piątek, 12 czerwca 2015

Carl Martin Dual Injection - Dwa boostery w jednym

Boosty to niezwykle przydatny rodzaj efektów, ale nie są one zbyt skomplikowane, lub uwodzicielskie swą nowością czy efekciarstwem by nieustannie wzbudzać tyle emocji u gitarzystów na różnych forach internetowych. Chociaż istnieją na rynku inne solidne efekty boost, niektóre nawet podwójne, Dual Injection naprawdę wnosi coś nowego do tej rodzinki dzięki innowacyjnej serii, równoległej pracy i przydatnej konfiguracji I/O. Daje to niezwykłą wszechstronność i możliwość zrobienia więcej, niż każdy inny znany mi pojedynczy pedał boost.
Mając dwa niezależne poziomy Boost w jednym pedale, ale mogąc je podzielić i uruchomić równolegle w różnych punktach łańcucha efektów (lub zostawić jeden z przodu, a drugi podłączony do wzmacniacza) daje Dual Injection jeszcze więcej użyteczności i elastyczności. Nie wspominając o samym dobrym brzmieniu tego efektu, oraz dostępnej przyzwoitej ilości boostu (przy użyciu obu naraz wręcz ogromnej).

W łączącym dwa analogowe boostery Hot Drive'n Boost, o dobrze znanej, wysokiej jakości mamy do dyspozycji dwie oddzielne gałki poziomu oraz przełączenie True Bypass, jak i dwa podwójne gniazda wyjściowe i wejściowe, co pozwala na kilka naprawdę odjechanych kombinacji w pętli efektów. Zasilanie zapewnia standardowa wewnętrzna bateria 9V albo podłączony zewnętrznie wzmacniacz.

Wszystko to sprawia, że Dual Injection od Carl Martin to doskonały wybór przy szukaniu boosta nawet dla najbardziej wymagających.

Carl Martin Bass Drive - niebieskie światełko w tunelu dla basistów

Carl Martin postanowił odtworzyć dźwięki bogów basu ze szkoły klasycznego rocka, takich jak John Entwistle i Jack Bruce. Wraz z Bass Drive wydano efekt na tyle wyróżniający się swoimi brzmieniami, że zaraz po włączeniu pozwala basiście wkroczyć w zupełnie szerszą płaszczyznę możliwości.

Nowy Bass Drive od Carl Martin wykorzystuje każdy cal swej przerośniętej powierzchni, pięć kontrolek i charakterystyczna, błękitna lampka elektronowa oraz trzyzakresowy equalizer, nagłośniony pod kątem basu oferuje wyjątkową na skalę basu, barwną paletę tonów. Grit nadawany przez kontrolkę Gain reguluje brzmienie od ornery grunt do agresywnego grindu. Z przekręconymi d tyłu kontrolkami Gain, Middle i High, Bass Drive zamienia zwykle sterylne, surowe brzmienie czterostrunowego basu w miękkie, przyjemne tony, zmiękczając edge i jednocześnie pozwalając basowi odetchnąć. Dla bardziej progresywnego brzmienia można podkręcić Middle oraz Gain, co doda nam charakterystyczny szczęk przy krawędziówkach.

Jest to dokładnie to słynne, rozpoznawalne brzmienie Johna Entwistle z The Who, duże, okrągłe i z idealną ilością sustainu, by wkręcić bas w resztę instrumentów, zarówno przy nagraniach w studio, jak i koncertach na żywo. Kontrolka Drive łączy równomiernie brzmienie efektu z czystymi tonami basu, zamiast je pokrywać, jak w wielu innych efektach i naturalnie utrzymuje pełny bottom-end. Kontrolki Gain, Bass, Middle, High, i Level dbają o właściwe dźwięki, a regulowany i przełączany zasilacz (115-240V) zapewnia mnóstwo headroom'u.


czwartek, 11 czerwca 2015

Carl Martin HeadRoom Reverb - prawdziwe sprężyny pogłosowe pod twoją stopą

Istnieje mnóstwo cyfrowych efektów, mających naśladować dźwięk sprężyn pogłosowych i wiele z nich sprawdza się naprawdę dobrze, ale niektórzy muzycy potrzebują czegoś więcej, czegoś zupełnie nieprzeciętnego w całej swej elektromechanicznej okazałości.
Cóż, można sięgnąć po wzmacniacz z wbudowaną sprężyną, zakładając, że reszta jego brzmień i funkcji będzie nam pasować i faktycznie potrzebujemy zmiany wzmacniaczy. Można też sięgnąć po samodzielnego po ol' daddy'ego wzmacniaczy lampowych - Fender Spring Reverb i dodać go do naszego zestawu, jednak będzie to kosztowne i raczej niewygodne w użytku scenicznym.
Dlaczego jednak nie pójść na trzecią opcję i do pedalboardu dodać kostkę z prawdziwym pogłosem sprężynowym - wygodny w użyciu i zawsze gotowy do akcji tuż pod stopą. Wydawać by się mogło, że każdy efekt z pogłosem musiałby być dość spory, by pomieścić te sprężyny, ale HeadRoom od Carl Martin, nie jest o dziwo taki duży, porównywalny rozmiarami do dwóch zetkniętych ze sobą Big Muffów. Co więcej można go odpalić z PP3 albo standardowego zasilacza 9V, oszczędzając jeszcze więcej miejsca na pedalboardzie. Mając pojedyncze wejście i wyjście, HeadRoom oferuje dwie głębie pogłosu (A i B), każde z własnymi pokrętłami, odpowiadającymi za ton i poziom efektu. Dwa ładnie rozmieszczone przyciski nożne zadbają o wszystko - jeden do bypassu, a drugi do przełączania trybu pracy.

W samym sercu HeadRoom znajduje się podobne do tych z mniejszych wzmacniaczy Federa, urządzenie z trzema sprężynami, a brzmienie efektu wydaje się mieć do Federów niemal rodzinne podobieństwo. Generowane z tych samych sprężyn pogłosy A i B są wstępnie identyczne, różnice w nich opierają się w całości na operowaniu pokrętłami. To odpowiadające za poziom efektu, przenosi brzmienie od zupełnie czystego dźwięku, aż do głębokiego, surfującego twangu w miarę obracania pokrętła. Jest to wysokiej jakości pogłos, który działa raczej jako nieodłączna część ogólnego brzmienia gitary, niż coś do niej podpiętego, a dzięki dwóm ustalonym ustawieniom na pulpicie, zawsze można szybko przejść od ambientowej aury do czegoś, co możemy uznać za celowy efekt.

Tak jak w innych wzmacniaczach Fendera, z podkręconym pogłosem, przełączając HeadRoom zwykle wywołuje się ze wzmacniacza głośne łupnięcie, naciskając stopą na przełącznik, jednak producent poradził sobie z tym, zawieszając sprężyny wewnątrz obudowy dla dodatkowej izolacji oraz dodając grube gumowe nóżki na powierzchni pedału.

Dźwiękowo HeadRoom Reverb to prawdziwy rarytas, i pod warunkiem, iż nie przeszkadza nam fakt, że na pedalboardzie zajmie przestrzeń spokojnie wystarczającą na dwa lub trzy normalne kostki to ten efekt jest idealnym sposobem na dorwanie się do prawdziwego dźwięku pogłosu sprężynowego bez bawienia się w analogi.
Idealny wybór dla każdego, mającego ochotę na trochę prawdziwego splendoru retro i  twangu.


wtorek, 9 czerwca 2015

EHX C9 Organ Machine - Keytara z jednym przyciskiem ?

Dźwięk Hammonda B3, podłączonego do szalejącego Marshall Stack'a jest bez wątpienia jednym z najprzyjemniejszych (obok gitary!) brzmień rockowych. Jakiż lepszy tego przykład niż pierwsze klawisze Deep Purple, ożywione palcami Jona Lorda, gra Ricka Wakemana w Yes, Keitha Emersona i wielu innych muzyków z pierwszych dni świetności progressive rocka ?
Gitarzyści, którzy chcieli wykorzystać energię tych brzmień bez nauki gry na keybordzie, musieli uciekać się do drogich (i niewygodnych) zestawów syntezatorów gitarowych. Teraz Electro-Harmonix podaje nam inne rozwiązanie, tańsze i proste w obsłudze - C9 Organ Machine.

