crunch. Na tylnej- bocznej ściance znajdują się
gniazda Input i Output Jack 1/4'' i pomiędzy nimi umieszczono kabel
zasilający zakończony płaską wtyczką sieciową co oznacza, że
zasilacz efektu znajduje się w jego wnętrzu. Efekt nie posiada
możliwości zasilania bateryjnego.
Pierwszą cechą, która nasuwa się na myśl
kiedy patrzymy na urządzenie Carl'a Martin'a jest jego
użyteczność. Gitarzysta dostaje do dyspozycji „jednostkę
centralną” zawierającą dwa różnie brzmiące przestery,
nazwijmy je umownie overdrive i distortion, oraz booster, który
„wybije” jego solówkę ponad zespół. Dodam, że booster działa
niezależnie od kanału Drive. Dźwięk, który produkuje efekt po
włączeniu kanału przesterowanego w trybie Crunch należy do
rodzaju overdrive'ów. Z kolei tryb High Gain porównałbym bardzo
umownie do przesterów z gatunku distortion. PlexiTone daje sygnał,
który cechuje się bardzo szerokim pasmem przenoszenia, szczególnie
słychać to w bezpośrednim teście z innymi przesterami z podobnej
półki cenowej. Podczas gdy barwa konkurencyjnych kostek zwykle
skupia się na wybranych zakresach pasma, PlexiTone wyraźnie
produkuje „gruby”, pełny sygnał. Dodatkowo, efekt
przesterowując dźwięk, nie narzuca własnej charakterystycznej
barwy ale współgra z pozostałymi elementami zestawu i nie dominuje
w całości brzmienia, dzięki temu gitary typu Les Paul czy
Stratocaster zachowują swoje charakterystyczne brzmienie. Tą cechę-
zaletę usłyszałem między innymi w overdrive'ie Fulltone OCD .
Dźwięk, który wydobywa się z efektu jest bardzo melodyjny i
bardzo dobrze przenosi artykulację gitarzysty. Efekt produkuje też
dużo basu. Ta cecha nastręcza problemów i trzeba się trochę
namęczyć z wysterowaniem tandemu wzmacniacz- efekt. Kolejną cechą,
która może budzić wątpliwości jest tylko jeden potencjometr
zmiany barwy- Tone. W praktyce im bardziej przekręcamy go w prawo,
tym mniej słyszymy dołu a więcej wysokich tonów i na odwrót.
Najpierw miałem z tym pewien kłopot bo byłem przyzwyczajony do
przesterów w szeroką korekcją barwy. Tu jest inaczej- efekt
spełnia rolę przesteru, który nie dominuje w szeregu gitara-
efekt- wzmacniacz ale podkreśla i podbarwia charakterystyczne cechy
dwóch pozostałych elementów. Wydaje mi się, że PlexiTone
najefektywniej pracuje na czystym kanale wzmacniacza wysterowanym na
maksymalnie czysty sound. Grając, miałem wrażenie,że nawet lekkie
przesterowanie kanału czystego wpływa ujemnie na czytelność i
dynamikę dźwięku. Najciekawszą i najlepszą cechą przesterów
umieszczonych na pokładzie PlexiTone'a jest ich wszechstronność.
Przykład? Uruchomcie tryb High Gain i skręćcie poziom przesteru
prawie do zera. Uzyskacie wtedy wzorcowy bluesowy crunch, idealny do
gry akordowej. Z kolei rozkręcenie tego kanału na godzinę 15.00 w
połączeniu z gitarą o mocnych przystawkach zaprowadzi nas w
okolice brzmień zespołu Metallica z płyty „Kill'em All”.
Obecność urządzenia w pedalboardach muzyków z różnych nurtów
potwierdza tą cechę. Booster, który znajduje się na pokładzie
efektu oferuje nam dopalenie sygnału do + 20dB a jego użycie nie
zmienia barwy więc szczególnie dobrze działa na wzmacniaczach
lampowych gdzie podbijając głośność, delikatnie zwiększa gain i
kompresje dźwięku.