Przed przejściem do konkretów warto wspomnieć, iż EHX C9 to siostrzane urządzenie innego dziecka EHX, B9, na którego to sukcesie kolejna wersja powstała zaledwie w sześć miesięcy później, jednak w odróżnieniu od poprzednika, ta kostka skupia się bardziej na najbardziej klasycznych z brzmień organowych, jakie tylko jesteśmy sobie w stanie automatycznie przypomnieć, gdy myślimy o organach. Oba produkty różnią się jednak zestawami dziewięciu różnych brzmień organowych. Z tego powodu zapewnienia producenta o świetnej współpracy obu efektów, nie są tylko komercyjnym chwytem, B9 i C9 są w stanie świetnie uzupełniać się odmiennymi brzmieniami albo odegrać dwa keybordy grające równocześnie (przy odpowiednim operowaniu przełącznikami nawet jeszcze z samym brzmieniem gitary).
Ale na powrót do meritum,

C9 Organ Machine oferuje dziewięć różnych ustawień dźwięku organów, wliczając w to imitowanie różnych brzmień z Hammonda, Farfisa, Voxa, Clavioliny oraz nawet podobne do Mellotrona. Pedał posiada oddzielne wejście mono i gniazdka wyjściowe dla nieprzesterowanych gitar oraz przetworzonych sygnałów organowych. Mamy dwa osobne pokrętła do regulowania głośności czystego dźwięku gitary oraz głośności efektu organów. Gałka MOD zmienia szybkość modulacji, a CLICK kontroluje, zależnie od akurat wybranego ustawienia perkusyjny dźwięk "Key Click", mający zasadnicze znaczenie dla wielu rockowych organów, jak również głębokość modulacji.

W przeciwieństwie do syntezatora gitarowego, który może wymagać skrupulatnych i pracochłonnych ustawień do skutecznego wykorzystania, C9 to prawdziwe urządzenie plug-and-play. Trzeba jednak pamiętać, że mimo doskonałego naśladowania klawiszy, w rękach wciąż mamy gitarę i aby w pełni odwzorować realistycznie organy trzeba zacząć myśleć jak klawiszowiec. Można nawet uciec się do tappingu, chociaż przy harmonicu albo pick squealsach możemy wywołać nieprzewidywalne efekty i to nawet nie koniecznie pasujące do czegokolwiek. Nuty wciąż będą jednak utrzymywać się na stałym poziomie, chyba że struny zostaną wyciszone lub drgania nie są już dość silne.

Bezdyskusyjnie inżynierowie Electro-Harmonixa już nie raz udowodnili, że znają się na rzeczy i C9 śmiało można uznać za jeden z najlepszych efektów keybordowych i jeśli komuś to przeszkadza, to można ponarzekać co najwyżej na jedną rzecz. Korzystając z kanału do wzmacniacza czystej gitary i kanału do wzmacniacza keybordowego, oczekiwałbym, że w by-passowanym urządzeniu sygnał od gitary nie będzie uciekał do kanału organów, ale z jakiegoś powodu tak się dzieje. W efekcie przy wyłączonym efekcie organów dostajemy dwa kanały gitarowe... Nie żeby była to znaczna przeszkoda, ale myślę, że można się spodziewać jakichś modyfikacji od producenta.

Podsumowując, różnorodność dźwięków w C9 jest wprost zabójcza, zwłaszcza jeśli grasz covery Deep Purple, The Doors, Beatlesów czy Led Zeppelin, a nawet garażowy rock z lat 60'.C9 brzmi cudownie agresywnie, przy gitarowym wzmacniaczu z przesterem, a dźwięki organowe są tak realistyczne, że publiczność będzie się zastanawiać, gdzie masz ukryte klawisze.
Ten nowy zestaw barw organowych o intuicyjnej i przyjemnej obsłudze, można nawet uznać za równie rewolucyjny co B9 powiew świeżości. C9 Organ Machine, może choćby posłużyć za spory krok ku ułatwieniu życia multiinstrumentalistów, choć akurat ciężko sobie wyobrazić Zakka Wylde'a żegnającego się ze swoim epickim fortepianem od BLS (no może poza teledyskiem do 'In this River'), niemniej nowostka od Electro-Harmonix i jemu mogłaby wpaść w oko


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Carl Martin Purple Moon - Fuzzin' classic



Carl regularnie spędza część swojego wolnego czasu na słuchaniu starych płyt z lat 60-tych i 70-tych. Co przyczyniło się do znalezienia nagrań, które zainspirowały go, aby utworzyć nowy pedał ? Teraz pomyśl o Jimi Hendrixe i the Band of Gypsies, Robin Trower’s  Bridge of Sighs, bądź prawie wszystko od Davida Gilmoura, a następnie otwórz swój twórczy umysł na Carl martin Purple Moon! 

Purple Moon jest jedynym True Bypass'em w całości analogowym, podwójną prędkością Vibe z Fuzzem i możliwością do odtworzenia tych samych klasycznych dźwięków, które zainspirowały Carla. Podobnie jak reszta kostek w Vintage Series, Puple Moon, odlane we własnym, specjalnym kolorze ma dwie mini-gałki dla łatwości obsługi i wysokiej jakości przełączania, dobrze widoczne diody LED oraz możliwością wyboru między baterią 9V, a odpowiednim transformatorem. (zaleca się używanie jakościowo sprawdzonego zasilacza dla maksymalnego efektu)

Dość ambitnym wyzwaniem musiało być dla producenta pomieszczenie tak wiele - praktycznie rzecz biorąc dwóch efektów - w jednej wygodnej kostce, a także połączenie ich w tak wymykający się konwencjonalności sposób. 

W zamian za przecierpienie nieco ciasno upchanych kontrolek i braku miejsca na oddzielne przełączniki Fuzz oraz Vibe, dostajemy możliwość przełączania między dwoma ustawieniami szybkości Vibe, co może być całkiem przydatne, a jest to funkcja, którą poza Purple Moon oferuje nam niewiele Vibe'ów. To, w połączeniu ze znakomitą jakością dźwięku czyni z niego wartościowy nabytek wśród nastawionych na Vibe kostek - Fuzz odbierając w kategorii przyjemnego dodatku. Inni oczywiście, łącząc Vibe i Fuzz znajdą z kolei dokładnie takie klasycznie urozmaicone brzmienia, jakich szukają. Zaletą Fuzzu jest też tu jego grube, nasycone brzmienie, ale umiejscowienie pokrętła na Purple Moon i konfiguracja jego przełączeń sprawiają, że o wiele trudniej używać go niezależnie od Vibe'u. Jednakże, to właśnie interakcja między tymi dwoma efektami oferuje najwięcej kreatywnemu gitarzyście, a jakość dźwięku i zakres regulacji bez wątpienia zachęci wielu muzyków do przesiadywania całych godzin nad wyłapywaniem interesujących dźwięków. 

Na pewno jest to kostka z dużym polem do popisu i zabawy z jej wieloma fantastycznymi brzmieniami i nieszablonowym podejściem do projektu, które dało ciekawy rezultat. Definitywnie warta sprawdzenia, przy nadarzającej się okazji!

Octa-Switch MK3 - Kolejne wcielenie najlepszego przełącznika efektów gitarowych.


\Jako gitarzysta masz pewnie z osiem kostek gitarowych, których regularnie używasz w różnych kombinacjach, przy każdym kawałku, ale nie jesteś fanem stepowania po efektach i często zdarza ci się przycisnąć nie ten pedał co trzeba i to w najmniej odpowiednim momencie, rujnując grany właśnie cover Slash'a. Widziałeś kontrolery efektów jakich używają na dużych scenach i skrycie marzysz o czymś takim dla siebie, nawet gdybyś nigdy na wielką scenę nie miał trafić. Czas spojrzeć na OCTA-SWITCH MK3 Thomasa GuldmannaTwoje efekty wpinasz w wejścia z tyłu i włączając, lub wyłączając ponumerowane przełączniki w każdym z ośmiu zestawów przełączników DIP, możesz wybrać których efektów chcesz użyć na przemian w każdym zestawie. Dla każdego efektu w danym zestawie dodana jest niebieska lampka LED (więc kiedy już zaprogramujesz i naciśniesz na zestaw nr 6 zobaczysz lampki wszystkich efektów w tym zestawie i lampkę samego zestawu).OCTA-SWITCH MK3 posiada również kilka nowych cech. Dziewiąty przełącznik z lewej strony, pozwala całkowicie ominąć efekt i cieszyć się czystym, nie zakłóconym brzmieniem twojego wzmacniacza. Posiada również dwa wejścia, które pozwalają ci podłączyć się do dwóch wzmacniaczy jednocześnie, lub na przemian. Po zaprogramowaniu wszystkich zestawów zalecamy zaklejenie taśmą każdego przełącznika DIP (...po prostu aby uchronić go przed przypadkowym przełączeniem, uszkodzeniem, lub zalaniem ...np. piwem :) ). Jest też wejście Mono i wyście Stereo, a zasilanie to dwie baterie 9V, albo zasilacze, takie jak Big John, czy Pro Power (oba od Carla Martina). 


Od czego zacząć ?


Żeby ustawić OCTA-SWITCH MK3, podłącz swoje efekty i wzmacniacze do odpowiednich wejść i wyjść z tyłu kontrolera. Pedały możesz podłączyć w każdej konfiguracji, jakiej tylko sobie zażyczysz albo trzymać się zwyczajowo od 1 do 8 kompresorów, przesterów i modulatorów. Wtedy włączając ponumerowane przełączniki w każdym z ośmiu zestawów DIP, wybierzesz efekty będziesz po kolei używał w każdym zestawie. żeby efekty działały poprawnie z OCTA-SWITCH muszą być włączone.

(Tutaj szybka rada sceniczna - są efekty, których używasz tylko od czasu do czasu, warto je więc wyłączać, a potem włączać, gdyż zgromadzone napięcie może wywołać małe spięcia - najlepiej robić to pod koniec granego kawałka).
Proszę zauważyć, że przełączniki DIP są suwakowe, łatwo je więc ustawić przy pomocy małego śrubokręta, długopisu, albo bardzo, bardzo małego paluszka. Z tyłu urządzenia znajdziemy przełącznik do buforowanego, lub nie, bypassu, przez który wybierasz swoje preferencje w zależności od warunków na scenie albo twoich upodobań. Wiadomo, że na dużych scenach, przez znaczną długość kabla zatraca się wysokie tony w gitarze. Twórca efektu wbudował więc bufor na wejściu, tak że grający może mieć 100% czysty bypass, albo zbuforowany i o wiele mocniejszy sygnał. 

Co jeszcze ?

OCTA-SWITCH ma wyjścia i powrót stereo na wyjściu 8, specjalnie do użycia z chorusami stereo.
Jeżeli chodzi o przełącznik wejść kanałów wzmacniaczy, to podobnie jak przełączniki zestawów posiadają one włączniki DIP z zieloną, lub czerwoną lampką LED. Im też podporządkowujemy dane zestawy. Tak że jeśli np. programując zestaw 6 np. dołączymy do wzmacniacza 1, to włączając ten zestaw będzie on automatycznie działał z tym wzmacniaczem.
Zauważmy też, że różne wzmacniacze i różni producenci stosują odmienne systemy podłączeń. Jeżeli więc twój wzmacniacz po włączeniu do OCTA-SWITCH nie brzmi tak jak byś chciał sugerujemy udać się do twojego lokalnego serwisu i poprosić o zmianę podłączenia - powinno to być prostą czynnością. Mimo to, ze względu na twoje bezpieczeństwo sugerujemy nie otwierać nic samemu i nie "grzebać" w elektronice, chyba że masz do tego kwalifikacje (albo sporego farta).

Specyfikacja:
Wymiary  510x135x55 mm (dł x szer x wys)
Waga 2,3 kg
Zasilanie   2x bateria 9V (ok. 10 godzin pracy przy normalnym użytkowaniu)
....zalecam jednak użycie jednego z zasilaczy Carl Martin, jak Big John, czy Pro Power - 9V, 400mA




sobota, 21 września 2013

Electro- Harmonix Memory Toy- „No one does analog like EHX”

Każdy gitarzysta musi odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest ważniejsze? Czy rozbudowane możliwości wyboru np.:symulacji (emulacji) wzmacniaczy, efektów albo typów kolumn głośnikowych uzyskiwane dzięki multiefektom modelowanym, czy klasyczny analogowy sprzęt o bardzo dobrym brzmieniu głównym, który zwykle pasuje do grania w jednym gatunku muzycznym? Niezależnie od tego jak odpowiemy sobie na to pytanie i w którą pójdziemy stronę powinniśmy szukać sprzętu, którego konstruktorzy zdają sobie sprawę z istnienia tych dwóch światów i z różnic między nimi. Electro-Harmonix Memory Toy zalicza się do grupy analogowej i posiada najważniejszą cechę tradycyjnych efektów- bardzo dobre brzmienie.
EHX Memory ToyElectro Harmonix Memory Toy jest analogowym efektem typu delay. Urządzenie jest umieszczone w małym metalowym opakowaniu charakterystycznym dla serii Nano. Na przednim panelu znajdują się włącznik nożny, dioda aktywności efektu, przełącznik MOD uruchamiający Chorus, trzy potencjometry/ gałki DELAY, BLEND i FEEDBACK. Na prawej ściance znajduje się gniazdo gitarowe IN typu Jack 1/4'', na lewej ściance odnajdziemy gniazdo gitarowe AMP (OUT) typu Jack 1,4''. W tylnej ściance zamontowano gniazdo zasilacza 9V. Efekt posiada możliwość zasilania baterią 9V lecz jak to często z delay'ami bywa, bateria zużywa się dość szybko więc lepiej wyposażyć się w zasilacz. Delay działa w zakresie od 30 do 550 ms i posiada true bypass.
Muszę stwierdzić, że miałem wątpliwości czy efekt zaliczany do „budżetowej” serii Nano sprosta hasłom reklamowym. Dlatego pierwszą rzeczą, którą sprawdziłem po uruchomieniu Memory Toy było to, jakie efekt produkuje pasmo w czasie pracy i jak true bypass działa w rzeczywistości. Zaskoczenie moje było duże, gdy okazało się, że „zabaweczka” nie obcina pasm w gitarze i subtelnie podbija pasma wyższe środkowe co dodaje barwie melodyjności i „miękkości” tak poszukiwanej i cenionej w analogowych echach. To podbicie porównuję charakterystyką do podbicia pasm w Small Clone ale jest delikatniejsze. Natomiast true bypass jest skuteczny czyli powoduje, że efekt wyłączony przepuszcza sygnał bez zniekształceń. Pierwszy, bardzo ważny test zastał przez echo Electro-Harmonix'a zaliczony. Dodam, że takie cechy nie są częste w urządzeniach tego przedziału cenowego. Bardzo spodobało mi się działanie potencjometru BLEND, który nie ingeruje w brzmienie niezależnie od pozycji i płynnie oraz naturalnie miesza sygnały co w przypadku niektórych efektów wcale nie jest takie oczywiste. Testy delay'ów rozpoczynam zwykle od zagrywek z wykorzystaniem krótkiego echa tzw. slap back. Zagrywki na singlach w stylu surf guitar brzmią przekonująco i odpowiednio „strzelająco”. Subtelnie podbita barwa efektu szczególnie efektywnie wypada w chwili uruchomienia przesteru do solówki, dźwięk ładnie przebija się w miksie i zyskuje na melodyjności. Na uwagę zasługuje też sposób wybrzmiewania powtórzeń, który sprawia, że każde kolejne powtórzenie jest cichsze (co normalne) oraz szybciej niż w znanych mi echach staje się ciemne i matowe. Ta cecha sprawia, że efekt charakterystyką nawiązuje do klasycznych taśmowych delay'ów. Czy lubicie takie brzmienie vintage czy nie, muszę przyznać, że Memory Toy oferuje rasowy i charakterystyczny dźwięk. Tajną bronią, którą inżynierowie zainstalowali jest pokładowa modulacja powtórzeń. Producent podaje, że efekt typu chorus został zaczerpnięty z kultowego już Deluxe Memory Man. Jak to działa? Chorus zostaje nałożony na powtórzenia, jest dość głęboki w działaniu, przypomina sposób pracy klasycznego Vibrato i dodatkowo przestraja dźwięki powtórzeń. Brzmi on dobrze, ostatecznie przypisuje charakter efektu do stylistyki vintage i jest bardzo inspirujący. Dodam jeszcze, że charakter pracy chorusa jest dość niezwykły, dźwięk zdaje się lśnić i ...nieprzypomina chorusa a bliżej mu do Stereo Electric Mistress (chorus i flanger użyte jednocześnie). Na tym brzmieniu szczególnie pozytywnie wychodzą pełne akordy z wolnymi powtórzeniami delay'a i z lekkim crunchem. Klimat, melodyjność i jakość- czego chcieć więcej ?
Nie bardzo wierzyłem, że to małe echo sprawdzi się w realnym użyciu. Tymczasem zostałem mile zaskoczony. W swoich testach staram się pisać o zaletach i wadach lub przynajmniej o wątpliwych cechach opisywanych urządzeń. Długo zastanawiałem się o co mam „przyczepić”się do Memory Toy. Znalazłem tylko jedną rzecz, którą chciałbym zmienić a mianowicie domalowałbym skalę do potencjometrów dla szybkiej i bezbłędnej zmiany ustawień. Cechy, które przemawiają na korzyść efektu to: naturalny, analogowy i bogaty dźwięk, szeroki zakres produkowanych powtórzeń, niewystępowanie „dziur jakościowych” w poszczególnych ustawieniach, świetnie brzmiąca i inspirująca pokładowa modulacja oraz cena, która pasuje do urządzeń niższej klasy. Na zakończenie dodam, że Electro-Harmonix Memory Toy rozłożył na łopatki w bezpośrednim teście mój cyfrowy, stary, japoński delay znanej firmy z którego byłem zadowolony. Teraz będę zadowolony dopiero, kiedy kupię swojego Memory Toy.

Michał „Shaggy” Dolak

wtorek, 17 września 2013

Electro- Harmonix Micro POG- im więcej tym lepiej...