Efekt Carl Martin PlexiTone oferuje brzmienie
stylizowane na dwa przesterowane kanały legendarnego Marshalla Plexi
z dodatkowym boostem. Efekt jest bardzo prosty w obsłudze i oferuje butikowej
jakości dźwięk, który zaskoczy transparentnością i
melodyjnością. PlexiTone dobrze współgra zarówno z gitarami
wyposażonymi w humbackery jak i w single. Jak każdy wysokiej klasy
efekt, również i ten ma swoje wymagania, które gitarzysta powinien
zrozumieć aby efekt zabrzmiał optymalnie. Myślę, że efekt Carl'a
Martin'a docenią przede wszystkim zawodowcy i koneserzy dobrego
brzmienia. Ale i młodzi gitarzyści powinni chociażby przyjrzeć
się PlexiTone'owi, ponieważ to w sumie trzy efekty o hi- endowym
soundzie w umiarkowanej cenie.
A
jak powszechnie wiadomo dobry sprzęt ułatwia i przyspiesza rozwój.
Michał „Shaggy”
Dolak
wtorek, 26 lutego 2013
Electro- Harmonix Stereo Polychorus- test analogowego źródła inspiracji
Wielofunkcyjne analogowe i cyfrowe
efekty gitarowe stają się coraz popularniejsze. Nie może to
dziwić, gdyż wszechstronność jest pożądaną cechą wśród
muzyków. Urządzenia, które oferują duże możliwości
w kreowaniu brzmienia i zachowują przy tym dobre parametry goszczą
przez wiele lat w pedalboardach gitarzystów. Electro-Harmonix Stereo Polychorus to kolejne dzieło ze stajni Mike’a Matthews’a,
które z powodzeniem stara się sprostać wymogom jakości
dźwięku i inspirować poszukujących nowych brzmień gitarzystów.
Stereo Polychorus to dość
dużych rozmiarów efekt i jest zasilany dołączanym do
zestawu zasilaczem. Na bocznej prawej ściance znajduje się gniazdo
Input Jack1/4'' a z lewej dwa gniazda Output Jack 1/4''- jedno Main
Out do pracy w trybie mono a drugie Output 2 do trybu stereo. Na
tylnej ściance umiejscowione jest gniazdo zasilacza. Na przedniej
płycie zainstalowane są: włącznik nożny, dioda aktywności
efektu, dioda Overload, potencjometr Feedback, przełącznik trybów
pracy Mode, przełącznik Sweep Filter, potencjometr Tune/Delay,
potencjometr Width i potencjometr Sweep Rate. Efekt jest analogowy i
został wyposażony w bypass. Jak każdy efekt Electro-Harmonixa
został wyprodukowany w U.S.A.
Trudno
jednoznacznie ocenić Electro Harmonix Stereo Polychorus. Z jednej
strony obecność wśród użytkowników takich sław
jak Adrian Below z King Crimson czy Kurt Cobain pokazuje wysoki
potencjał efektu. Samodzielny test dźwiękowy przeprowadzony
przeze mnie również wypadł bardzo pozytywnie. Mnie
osobiście najbardziej przekonały inspirujące połączenia chorusa
z delayem i bardzo duże możliwości kreowania barwy. Z drugiej
strony brakuje mi w trybie chorus tak charakterystycznego brzmienia
jakie oferuje Small Clone, którego jestem użytkownikiem ale
możliwe jest, że przez kilka lat Klonik tak „wlazł” mi w
ucho, że zwariowałem i drażni mnie inna charakterystyka dźwięku.
Do pełni szczęścia brakuje mi również możliwości zmiany
trybów pracy przez na przykład przełącznik zainstalowany
na przedniej płycie albo chociażby wyjście na footswitch, która
ułatwiłaby zadanie w czasie koncertu. Ale cóż, mamy do
czynienia z efektem analogowym więc wszystko musimy zrobić hand
made.
Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya
czwartek, 31 stycznia 2013
Electro- Harmonix Small Clone- opinia użytkownika
Dlaczego
on?
Nie będę ściemniał. Od 4 lat
używam Small Clone'a. Nie będę nawet silił się na obiektywność
bo za bardzo lubię ten efekt. Żeby
jednak zrekompensować Wam mój brak obiektywizmu napiszę o
wszystkich zaletach i wadach Small Clone'a jakie odkryłem.