Co ma zrobić gitarzysta, gdy zda sobie sprawę, że jego instrument brzmi płasko, bez przestrzeni i po prostu nudno? Dokąd ma pójść biedny szarpidrut, który zazdrości koledze klawiszowcowi jego stereofonicznych, pełnych niesamowitych efektów brzmień? Otóż taki delikwent rozpoczyna poszukiwania! Przemierza doliny chorusów i wybrzeża flangerów. Zapuszcza się na bezkresne przestrzenie kraju reverbów i sąsiadujące z nimi
EHX Micro Pog
góry delayów. Myśli nawet o multiefektolandzie. Tymczasem rozwiązaniem problemu może być wizyta w królestwie oktawerów! Jak to?!- zakrzykną sceptycy. Funkowy efekt dla poważnych gitarzystów?Tak samo myślałem dopóki nie odpaliłem Micro POG Electro-Harmonix.
Electro-Harmonix Micro POG to efekt gitarowy- polifoniczny generator oktaw. Urządzenie jest wyposażone w bypass i zostało wyprodukowane w U.S.A. Na przednim górnym panelu znajduje się włącznik nożny, dioda aktywności urządzenia i trzy potencjometry- gałki: DRY, SUB OCTAVE i OCTAVE UP. Na prawej ściance znajdziemy gniazdo gitarowe IN typu Jack 1/4''. Na lewej ściance zamontowane są dwa gniazda gitarowe typu Jack 1/4''- DRY OUT (sygnał przepuszczony przez efekt) i EFFECT OUT (sygnał gitary bez efektu). Na tylnej ściance odnajdziemy gniazdo do podłączenia zasilacza, który producent dołączył do zestawu. Efekt nie posiada możliwości zasilania bateryjnego.
Micro POG Electro-Harmonix powstał jako prostsza wersja kultowego POG i POG 2.W odróżnieniu od bardziej rozbudowanych „starszych braci” efekt posiada możliwość generowania „tylko” jednej oktawy w górę i jednej w dół. Praktyczne użycie pokazuje, że to wystarcza do kreowania pożądanego efektu. Jak działa Micro POG? Najprościej rzecz ujmując: potencjometr DRY steruje głośnością czystego sygnału z gitary (skręcony do zera wycina czysty sygnał), potencjometr SUB OCTAVE steruje głośnością generowanej oktawy niższej (skręcony do zera wycina sygnał oktawy -1), potencjometr OCTAVE UP steruje głośnością generowanej oktawy wyższej (skręcony do zera wycina sygnał oktawy +1). Na barwie czystej możemy użyć Micro POG-a do rozszerzenia skali dźwięku. Wystarczy przemieszać wedle gustu sygnał podstawowy z oktawami (-1) i (+1) aby uzyskać szeroką, słyszalną w dolnych i górnych rejestrach gitarę, która dodatkowo dużo lepiej będzie słyszalna w całym miksie z zespołem. W tej konfiguracji otrzymujemy brzmienie nawiązujące do gitary 12 strunowej. Generatory oktaw (-1) i ( +1) nie zamulają, nie słychać dziur w dźwiękach nawet przy szybkim kostkowaniu albo w arpegiach. Oktawa (-1) produkuje sygnał czysty natomiast oktawa (+1) proponuje dźwięk lekko przetworzony „syntezatorowo”, który jednak świetnie współgra z dwoma pozostałymi oktawami. Jeśli na pierwszy plan wysuniemy oktawę (+1), oktawę (-1) też mocno podkręcimy a czysty sygnał ściszymy to uzyskamy dźwięk imitujący organy kościelne- spróbujcie dodać do tego ustawienia jakiś efekt modulacyjny np.: phaser to uzyskacie inspirujące brzmienie w stylu głośników Leslie. Gitarzysta nagrywający w domowym studio nie ma basu? Nic prostszego! Potencjometry DRY i OCTAVE UP na zero a SUB OCTAVE rozkręcamy i uzyskujemy gitarę basową. Ale prawdziwa zabawa zaczyna się z przesterami, które z w kooperacji z Micro POG brzmią bardzo dobrze. Mi osobiście najbardziej przypadły do gustu brzmienia rodem z pierwszej płyty Rage Against The Machine czyli sygnał czysty, oktawa (-1), odrobina oktawy (+1)mocny distortion i oczywiście singiel przy gryfie. Angażując przester typu high gain szczególnie korzystnie zabrzmiała konfiguracja z sygnałem czystym, oktawą (-1) i bez oktawy (+1)- oba sygnały były wyraźnie słyszalne, szybkie granie było selektywne a palm muting (szczególnie w oktawie -1) był naturalny.
Dlaczego Micro POG jest tak dobry i popularny? Jest kompaktowy więc zabiera mało miejsca w pedalboardzie. Jest solidnie wykonany i według użytkowników nie psuje się. Jest jedynym dostępnym na rynku kompaktowym oktawerem wyposażonym w wyższą oktawę (+1)- zwykle ta funkcja występuje w droższych, rozbudowanych urządzeniach. Efekt sprawia dużo frajdy, jest niezwykle inspirujący i dobrze współpracuje z singlami i humbackerami. Micro POG posiada też rzadką wśród efektów gitarowych cechę- praktycznie w każdym ustawieniu urządzenie brzmi dobrze. Tu nie trzeba kombinować, od deski do deski czytać instrukcję czy przeglądać na Youtube filmiki prezentacyjne. POG- i zostały również docenione i wykorzystane w nagraniach wielu artystów m.in: White Stripes, Foo Fighters, RATM, Muse, Queens Of The Stone Age czy Joe Satriani. Zachęcam Was gorąco Gitarzyści do wypróbowania Micro POG-a ponieważ może on rozszerzyć i uatrakcyjnić Wasze brzmienie oraz co ważniejsze zainspirować Was do poszukiwań i pomóc w tworzeniu nowej muzyki.


Michał „Shaggy” Dolak

piątek, 13 września 2013

Electro-Harmonix TONE TATTOO - Nowojorski Eksperyment

Firma Electro-Harmonix zawsze była znana z nowatorskich rozwiązań a swoimi produktami wyznaczała nowe standardy. Tym razem nowojorczycy stworzyli pierwszy w swojej ofercie i kolejny z ledwie kilku dostępnych na rynku w pełni analogowy multiefekt, zawierający trzy popularne efekty typu distortion, chorus i delay. Czy eksperyment się udał? Czy Electro-Harmonix Tone Tatoo zapoczątkuje nową jakość czy też skończy na śmietniku efektowej historii? Czas pokaże ja natomiast napiszę kilka słów o urządzeniu, które od początku wywołało u mnie bardzo mieszane uczucia.
Tone Tatto Electro-Harmonix Tone Tatoo jest w pełni analogowym multiefektem wyposażonym w bypass. Efekt zasilany jest dołączonym do zestawu zasilaczem 9V. Na przedniej górnej płytce znajdują się trzy włączniki nożne uruchamiające niezależnie działające efekty: Metal Muff (distortion), Neo Clone (chorus), Memory Toy (delay) oraz potencjometry, przełączniki i diody do kontrolowania parametrów. Na bocznych ściankach zainstalowano gniazda gitarowe IN i OUT typu Jack 1/4''. Sercem tego analogowego „tria'' jest Metal Muff i to on determinuje przeznaczenie stylistyczne urządzenia. Powiedzmy sobie szczerze- na M.M. ukręcimy rasowy, dość nowoczesny METALOWY sound i raczej nic poza tym. Jeżeli gitarzysta właśnie tego szuka to M.M. wykona swoje zadanie. Metal Muff'em sterujemy poprzez potencjometry: VOLUME, DRIVE, TREBLE i BASS. Do kontroli nad środkiem pasma przeznaczono trójpozycyjny przełącznik SCOOP- wycinający wysoki środek albo niski środek natomiast w pozycji OFF nie ingerujemy w środkowe pasmo. Działa to dość sprawnie, tryb SCOOP- HI lub SCOOP- LO szczególnie przyda się w zespołach z dwoma gitarami do podziału pasm ja natomiast wolałbym dostać w to miejsce tradycyjny potencjometr MID. Pozytywną nowością na pokładzie Metal Muff'a jest bramka szumów, uruchamiana przyciskiem GATE, czułość jej regulujemy małym potencjometrem TRESHOLD. Gdy włączamy bramkę,dioda aktywności METAL MUFF'a z czerwonej zmienia się na zieloną. Kolejnym efektem w łańcuchu jest chorus Neo Clone, który brzmi bardzo przezwoicie a na pewno dużo lepiej niż Nano Clone mimo iż pochodzą z tej samej serii El Nano. Do dyspozycji mamy potencjometr RATE,którym regulujemy szybkość „falowania” oraz przełącznik DEPTH do zmiany głębokości i charakteru chorusa. Neo Clone oferuje nam tłuste i dobrze przetwarzające zarówno czysty jaki przesterowany sygnał brzmienie znane z legendarnego Small Clone'a. Gdy uruchamiamy przycisk DEPTH dioda aktywności Neo Clone'a zmienia swój kolor z czerwonego na zieloną. Ostatnim efektem w łańcuchu jest Memory Toy- sterowanie nim odbywa się za pomocą
potencjometrów DELAY, FEEDBACK, BLEND i tu kolejna nowość- GAIN oferujący wzmocnienie sygnału od 0 dB do +23 dB. Sam delay oferuje dość miękki i ciepły sposób przetwarzania sygnału i pracuje w zakresie od 30 do 550 ms oczywiście w trybie analogowym. Zainstalowanie potencjometru GAIN na pokład Memory Toy'a wydaje mi się strzałem w dziesiątkę. Delay włączony na solówkę ma sens a Gain podciągnie głośność do pożądanej. Możemy też gainem „przybrudzić” powtórzenia, oczywiście warto wtedy zmiejszyć nasycenie blendem dla zachowania przejrzystości barwy. A skręcając do zera potencjometry delaya i rozkręcając gain otrzymujemy booster.
W Electro-Harmonix Tone Tattoo podoba mi się jakość brzmienia- efekt produkuje zawodowy dźwięk. Użyte efekty gitarowe to uznane klasyki lub popularne nowości, które gwarantują użyteczność i znane, lubiane brzmienie. Praktyczne usprawnienia w postaci bramki szumów w distortionie, dodatkowego Gain'a w delay'u czy zmieniających kolor w zależności od trybów pracy diod aktywności efektów, pomagają w ustawieniu dźwięku, ułatwiają pracę i rozbudowują możliwości tego analogowego multi-efektu. Tone Tattoo jest kompaktowy, łatwy w użyciu, zbudowany jak czołg i jest produkowany w U.S.A. Minusem tego urządzenia jest moim zdaniem dość wąskie przeznaczenie stylistyczne. Miałem też kłopot z ustawieniem dobrej barwy przy włączonych wszystkich efektach- szybko pojawiał się efekt „przeładowania” dźwięku. Widzę też potencjalny kłopot w sytuacji, gdy gitarzysta chciałby użyć innego efektu modulacyjnego- bo jak wpiąć go w łańcuch efektów prawidłowo ( czyli po przesterze i przed delay'em), gdy Tone Tattoo fizycznie nie daje takiej możliwości? Podsumowując: Tone Tattoo inżynierów z Electro-Harmonix jest moim zdaniem dość użyteczny, przyszłościowy ( wersja do rocka albo bleusa?) i dobrze brzmiący ale wymaga dopracowania w kwestii kompatybilności z innymi efektami chyba, że pasują Wam bez zastrzeżeń użyte efekty wtedy będziecie bardzo zadowoleni.

Michał „Shaggy” Dolak

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Korg PitchBlack- „Czarny koń” wśród tunerów

Pomimo, że tunery nie są urządzeniami wytwarzającymi jakikolwiek dźwięk, to są niezbędne gitarzystom do przygotowania instrumentów do gry a ich wersje sceniczne w formie kostek gitarowych, znajdują się na wyposażeniu chyba większości koncertujących
szarpidrutów. Z tych właśnie powodów oraz dlatego, że stroiki sceniczne zajmują miejsca w pedalboardach obok „pełnoprawnych” efektów, postanowiłem opublikować tych kilka słów o tunerze, który pomimo krótkiego czasu na rynku zdążył podjąć skuteczną walkę a może nawet zdetronizował dotychczasowych „królów” tego segmentu. Panie i Panowie- oto Korg PitchBlack!
Korg PitchBlack to chromatyczny tuner sceniczny czyli jest uruchamiany włącznikiem nożnym, który przerywa sygnał gitarowy w momencie aktywności. Jest wyposażony w true bypass. Może być zasilany przez baterię 9 V albo za pomocą zasilacza . Na bocznych ściankach znajdują się gniazda gitarowe Input i Output jack 1/4 ''. Na tylnej ściance znajdują się gniazda zasilania IN- do podłączenia zewnętrznego zasilacza i OUT- do zasilania kolejnych efektów jednym zasilaczem- szeregowo. Na tej samej ściance znajdziemy też niewielkie przyciski: Display- do zmiany trybów wyświetlania strojenia i Calib- do kalibrowania wysokości dźwięku (tuner działa w zakresie od 436 do 445 Hz). Urządzenie obsługuje dźwięki w zakresie od E0 do C8. W praktyce można nim stroić gitary ( również barytonowe) oraz basy ( również pięciostrunowe).
Cechą Korga PitchBlack, która jako pierwsza rzuca się w oczy jest jego niewielki rozmiar. Kompaktowość budowy podoba się gitarzystom, ponieważ urządzenie zajmuje mało miejsca. Display- wyświetlacz zajmuje całą szerokość tunera i jest dość jasny i czytelny aby gitarzysta widział go nawet w słoneczny dzień i na rozświetlonej scenie. Panel świetlny oparty jest na LED-ach, które produkują światło o większym natężeniu niż tradycyjne diody oraz zużywają mniej energii co ma znaczenie tylko, gdy zasilamy tuner bateryjnie. PitchBlack oferuje cztery tryby wyświetlania: Full Strobe, Half Strobe, Meter & Mirror. Mnie osobiście najbardziej podoba się tryb Full Strobe, który uważam za najbardziej przejrzysty i intuicyjny.Korg szczęśliwie wyposażył swój stroik w cichy włącznik nożny, co ma znaczenie, gdyż tuner to nie efekt dźwiękowy, który uruchamiamy w czasie grania i nie słychać trzasku przełącznika, natomiast tuner uruchamiamy zwykle w czasie przerw między utworami, gdy jest względnie cicho. Stroik instaluje system bardzo szybko, co nie jest regułą w urządzeniach konkurencji. Co to daje? Wystarczy krótka pauza w czasie utworu, żeby uruchomić tuner i szybko podstroić fałszującą strunę. Z innymi tunerami taka szybka akcja nigdy mi nie wychodziła- a tu proszę bardzo! W innych, szczególnie tańszych stroikach, gitarzysta musi się bardzo starać, żeby podać urządzeniu czysty dźwięk bez przypadkowych- ciszej brzmiących pozostałych strun, które powodują mylenie się stroika i jego „latanie” po wszystkich dźwiękach, które słyszy. Korg jest inny- reaguje tylko na strunę najgłośniej zagraną. Kolejna cecha Korga PitchBlack o której chcę wspomnieć to miejsce jego produkcji. Gdy dowiedziałem się, że tuner mimo japońskiego rodowodu firmy jest produkowany w Chinach nie chciałem go kupić ( tak- jestem użytkownikiem K.PB). Przykro mi, ale nie mam zaufania co do trwałości urządzeń chińskiej produkcji. Sprzedawca przekonał mnie jednak i nie żałuję. Używam PitchBlack od trzech lat, gram po ponad sto koncertów rocznie, nie licząc prób i samodzielnych ćwiczeń oraz mrozu, klubowej wilgoci, upału i brudu :) Stwierdzam, że mój Korg PitchBlack nie zawiódł mnie ani raz pomimo tych frontowych warunków. Dodatkowym atutem jest konkurencyjna cena i to, że teraz tuner jest dostępny w czterech wersjach kolorystycznych. Czyżby nowy król tego segmentu rynku? Czas pokaże ale początek jest imponujący.