Fakty
Electro- Harmonix Small Clone to
analogowy efekt gitarowy typu chorus. Urządzenie znajduje się w dużej, metalowej i bardzo
wytrzymałej obudowie. Na tylnej ścianie znajdują się dwa gniazda gitarowe typu jack 1/4'' i jedno jack
1/8'' do podłączenia zasilacza. Efekt może być również zasilany
baterią 9V. Small Clone pracuje w trybie True Bypass i jest
wyprodukowany w U.S.A. Pierwszą cechą efektu, która rzuca się w
oczy, jest ascetyczny wręcz panel sterowania. Mamy do dyspozycji
Kupić,
nie kupić- spróbować warto!
W przypadku urządzeń posiadających
określone i charakterystyczne brzmienie zawsze powstaje pytanie czy
pasują do naszej gry. Nie należy natomiast przekreślać z góry
efektu bo czegoś w nim nie ma. Może okazać się, że zalety
przewyższają ewentualne wady. Piękna, ciepła barwa, dodawanie
melodyjności, rozpoznawalne i lubiane brzmienie to niewątpliwe
zalety Small Clone.
Zachęcam do samodzielnego
przetestowanie efektu ponieważ może się okazać, że rozbudowane,
droższe urządzenia nie są wcale lepsze od Małego Klona.
Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Electro- Harmonix BIG MUFF PI- opinia sceptyka
Jak się masz stary?
Legenda mówi, że Mike Matthews,
założyciel, właściciel i główny inżynier firmy Electro-Harmonix skonstruował pierwszego Big Muff'a w 1969 r. i zaniósł go
do sklepu muzycznego Manny's Music Store
na czterdziestej ósmej ulicy w Nowym Jorku, żeby klienci ocenili
nowe dzieło. Tydzień później Metthews spotkał na ulicy
właściciela sklepu, który powiedział mu, że efekt kupił Jimi
Hendrix. Dalej było już tylko lepiej. Big Muffa używał David
Gilmour m.in. do nagrań na płyty „Animals” i „The Wall”,
Carlos Santana, gitarzyści Kiss i Thin Lizzy. W latach
osiemdziesiątych efekt inspirował i był podstawą brzmienia wielu
zespołów muzycznych z rodzącego się w Stanach Zjednoczonych nowego nurtu-
grunge. Drążąc muff'owy temat głębiej w internecie, dokopałem
się do opisów i zdjęć dużej liczby samodzielnych przeróbek i
kopii. Big Muff wiecznie żywy? Okazuje się, że tak!
Muszę Wam się do czegoś
przyznać. Nigdy nie lubiłem fuzzów. Zawsze używałem overdrive’ów
albo distortionów. Otrzymując zadanie napisania kilku słów na
temat Big Muff’a najpierw podłączyłem go i pierwszy raz w życiu
pograłem na nim. Co to jest? Warczał i bzyczał :) Jak to się
dzieje, że gitarzyści używają go z powodzeniem? Posłuchałem
wielu testów, przeczytałem dziesiątki opinii użytkowników
nieznanych i bardzo znanych. Uzbrojony w tą wiedzę ruszyłem do
sali prób aby samodzielnie przetestować Big Muff’a Pi.
Akcja bezpośrednia
Wysterowanie gitary i wzmacniacza
połączonego z efektem Electro-Harmonixa zajęło mi sporo czasu.
Jakość gitary( przetwornika) i wzmacniacza okazały się mieć
większe niż zwykle znaczenie dla uzyskania pożądanej barwy. Moim
zdaniem najważniejszym potencjometrem w tym urządzeniu jest
Sustain. Doładowuje on brzmienie instrumentu w specyficzne fuzzowo-
distortionowe przesterowanie i dodatkowo przedłuża sustain
nasuwający skojarzenie z barwą skrzypiec. Na rozkręconym
potencjometrze Volume i ściszonym prawie do końca Sustainie efekt
nadaje brzmieniu charakteru rozkręconego lampowego wzmacniacza
bardzo starej konstrukcji. Na gitarze z singlami uzyskamy w ten
sposób sound znany z pierwszych płyt Rolling Stonesów. Dokładając
do tego zestawu phaser albo Univibe, hendrixowskie odjazdy staną się
naszym udziałem. Rozkręcając sustain i tone, wzmacniacz
podgłaśniając mocno i wziąwszy do ręki gitarę z humbackerem
spróbujcie zagrać np.: Iron Man. Im dłużej na nim grałem tym
coraz bardziej zdawałem sobie sprawę z dużego potencjału
brzmieniowego tego fuzza. Jednak Big Muff to nie overdrive czy
distortion. Jego odmienna charakterystyka brzmieniowa wymusza
specyficzną artykulację i aranżację. Do tego musiałem się
przyzwyczaić. Bardzo ciekawe rzeczy dzieją się z brzmieniem Big
Muff Pi jeśli umieścimy go w szeregu efektów. Spróbujcie
poeksperymentować, bo efekt Electro- Harmonixa potrafi diametralnie
zmieniać swoje brzmienie. Czyżby w tej cesze należałoby upatrywać
sukcesu konstrukcji? A jakie Wy macie doświadczenia z Big Muff’ami?
Do czego używacie lub planujecie go używać? Czy zgadzacie się z
opinią, że tylko gitarzyści starszej daty używają Big Muff’ów?
Czy przy obecnych trendach w muzyce brzmienie fuzza jest jeszcze
cool?
Michał „Shaggy” Dolak-
Raggafaya
Electro- Harmonix THE WORM
Drodzy miłośnicy efektów
modulacyjnych! Kogo z Was stać na zakup czterech popularnych efektów
tego typu? I ile zajmą one miejsca w pedalboardzie? Prawda jest
taka, że większość z Nas może pozwolić sobie na góra dwie
kostki tego typu, ponieważ zawsze trzeba kupić jeszcze przester,
reverb , delay itd. a budżet często nie pasuje do naszych marzeń
:) Electro- Harmonix The Worm- multiefekt składający się z
czterech efektów: modulacyjna kaczka( wah-wah), phaser, tremolo i
vibrato jest próbą pogodzenia możliwości i kosztów.
Kostka wyposażona jest w
bypass i dedykowany zasilacz 24V. Kiedy pierwszy raz wziąłem The
Worm'a w ręce i spojrzałem na cenę (www.sklepgram.pl), pomyślałem
podejrzliwie, że efekt jest pewnie cyfrowy. Pierwsze zaskoczenie:
kostka jest analogowa. Potem przyszło mi na myśl, że musi być
jakiś „haczyk” i pewnie tylko jedna z pokładowych modulacji
brzmi dobrze. Pewny swojej przenikliwości uruchomiłem „robaka”.
Pamiętam szał i zachwyt jaki
towarzyszył wprowadzeniu wiele lat temu Line 6 MM4.
Cyfrowe symulacje najpopularniejszych
efektów modulacyjnych zrobiły furorę. Electro- Harmonix swoim The
Worm popchnął rozwój efektów gitarowych o kolejny krok do przodu.
Pomysł połączenia kilku efektów modulacyjnych w jednym
urządzeniu, zaczerpnięty od LINE 6, został rozwinięty poprzez w
pełni analogowy tryb pracy.Cena The Worm'a, patrząc przez pryzmat jego zalet, wydaje się bardzo korzystna. Wiem, że The Worm kupiło
już kilku polskich, znanych gitarzystów. Jak myślicie? Czym się
kierowali? Co sądzicie o pomyśle połączenia kilku efektów w
jednym urządzeniu? Zachęcam Was do bliższego przyjrzenia się
„Robaczkowi”. Być może okaże się Waszym najlepszym
przyjacielem.
Michał „Shaggy” Dolak-
Raggafaya
poniedziałek, 12 listopada 2012
Electro-Harmonix Metal Muff with Tone Booster
Electro-Harmonix Metal Muff with Tone Booster
Ale co? Przystępując do pisania tego testu, pierwszym faktem, który przyszedł mi na myśl było to, że mam dokonać opisu efektu, który mimo krótkiego czasu na rynku już zdążył zdobyć szerokie grono użytkowników. Dlatego też w nniejszym teście będę poszukiwał przyczyn niewątpliwego sukcesu Metal Muffa with Top Boost w czasach, gdy na rynku panuje tłok wśród mocnych, metalowych, analogowych przesterów.
Co my tu mamy?
Electro-Harmonix wyszedł na przeciw potrzebom gitarzystów i zaoferował im urządzenie, które wcześniej można było kupić tylko od hi- endowych, niskoseryjnych producentów efektów. Efekt opiera się na pomyśle, aby do metalowego distortiona dodać booster, który umożliwi gitarzyście "wybicie się" ponad zespół w czasie granie n.p: solówki.