Michał „Shaggy” Dolak

Carl Martin PlexiTone- klasyk w pudełku

Nie sposób pisać o efekcie Carl Martin Plexitone nie wspominając o wzmacniaczu Marshall Super Lead Model 1959 zwanym też Marshall Plexi. Konstrukcja Marshalla ujrzała światło dzienne w 1965 r. i od razu została doceniona przez gitarzystów. Jedną z głównych cech tego dwukanałowego heada jest to, że każdy kanał daje się przesterować uzyskując dwa różne brzmienia. Jednym z pierwszych użytkowników był Pete Townshend z The Who, Eric Clapton zamienił swoje combo Marshall Bluesbreaker na half stack'a Model 1959, Jimi Hendrix grał na nim na Woodstock'u w 1969 r. , Randy Rhodes, Angus Young i wielu, wielu innych. Head Marshalla uzyskał status kultowego sprzętu i stanął w jednym rzędzie z takimi klasykami jak Vox AC-30 czy Fender Twin Reverb. Inżynierowie z firmy Carl Martin postanowili zbudować efekt typu distortion w oparciu o brzmienie słynnego Marshall'a Plexi lubianego wśród gitarzystów grających bluesa, rocka i przede wszystkim hard rocka i heavy metal.
Carl Martin PlexiTone to analogowy efekt typu overdrive/distortion wyposażony w bypass. Na przedniej- górnej płytce umieszczono trzy przełączniki nożne- od prawej mamy włącznik Drive uruchamiający przester w trybie Crunch, następnie Select, który zmienia kanał przesterowany z trybu Crunch na High Gain oraz włącznik Boost. Również na przedniej- górnej płytce znajduje się pięć potencjometrów z eleganckimi gałkami „chickenhead” w stylu retro, które zostały nazwane (od lewej): Boost (głośność Boosta), Level (głośność obu kanałów przesterowanych), Tone, High Gain i Crunch. Na tylnej- bocznej ściance znajdują się gniazda Input i Output Jack 1/4'' i pomiędzy nimi umieszczono kabel zasilający zakończony płaską wtyczką sieciową co oznacza, że zasilacz efektu znajduje się w jego wnętrzu. Efekt nie posiada możliwości zasilania bateryjnego.
Pierwszą cechą, która nasuwa się na myśl kiedy patrzymy na urządzenie Carl'a Martin'a jest jego użyteczność. Gitarzysta dostaje do dyspozycji „jednostkę centralną” zawierającą dwa różnie brzmiące przestery, nazwijmy je umownie overdrive i distortion, oraz booster, który „wybije” jego solówkę ponad zespół. Dodam, że booster działa niezależnie od kanału Drive. Dźwięk, który produkuje efekt po włączeniu kanału przesterowanego w trybie Crunch należy do rodzaju overdrive'ów. Z kolei tryb High Gain porównałbym bardzo umownie do przesterów z gatunku distortion. PlexiTone daje sygnał, który cechuje się bardzo szerokim pasmem przenoszenia, szczególnie słychać to w bezpośrednim teście z innymi przesterami z podobnej półki cenowej. Podczas gdy barwa konkurencyjnych kostek zwykle skupia się na wybranych zakresach pasma, PlexiTone wyraźnie produkuje „gruby”, pełny sygnał. Dodatkowo, efekt przesterowując dźwięk, nie narzuca własnej charakterystycznej barwy ale współgra z pozostałymi elementami zestawu i nie dominuje w całości brzmienia, dzięki temu gitary typu Les Paul czy Stratocaster zachowują swoje charakterystyczne brzmienie. Tą cechę- zaletę usłyszałem między innymi w overdrive'ie Fulltone OCD . Dźwięk, który wydobywa się z efektu jest bardzo melodyjny i bardzo dobrze przenosi artykulację gitarzysty. Efekt produkuje też dużo basu. Ta cecha nastręcza problemów i trzeba się trochę namęczyć z wysterowaniem tandemu wzmacniacz- efekt. Kolejną cechą, która może budzić wątpliwości jest tylko jeden potencjometr zmiany barwy- Tone. W praktyce im bardziej przekręcamy go w prawo, tym mniej słyszymy dołu a więcej wysokich tonów i na odwrót. Najpierw miałem z tym pewien kłopot bo byłem przyzwyczajony do przesterów w szeroką korekcją barwy. Tu jest inaczej- efekt spełnia rolę przesteru, który nie dominuje w szeregu gitara- efekt- wzmacniacz ale podkreśla i podbarwia charakterystyczne cechy dwóch pozostałych elementów. Wydaje mi się, że PlexiTone najefektywniej pracuje na czystym kanale wzmacniacza wysterowanym na maksymalnie czysty sound. Grając, miałem wrażenie,że nawet lekkie przesterowanie kanału czystego wpływa ujemnie na czytelność i dynamikę dźwięku. Najciekawszą i najlepszą cechą przesterów umieszczonych na pokładzie PlexiTone'a jest ich wszechstronność. Przykład? Uruchomcie tryb High Gain i skręćcie poziom przesteru prawie do zera. Uzyskacie wtedy wzorcowy bluesowy crunch, idealny do gry akordowej. Z kolei rozkręcenie tego kanału na godzinę 15.00 w połączeniu z gitarą o mocnych przystawkach zaprowadzi nas w okolice brzmień zespołu Metallica z płyty „Kill'em All”. Obecność urządzenia w pedalboardach muzyków z różnych nurtów potwierdza tą cechę. Booster, który znajduje się na pokładzie efektu oferuje nam dopalenie sygnału do + 20dB a jego użycie nie zmienia barwy więc szczególnie dobrze działa na wzmacniaczach lampowych gdzie podbijając głośność, delikatnie zwiększa gain i kompresje dźwięku.
Efekt Carl Martin PlexiTone oferuje brzmienie stylizowane na dwa przesterowane kanały legendarnego Marshalla Plexi z dodatkowym boostem. Efekt jest bardzo prosty w obsłudze i oferuje butikowej jakości dźwięk, który zaskoczy transparentnością i melodyjnością. PlexiTone dobrze współgra zarówno z gitarami wyposażonymi w humbackery jak i w single. Jak każdy wysokiej klasy efekt, również i ten ma swoje wymagania, które gitarzysta powinien zrozumieć aby efekt zabrzmiał optymalnie. Myślę, że efekt Carl'a Martin'a docenią przede wszystkim zawodowcy i koneserzy dobrego brzmienia. Ale i młodzi gitarzyści powinni chociażby przyjrzeć się PlexiTone'owi, ponieważ to w sumie trzy efekty o hi- endowym soundzie w umiarkowanej cenie.
A jak powszechnie wiadomo dobry sprzęt ułatwia i przyspiesza rozwój.


Michał „Shaggy” Dolak

wtorek, 26 lutego 2013

Electro- Harmonix Stereo Polychorus- test analogowego źródła inspiracji

Wielofunkcyjne analogowe i cyfrowe efekty gitarowe stają się coraz popularniejsze. Nie może to dziwić, gdyż wszechstronność jest pożądaną    cechą wśród muzyków. Urządzenia, które oferują duże możliwości w kreowaniu brzmienia i zachowują przy tym dobre parametry goszczą przez wiele lat w pedalboardach gitarzystów. Electro-Harmonix Stereo Polychorus to kolejne dzieło ze stajni Mike’a Matthews’a, które z powodzeniem stara się sprostać wymogom jakości dźwięku i inspirować poszukujących nowych brzmień gitarzystów.
Stereo Polychorus to dość dużych rozmiarów efekt i jest zasilany dołączanym do zestawu zasilaczem. Na bocznej prawej ściance znajduje się gniazdo Input Jack1/4'' a z lewej dwa gniazda Output Jack 1/4''- jedno Main Out do pracy w trybie mono a drugie Output 2 do trybu stereo. Na tylnej ściance umiejscowione jest gniazdo zasilacza. Na przedniej płycie zainstalowane są: włącznik nożny, dioda aktywności efektu, dioda Overload, potencjometr Feedback, przełącznik trybów pracy Mode, przełącznik Sweep Filter, potencjometr Tune/Delay, potencjometr Width i potencjometr Sweep Rate. Efekt jest analogowy i został wyposażony w bypass. Jak każdy efekt Electro-Harmonixa został wyprodukowany w U.S.A.
  Konstrukcyjnie Electro-Harmonix Stereo Polychorus opiera się na pomyśle połączenia w jednym urządzeniu czterech różnych efektów pracujących w trybie analogowym. Do dyspozycji mamy cztery tryby pracy: Double Track, Chorus, Flange, Filter Matrix. Zacznijmy od trybu Double Track, który jest w istocie krótkim delay'em pracującym w zakresie około 40- 50 ms. Świetnie brzmią na nim zagrywki w stylu surf-guitar ale strzałem w dziesiątkę jest moim zdaniem użycie go do solówek. Powstaje wtedy efekt gry na dwóch wzmacniaczach z małym opóźnieniem między nimi, dźwięki stają się „grubsze” i znakomicie przebijają się przez zespół. Szczególnie dobre rezultaty daje Double Track, gdy efekt podłączymy w stereo. Bardzo ciekawy jest Chorus, który oprócz klasycznego „falowania” oferuje nam jeszcze delay, sterowany przez potencjometry Tune/ Delay i Feedback. Sam chorus brzmi bardzo „soczyście”, nie zamula brzmienia i ani nie przesterowuje go i współpracuje z powodzeniem z przesterami co nie jest wcale normą nawet wśród profesjonalnych chorusów. Brzmienie jakie produkuje jest podobne do Small Clone'a aczkolwiek nie tak charakterystyczne. Bardzo duży zakres korekcji brzmienia plus możliwość jego zmiany poprzez uruchomienie trybu Sweep Filter daje gitarzyście bardzo inspirujące narzędzie. Flanger podobnie jak chorus posiada ogromny zakres korekcji, dźwięk jest odpowiednio „gazowy” i na dobrą sprawę nie ma się do czego przyczepić. Szczególnie pozytywnie wypada w połączeniu z lekkim drivem i hi- gainem. Ostatni wśród trybów pracy jest Filter Matrix czyli po prostu filtr sterujący dźwiękiem, którym możemy odpowiednio wyciąć albo uwydatnić pożądane przez nas pasmo. W tym trybie, podobnie jak w Double Track, nie mamy ani efektu chorus ani flanger. Użyteczność Filter Matrix jest duża, możemy na czystej barwie grać z funkową kompresją albo „zdusić” dźwięk jak na kaczce w najwyższej pozycji.
Trudno jednoznacznie ocenić Electro Harmonix Stereo Polychorus. Z jednej strony obecność wśród użytkowników takich sław jak Adrian Below z King Crimson czy Kurt Cobain pokazuje wysoki potencjał efektu. Samodzielny test dźwiękowy przeprowadzony przeze mnie również wypadł bardzo pozytywnie. Mnie osobiście najbardziej przekonały inspirujące połączenia chorusa z delayem i bardzo duże możliwości kreowania barwy. Z drugiej strony brakuje mi w trybie chorus tak charakterystycznego brzmienia jakie oferuje Small Clone, którego jestem użytkownikiem ale możliwe jest, że przez kilka lat Klonik tak „wlazł” mi w ucho, że zwariowałem i drażni mnie inna charakterystyka dźwięku. Do pełni szczęścia brakuje mi również możliwości zmiany trybów pracy przez na przykład przełącznik zainstalowany na przedniej płycie albo chociażby wyjście na footswitch, która ułatwiłaby zadanie w czasie koncertu. Ale cóż, mamy do czynienia z efektem analogowym więc wszystko musimy zrobić hand made.  
Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya  


czwartek, 31 stycznia 2013

Electro- Harmonix Small Clone- opinia użytkownika

Dlaczego on?