Electro- Harmonix Metal Muff with Top Boost to w pełni analogowy efekt wyposażony w bypass. Na górnej stronie obudowy znajduje się sześć potencjometrów- gałek: VOL, TOP BOOST, TREBLE, MID, BASS, DIST. Na bocznych ścianach znajdziemy dwa gniazda, wejścia i wyjścia typu Jack 1/4'', natomiast na tylnej ścianie znajduje się gniazdo zasilacza. Efekt posiada również wewnętrzne gniazdo do podłączenia baterii 9V. Z prawej strony na górnej ścianie umieszczony jest włącznik nożny BYPASS, który uruchamia przester, natomiast przełącznik nożny z lewej strony BOOST uaktywnia Booster. Umieszczony na jego pokładzie distortion jest nowoczesny, jasny i chętny do współpracy. Melodyjny i użyteczny jest też na niskim poziomie przesterowania- można wtedy uzyskać brzmienie wczesnych heavy- metalowych zespołów. Wraz ze zwiększaniem poziomu DIST uzyskujemy coraz większe nasycenie- zniekształcenie. Na końcu skali jest to już death metalowy warkot rodem z piekła przy czym jeżeli używamy w gitarze porządnego humbackera dźwięk wciąż jest czytelny i zwarty. Brzmienie jest potężne i klarowne, nawiązuje charakterem do nagrań znanych współczesnych gwiazd gatunku.
Wielkim plusem jest bardzo szeroka korekcja brzmienia distortiona, która umożliwia dopasowania go do charakteru gitary i granej muzyki ( czyli w praktyce odmian metalu). Podobnie szeroki i użyteczny zakres korekcji posiada inny znany i lubiany efekt czyli Metal Zone Boss'a. Widać, że inżynierowie Electro- Harmonixa zanalizowali pożądane przez gitarzystów cechy popularnych efektów. Metal Muff, umówmy się, nie jest przeznaczony do grania bluesa, ani rocka, ani nawet hard rocka. Nie ma też specjalnie sensu podłączania go do gitar z singlami przy mostku ( chyba, że lubicie eksperymenty i piszczenie)- tylko gitara z humbackerem będzie współpracowała z nim jak należy. Metal Muff jest stworzony do grania METALU!!!
Booster, który uruchamiamy jest przełącznikiem nożnym z lewej strony efektu, posiada tylko regulację poziomu głośności. Posiada on własną barwę z wyraźnie podbitym górnym pasmem częstotliwości. To sprawia, że instrumentaliście łatwiej jest być słyszalnym „ w tłumie”. Widziałem też gitarzystę ze znajomej kapeli trash metalowej, który wykorzystywał Metal Muff'owy booster jako swoisty equalizer, czyli dostosowywał booster do poziomu głośności głównego distortiona i używał go do „rozjaśniania” szybkich motywów. Charakter brzmienia boostera sprawia, że łatwo gra się z jego pomocą wszelkie sztuczne flażolety, piski i „spadające bomby”. Dodam jeszcze, że booster można uruchomić tylko, gdy distortion jest włączony. Nie jest to wada, nie potrzebujemy do grania metalu lekkiego crunchu (barwa czysta plus booster) używanego w bluesie i rocku.
Gloria czy potępienie?
Jak ocenić Metal Muff'a w.T.B? Przyjrzyjmy się jego jeszcze raz jego głównym cechom. Umieszczony na pokładzie bypass, dołożony do distortiona booster ( dwa efekty w jednym), amerykańska produkcja, wysoka jakość wykonania i pancerna, trwała obudowa( gwarantująca przeżycie urządzenia na scenicznym polu bitwy) to niewątpliwe zalety. Nowoczesne, bardzo użyteczne i zachęcające do produkowania wściekłych riffów i diabelskich solówek brzmienie znalazło już wielu miłośników. Szerokie możliwości kształtowania barwy distortiona plus booster z własną, sprawdzającą się znakomicie w metalowych aranżacjach charakterystyką brzmieniową też działają na jego korzyść. Na koniec warto zwrócić uwagę na koszt zakupu urządzenia u polskiego dystrybutora (sklepgram.pl) w porównaniu z dwoma lub trzema innymi popularnymi, analogowymi distortionami do metalowej muzyki ( moim zdaniem to konstrukcja BOSS MT-2, DIGITECH TL-2, MXR Fullbore Metal). Już sprawdziliście ceny? I pamiętajcie, że Metal Muff ma jeszcze booster :) Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya
Subskrybuj:
Posty (Atom)