Nie będę ściemniał. Od 4 lat używam Small Clone'a. Nie będę nawet silił się na obiektywność bo za bardzo lubię ten efekt. Żeby jednak zrekompensować Wam mój brak obiektywizmu napiszę o wszystkich zaletach i wadach Small Clone'a jakie odkryłem.

Fakty


Electro- Harmonix Small Clone to analogowy efekt gitarowy typu chorus. Urządzenie znajduje się w dużej, metalowej i bardzo wytrzymałej obudowie. Na tylnej ścianie znajdują się dwa gniazda gitarowe typu jack 1/4'' i jedno jack 1/8'' do podłączenia zasilacza. Efekt może być również zasilany baterią 9V. Small Clone pracuje w trybie True Bypass i jest wyprodukowany w U.S.A. Pierwszą cechą efektu, która rzuca się w oczy, jest ascetyczny wręcz panel sterowania. Mamy do dyspozycji
„tylko” dwupozycyjny przełącznik Depth (głębokość działania chorusa) oraz duży potencjometr Rate do regulacji prędkości falowania. Dla wielu to za małe możliwości korekcji, jednak praktyka pokazuje, że ustawienie użytecznej i inspirującej barwy jest w Small Clone zaskakująco łatwe. Taką cechę posiadają tylko kultowe i popularne efekty a jest ona wynikiem doskonałego zbalansowania parametrów przez projektantów. Small Clone nie „zamula” ani nie spłaszcza brzmienia gitary, co więcej, dodaje blasku i melodyjności dźwiękom nie zmieniając charakteru głównej barwy. Zadziwia sposób działania efektu, który większy poziom „falowania” przenosi na wyższe struny a mniejszy na basowe. Daje to solidną podstawę brzmieniu szczególnie w grze akordowej. Small Clone bardzo dobrze działa z przesterami, oprócz przestrzeni dodaje tym barwom również nasycenia i melodyjności co nie jest częstą cechą wśród chorusów. Muszę dodać, że jeżeli ktoś szuka chorusa do dyskretnego podbarwienia brzmienia to Small Clone nie jest raczej dla niego. Dlaczego? Ponieważ chorus Electro-Harmonixa posiada unikalny i bardzo charakterystyczny sound, który jest wyraźnie słyszalny i łatwo rozpoznawalny. Jest kwestią gustu i preferencji czy to się gitarzyście spodoba czy nie. Jaki to dźwięk? Każdy na pewno słyszał ,,Comes As You Are” Nirvany- to właśnie Small Clone'a użył Kurt Cobain do uzyskania charakterystycznego efektu „rozwodnienia ”. Przełącznik Depth w pozycji górnej czyli dużej głębokości i potencjometr Rate mniej więcej na godzinie 11-tej pozwoli nam na uzyskanie brzmień znanych z nagrań Lady Pank czy The Police. Duża i płaska gałka potencjometru Rate pozwala na zmianę jego ustawienia nogą(!) w czasie gry, gdy ręce są zajęte. I co? Udaje Wam się to? Tę umiejętność nabyłem przy okazji posiadania MXR Phase 90 z dużą, płaską gałką potencjometru więc, gdy ujrzałem podobną gałkę w Small Clone ucieszyłem się. Efekt jest produkowany od lat 80- tych ubiegłego wieku.

Kupić, nie kupić- spróbować warto!

W przypadku urządzeń posiadających określone i charakterystyczne brzmienie zawsze powstaje pytanie czy pasują do naszej gry. Nie należy natomiast przekreślać z góry efektu bo czegoś w nim nie ma. Może okazać się, że zalety przewyższają ewentualne wady. Piękna, ciepła barwa, dodawanie melodyjności, rozpoznawalne i lubiane brzmienie to niewątpliwe zalety Small Clone.
Zachęcam do samodzielnego przetestowanie efektu ponieważ może się okazać, że rozbudowane, droższe urządzenia nie są wcale lepsze od Małego Klona.

Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Electro- Harmonix BIG MUFF PI- opinia sceptyka

Jak się masz stary?
Legenda mówi, że Mike Matthews, założyciel, właściciel i główny inżynier firmy Electro-Harmonix skonstruował pierwszego Big Muff'a w 1969 r. i zaniósł go do sklepu muzycznego Manny's Music Store na czterdziestej ósmej ulicy w Nowym Jorku, żeby klienci ocenili nowe dzieło. Tydzień później Metthews spotkał na ulicy właściciela sklepu, który powiedział mu, że efekt kupił Jimi Hendrix. Dalej było już tylko lepiej. Big Muffa używał David Gilmour m.in. do nagrań na płyty „Animals” i „The Wall”, Carlos Santana, gitarzyści Kiss i Thin Lizzy. W latach osiemdziesiątych efekt inspirował i był podstawą brzmienia wielu zespołów muzycznych z rodzącego się w Stanach Zjednoczonych nowego nurtu- grunge. Drążąc muff'owy temat głębiej w internecie, dokopałem się do opisów i zdjęć dużej liczby samodzielnych przeróbek i kopii. Big Muff wiecznie żywy? Okazuje się, że tak!
Muszę Wam się do czegoś przyznać. Nigdy nie lubiłem fuzzów. Zawsze używałem overdrive’ów albo distortionów. Otrzymując zadanie napisania kilku słów na temat Big Muff’a najpierw podłączyłem go i pierwszy raz w życiu pograłem na nim. Co to jest? Warczał i bzyczał :) Jak to się dzieje, że gitarzyści używają go z powodzeniem? Posłuchałem wielu testów, przeczytałem dziesiątki opinii użytkowników nieznanych i bardzo znanych. Uzbrojony w tą wiedzę ruszyłem do sali prób aby samodzielnie przetestować Big Muff’a Pi.

Akcja bezpośrednia
Wysterowanie gitary i wzmacniacza połączonego z efektem Electro-Harmonixa zajęło mi sporo czasu. Jakość gitary( przetwornika) i wzmacniacza okazały się mieć większe niż zwykle znaczenie dla uzyskania pożądanej barwy. Moim zdaniem najważniejszym potencjometrem w tym urządzeniu jest Sustain. Doładowuje on brzmienie instrumentu w specyficzne fuzzowo- distortionowe przesterowanie i dodatkowo przedłuża sustain nasuwający skojarzenie z barwą skrzypiec. Na rozkręconym potencjometrze Volume i ściszonym prawie do końca Sustainie efekt nadaje brzmieniu charakteru rozkręconego lampowego wzmacniacza bardzo starej konstrukcji. Na gitarze z singlami uzyskamy w ten sposób sound znany z pierwszych płyt Rolling Stonesów. Dokładając do tego zestawu phaser albo Univibe, hendrixowskie odjazdy staną się naszym udziałem. Rozkręcając sustain i tone, wzmacniacz podgłaśniając mocno i wziąwszy do ręki gitarę z humbackerem spróbujcie zagrać np.: Iron Man. Im dłużej na nim grałem tym coraz bardziej zdawałem sobie sprawę z dużego potencjału brzmieniowego tego fuzza. Jednak Big Muff to nie overdrive czy distortion. Jego odmienna charakterystyka brzmieniowa wymusza specyficzną artykulację i aranżację. Do tego musiałem się przyzwyczaić. Bardzo ciekawe rzeczy dzieją się z brzmieniem Big Muff Pi jeśli umieścimy go w szeregu efektów. Spróbujcie poeksperymentować, bo efekt Electro- Harmonixa potrafi diametralnie zmieniać swoje brzmienie. Czyżby w tej cesze należałoby upatrywać sukcesu konstrukcji? A jakie Wy macie doświadczenia z Big Muff’ami? Do czego używacie lub planujecie go używać? Czy zgadzacie się z opinią, że tylko gitarzyści starszej daty używają Big Muff’ów? Czy przy obecnych trendach w muzyce brzmienie fuzza jest jeszcze cool?

Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya

Electro- Harmonix THE WORM



Drodzy miłośnicy efektów modulacyjnych! Kogo z Was stać na zakup czterech popularnych efektów tego typu? I ile zajmą one miejsca w pedalboardzie? Prawda jest taka, że większość z Nas może pozwolić sobie na góra dwie kostki tego typu, ponieważ zawsze trzeba kupić jeszcze przester, reverb , delay itd. a budżet często nie pasuje do naszych marzeń :) Electro- Harmonix The Worm- multiefekt składający się z czterech efektów: modulacyjna kaczka( wah-wah), phaser, tremolo i vibrato jest próbą pogodzenia możliwości i kosztów.

Kostka wyposażona jest w bypass i dedykowany zasilacz 24V. Kiedy pierwszy raz wziąłem The Worm'a w ręce i spojrzałem na cenę (www.sklepgram.pl), pomyślałem podejrzliwie, że efekt jest pewnie cyfrowy. Pierwsze zaskoczenie: kostka jest analogowa. Potem przyszło mi na myśl, że musi być jakiś „haczyk” i pewnie tylko jedna z pokładowych modulacji brzmi dobrze. Pewny swojej przenikliwości uruchomiłem „robaka”.
Pierwsza jest modulacyjna kaczka, która w trybie automatycznym „kwacze” ze stałą prędkością regulowaną potencjometrem RATE. Dodam, że dioda aktywności efektu pulsuje w tempie zadanym przez nas co pozwala zorientować się w sytuacji jeszcze przed rozpoczęciem gry. Ale najciekawiej robi się, gdy ustawimy efekt na funkcję MANUAL/EXP i podłączymy pedał ekspresji. Wówczas uzyskujemy prawdziwą sterowaną przez nas kaczkę, która bardzo dobrze brzmi zarówno na barwach czystych jak i na przesterach. Dodam, że w trybie z pedałem ekspresji możemy sterować jej głębokością za pomocą gałki RANGE. W trybie phaser, efekt oferuje nam modulację bardzo podobną do kultowego, znanego od lat efektu Small Stone. To barwa nawiązuje do brzmienia lat 70- tych. Pozostałe dwie funkcje, czyli Tremolo i Vibrato również oferują pełne, użyteczne brzmienia. Dodam, że możemy sterować prędkością modulacji efektów phaser, tremolo i vibrato w trybie MANUAL/EXP za pomocą pedału ekspresji. Jest to bardzo przydatna w czasie występów na żywo funkcja.
Pamiętam szał i zachwyt jaki towarzyszył wprowadzeniu wiele lat temu Line 6 MM4.
Cyfrowe symulacje najpopularniejszych efektów modulacyjnych zrobiły furorę. Electro- Harmonix swoim The Worm popchnął rozwój efektów gitarowych o kolejny krok do przodu. Pomysł połączenia kilku efektów modulacyjnych w jednym urządzeniu, zaczerpnięty od LINE 6, został rozwinięty poprzez w pełni analogowy tryb pracy.Cena The Worm'a, patrząc przez pryzmat jego zalet, wydaje się bardzo korzystna. Wiem, że The Worm kupiło już kilku polskich, znanych gitarzystów. Jak myślicie? Czym się kierowali? Co sądzicie o pomyśle połączenia kilku efektów w jednym urządzeniu? Zachęcam Was do bliższego przyjrzenia się „Robaczkowi”. Być może okaże się Waszym najlepszym przyjacielem.


Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya

poniedziałek, 12 listopada 2012

Electro-Harmonix Metal Muff with Tone Booster

 Electro-Harmonix Metal Muff with Tone Booster
         Ale co?
    Przystępując do pisania tego testu, pierwszym faktem, który przyszedł mi na myśl było to, że mam dokonać opisu efektu, który mimo krótkiego czasu na rynku już zdążył zdobyć szerokie grono użytkowników. Dlatego też w nniejszym teście będę poszukiwał przyczyn niewątpliwego sukcesu Metal Muffa with Top Boost w czasach, gdy na rynku panuje tłok wśród mocnych, metalowych, analogowych przesterów.
        
        Co my tu mamy?
      Electro-Harmonix wyszedł na przeciw potrzebom gitarzystów i zaoferował im urządzenie,   które wcześniej można było kupić tylko od hi- endowych, niskoseryjnych producentów efektów. Efekt opiera się na pomyśle, aby do metalowego distortiona dodać booster, który umożliwi gitarzyście "wybicie się" ponad zespół w czasie granie n.p: solówki.  
       
       Electro- Harmonix Metal Muff with Top Boost to w pełni analogowy efekt wyposażony w bypass. Na górnej stronie obudowy znajduje się sześć potencjometrów- gałek: VOL, TOP BOOST, TREBLE, MID, BASS, DIST. Na bocznych ścianach znajdziemy dwa gniazda, wejścia i wyjścia typu Jack 1/4'',  natomiast na tylnej ścianie znajduje się gniazdo zasilacza. Efekt posiada również wewnętrzne gniazdo do podłączenia baterii 9V. Z prawej strony na górnej ścianie umieszczony    jest włącznik nożny BYPASS, który uruchamia przester, natomiast przełącznik nożny z lewej   strony BOOST uaktywnia Booster. Umieszczony na jego pokładzie distortion jest nowoczesny, jasny i chętny do współpracy. Melodyjny i użyteczny jest też na niskim poziomie przesterowania- można wtedy uzyskać brzmienie wczesnych heavy- metalowych zespołów. Wraz ze zwiększaniem poziomu DIST uzyskujemy coraz większe nasycenie- zniekształcenie. Na końcu skali jest to już   death metalowy warkot rodem z piekła przy czym jeżeli używamy w gitarze porządnego humbackera dźwięk wciąż jest czytelny i zwarty. Brzmienie jest potężne i klarowne, nawiązuje charakterem do nagrań znanych współczesnych gwiazd gatunku.
       Wielkim plusem jest bardzo szeroka korekcja brzmienia distortiona, która umożliwia dopasowania go do charakteru gitary i granej muzyki ( czyli w praktyce odmian metalu). Podobnie szeroki i użyteczny zakres korekcji posiada inny znany i lubiany efekt czyli Metal Zone Boss'a. Widać, że inżynierowie Electro- Harmonixa zanalizowali pożądane przez gitarzystów cechy popularnych efektów. Metal Muff, umówmy się, nie jest przeznaczony do grania bluesa, ani rocka, ani nawet hard rocka. Nie ma też specjalnie sensu podłączania go do gitar z singlami przy mostku ( chyba, że lubicie eksperymenty i piszczenie)- tylko gitara z humbackerem będzie   współpracowała z nim jak należy. Metal Muff jest stworzony do grania METALU!!! 
      Booster, który uruchamiamy jest przełącznikiem nożnym z lewej strony efektu, posiada tylko regulację poziomu głośności. Posiada on własną barwę z wyraźnie podbitym górnym pasmem częstotliwości. To sprawia, że instrumentaliście łatwiej jest być słyszalnym „ w tłumie”.   Widziałem też gitarzystę ze znajomej kapeli trash metalowej, który wykorzystywał Metal  Muff'owy booster jako swoisty equalizer, czyli dostosowywał booster do poziomu głośności głównego distortiona  i używał go do „rozjaśniania” szybkich motywów. Charakter brzmienia boostera sprawia, że łatwo gra się z jego pomocą wszelkie sztuczne flażolety, piski i „spadające bomby”. Dodam jeszcze, że booster można uruchomić tylko, gdy distortion jest włączony. Nie    jest to wada, nie potrzebujemy  do grania metalu lekkiego crunchu (barwa czysta plus booster) używanego w bluesie i rocku.  
      Gloria czy potępienie?
      
     Jak ocenić Metal Muff'a w.T.B? Przyjrzyjmy się jego jeszcze raz jego głównym cechom.
Umieszczony na pokładzie bypass, dołożony do distortiona booster ( dwa efekty w jednym), amerykańska produkcja, wysoka jakość wykonania i pancerna, trwała obudowa( gwarantująca przeżycie urządzenia na scenicznym polu bitwy) to niewątpliwe zalety. Nowoczesne, bardzo użyteczne i zachęcające do produkowania wściekłych riffów i diabelskich solówek brzmienie znalazło już wielu miłośników. Szerokie możliwości kształtowania barwy distortiona plus booster z własną, sprawdzającą się znakomicie w metalowych aranżacjach charakterystyką brzmieniową też działają na jego korzyść. Na koniec warto zwrócić uwagę na koszt zakupu urządzenia u polskiego dystrybutora (sklepgram.pl) w porównaniu z dwoma lub trzema innymi popularnymi, analogowymi distortionami do metalowej muzyki ( moim zdaniem to konstrukcja BOSS MT-2, DIGITECH TL-2, MXR Fullbore Metal). Już sprawdziliście ceny? I pamiętajcie, że Metal Muff ma jeszcze booster :)

                                                                                             Michał „Shaggy” Dolak- Raggafaya